Bo każdy z nas kiedyś był świeżakiem

Witaj Drogi Czytelniku! Wierzysz w podróże w czasie? Jeśli nie, to od dzisiaj raz na zawsze zmienisz zdanie, bo właśnie wsiadasz do wehikuł czasu. Nie masz już odwrotu, bo oto zaczęło się odliczanie. Cofamy się w przeszłość… Dokładnie do momentu, gdy zaczynałeś pracę w zawodzie…

Po raz pierwszy przychodzisz do pracy. Z wiedzą na razie dość teoretyczną, ale za to z ogromnym entuzjazmem i wielką ciekawością. Twoja praca dostarcza Ci tak wielu emocji: od radości z narodzin nowego życia, poprawy stanu zdrowia pacjentów, po pierwsze doświadczenia z reanimacją i śmiercią. Od satysfakcji z pierwszego założonego wenflonu, pierwszego cewnikowania, pierwszej założonej sondy żołądkowej po stres przed pierwszym asystowaniem podczas nagłej i skomplikowanej operacji. Od zapachu płynów pielęgnacyjnych po zapach i pierwszy widok rozległej odleżyny. Od sympatycznych pogawędek z pacjentami po rozmowy z rodzinami pacjentów umierających. Od uśmiechu i wdzięczności pacjentów po ich roszczenia. Od tego, co w teorii, po to co w praktyce. Tak wiele emocji…

Twój kompan – stres nie opuszcza Cię na krok. Dlaczego się stresujesz? Być może dlatego, że nie znasz nikogo. Być może dlatego, że tutejsze zwyczaje są Ci obce. Odczuwasz braki w wiedzy, nie znasz sprzętu, brakuje Ci doświadczenia, a nie wszyscy tak chętnie wszystko Ci wyjaśniają. Do tego bardzo zależy Ci na tej pracy, nie chcesz „zrobić gafy”, co napędza Twój stres i przez to niekiedy popełniasz elementarne błędy. Część osób Cię obgaduje – a to, że czegoś nie wiesz, a to, że zadajesz głupie pytania, a to, że jesteś leniwy, powolny, chaotyczny. Chcąc, nie chcąc, jesteś „na tapecie”.

Chciałbyś zapytać o wiele rzeczy, ale czasem po prostu się wstydzisz, bo jest Ci głupio, że czegoś nie wiesz. A Ty tak bardzo, najbardziej na świecie, potrzebujesz teraz wsparcia.

Nowy sprzęt, którego nie znasz, obcy ludzie, nowa specyfika pracy, dokumentacja, zwyczaje – to wszystko dla Ciebie jest niewiadomą. Nie chcesz być sam. I niezależnie od tego, czy jest to Twoja pierwsza praca, czy po prostu jej zmiana, pragniesz wsparcia i aprobaty. Potrzebujesz poczucia, że możesz o wszystko zapytać i nikt Cię z tego powodu nie wyśmieje, ani nie obgada. Potrzebujesz miłej atmosfery współpracy. Bez kąśliwych uwag. I potrzebujesz oceny, feedbacku. Chcesz wiedzieć, czego dokładnie się od Ciebie oczekuje i w jakim stopniu udaje Ci się sprostać stawianym wymaganiom. Chcesz rozmawiać o swoich poczynaniach w pracy.

Jako osoba nowa w zespole, masz świeże spojrzenie na wiele kwestii, ale starsi stażem pracownicy mówią, że się wymądrzasz, że jako „nowy” powinieneś się dostosować.

***

Adaptacja zawodowa – to od niej w dużej mierze zależy, czy będziesz czerpał satysfakcję z pracy, czy też się szybko wypalisz.

Przypomnij sobie swoją adaptację zawodową:

  • Co wtedy czułeś?
  • Czego potrzebowałeś?
  • Co Ci ułatwiało adaptację?
  • Co potęgowało Twój stres?
  • Czy bywało Ci smutno? Czy czasem płakałeś? W jakich sytuacjach? Z jakiego powodu?
  • Czy wszystko od razu wiedziałeś?
  • Kto Ci pomagał?
  • A kto jeszcze bardziej stresował i dlaczego?
  • Czego Ci brakowało?

A teraz wyobraź sobie, że znajdujesz złotą rybkę, która spełnia życzenia. Możesz zażyczyć sobie idealną adaptację zawodową. W jaki sposób by ona przebiegała? Co musiałoby zostać spełnione, abyś szybko wdrożył się do zawodu i pokochał to nowe miejsce pracy?

Opowiem Ci o mojej wymarzonej adaptacji… Kiedy przychodzę do pracy, otrzymuję swojego mentora – osobę z doświadczeniem na danym stanowisku, umiejętnościami komunikacyjnymi i edukacyjnymi, pozytywnie do mnie nastawioną, wspierającą, ale i wymagającą. Poświęca mi cały swój czas, a ja mocno się angażuję i daję z siebie wszystko. Mogę ją o wszystko wypytać, nawet po kilka razy, a ona cierpliwie mi wszystko objaśnia. Mam do niej zaufanie. Lubię ją, a ona mnie. Jestem jej cieniem, a ona moim wzorcem do naśladowania.

Mentor, oprócz tego, że lubi swoją pracę, to jeszcze otrzymuje za bycie tym wzorcem odpowiednią gratyfikację finansową.

Wszyscy współpracownicy zawsze podają mi pomocną dłoń i starają się mnie rozluźnić. Są do mnie pozytywnie nastawieni. Organizują dla mnie imprezę integracyjną, na której wszyscy świetnie się bawimy i bliżej poznajemy. Zaczynam ich bardzo lubić.

Moja oddziałowa często ze mną rozmawia na tematy zawodowe. Mówi, jakie ma względem mnie oczekiwania, jak ocenia moją pracę – jakie są mojej mocne strony i elementy do poprawy. Nie krytykuje, lecz wspiera. Ja mówię jej o moich problemach, których ona nie lekceważy – wspólnie staramy się je rozwiązać, a ona podpowiada mi, jak. Opowiadam jej również o moich małych sukcesikach – a ona je docenia i często sama zauważa, zanim ja zdążę się jej pochwalić. To miłe.

A Dyrekcja? Ona ze mną rozmawia!!!!!! I to w dodatku sama tego chce!!! (Wooow, niesamowite!) A rozmowa z nią daje mi tak wielkie poczucie ważności. Ja tutaj nie czuję się pionkiem w grze. Jestem zapoznawana z misją i strategią placówki i biorę udział w jej realizacji. Jestem partnerem w biznesie usług medycznych. Ja wzbogacam firmę swoją osobą.

Na początku pracy odbywam wszelkie niezbędne szkolenia z zakresu obecnych na moim oddziale sprzętów – dzięki temu czuję się bardziej pewnie.

Taki sposób wprowadzania mnie do pracy sprawia, że bardzo szybko się wdrażam, staję się samodzielna, rozwijam się, a stres szybko mija. Jest mi w pracy dobrze, nie myślę o jej zmianie, angażuję się i jestem wobec firmy lojalna – wszystkim wokół opowiadam, w jakim to rewelacyjnym miejscu pracuję.

Drogi Czytelniku, pora by wrócić do teraźniejszości. Teraz to Ty jesteś starszą stażem koleżanką / starszym stażem kolegą. Z pewnością od czasu do czasu masz w zespole „świeżaczków”. W dużej mierze to od Ciebie zależy, jak szybko Twoje nowe koleżanki i nowi koledzy wdrożą się do zawodu i staną się samodzielni. Jeśli masz duże doświadczenie, to podziel się nim z innymi, bo dopiero wtedy nabiera ono znaczenia. Nie mów, że młode są leniwe, że wielu rzeczy nie umieją – po prostu powiedz im, co i kiedy mają robić, pokaż im, poinstruuj, wesprzyj. Słuchaj też ich spostrzeżeń – bo mają świeży pogląd na wiele kwestii, który może usprawnić Wam pracę.

Drogie pielęgniarki oddziałowe, rozmawiajcie z Waszymi podwładnymi o ich oczekiwaniach i problemach zawodowych, bo do tej pory często są to tematy tabu. Niech to będzie autentyczny dialog. Pomyślcie nad wybraniem mentorów dla nowych pielęgniarek. Wyjdźcie do Dyrekcji z inicjatywą, aby za to stanowisko mentorów wynagrodzić – może premią? Albo jakąś nagrodą rzeczową? Biletem na weekend w spa? Wycieczką dla mentora i jego rodziny? To wcale tak wiele nie kosztuje, a daje tak dużo korzyści. Przecież wszystkim nam zależy, aby nowy personel szybko zaadoptował się w pracy i stał się samodzielny.

A Ty, mój Drogi Świeżaku, nie zadręczaj się tak bardzo, że czegoś nie wiesz – starsi stażem pracownicy długo pracowali, aby zdobyć swą wiedzę, umiejętności i doświadczenie. Ty też je zdobędziesz, ale na to potrzeba czasu. Nie wstydź się pytać – nie ma głupich pytań – są tylko głupie odpowiedzi. Angażuj się, dokształcaj, wychodź z inicjatywą – zdobywanie wiedzy potrzebuje Twojego działania. Samo nic nie przyjdzie. Mów o swoich problemach, nie taj ich – wtedy łatwiej będzie Ci pomóc. Podkreślaj swoje zalety – nie można być najlepszym we wszystkim, ale z pewnością masz wiele plusów, którymi zjednasz sobie ludzi. Dziel się swoimi spostrzeżeniami – nowy pracownik to nowy punkt widzenia. Może to właśnie Ty wprowadzisz w tej pracy pozytywne zmiany? Rozluźnij się – w spokoju i opanowaniu działa się efektywniej. I nigdy nie trać tej początkowej euforii, tego entuzjazmu – nawet w momentach rozczarowania – bądź wytrwały.

Wszystkim „świeżakom” życzę powodzenia w nowej pracy i czerpania z niej radości! 

Artykuł ukazał się również w numerze 1-2/2013 „Magazynu Pielęgniarki i Położnej”

           

 

9 komentarzy dla artykułu “Bo każdy z nas kiedyś był świeżakiem

  1. Kiedy cofam się w przeszłość tak naprawdę odnajduję jedne z najlepszych zawodowych doświadczeń. W czasach, gdy o mentoringu i adaptacji zawodowej nikt w Polsce jeszcze nie mówił ja trafiłam na oddział, gdzie na każdym kroku koleżanki pokazywały mi, co robią, pozwalały ćwiczyć pod ich okiem. Na zajętym oddziale zabiegowym wszyscy znaleźli czas dla „świeżaka”, wszyscy też wiedzieli, że adaptacja trwa dwa tygodnie bo wtedy zostanę sama na ponad 30 łóżkowym oddziale. Kiedy zostałam sama i tak wiele rzeczy mnie zaskakiwało, ale -uwaga lekarze też mnie wspierali, taki to był oddział. Mam nadzieję, że obecne „świeżaki” mają we mnie chociaż połowę tego wsparcia, które otrzymałam ja ponad 20 lat temu… To niesłychanie ważne, żeby początek drogi zawodowej był właśnie taki.

  2. :)
    Ja mogę się pochwalić wlaśnie takim wprowadzaniem do mojej obecnej pracy :)
    Mialam mentora odgórnie przydzielonego przez oddzialową . :)
    Nie bylo pytania na ktore nie otzrymalam odpowiedzi, nie tylko od mojej mentorki , ale i od reszty zepołu :)
    Pozdrawiam :)

  3. Bardzo dziękuję za komentarze i cieszę się, że Wasza adaptacja zawodowa jest tak miłym wspomnieniem :) Zgadzam się – to, jaki jest początek zawodowej drogi jest rzeczą niesłychanie ważną i rzutuje na jakość naszej dalszej pracy.

  4. Początki zawsze są trudne, nie tylko w zawodzie medycznym lecz w każdym. Ja swojego pierwszego dyżuru nie pamiętam, pamiętam za to 2 szkolenie w życiu, które miałem za zadanie przeprowadzić. Na sali siedziało prawie 100 osób…Koszmar ;-).

    Co do początków dyżurowania, kiedyś popełniłem wpis u siebie na ten temat: http://www.ratowniczy.net/10-porad-jak-przezyc-pierwszy-dyzur-w-pogotowiu-ratunkowym/ – niby dotyczy pogotowia ale myślę, że kilka z tych rad można bez problemu wciągnąć w dyżury szpitalne :-).

    Pozdrawiam i życzę wszystkim jeszcze więcej rozwoju zawodowego w Nowym Roku :-).

    • Witaj Grzegorzu!

      Bardzo dziękuję za linka do Twojego wpisu – myślę, że porady są jak najbardziej przydatne również w szpitalu. Wystarczy tylko lekko przekształcić punkt 4, np.: Poproś o zaprezentowanie topografii oddziału, rozmieszczenia i sposobu obsługi sprzętu; punkt 5: Rozpoczynaj dyżur od sprawdzenia zleceń, zapoznania się z kartami obserwacyjnymi, stanem pacjentów, stanowiskami (na intensywnej terapii). A pozostałe punkty – uniwersalne :)

      PS. Link właśnie wylądował również na moim facebook’owym fanPage ;)

  5. Wow, podobało mi się, ta podróż, opisywanie wersji tu i teraz i przesłanie metaforyczne i psychologiczne.
    Pamiętam problemy w brutalnym światach gier w sieci. Nowi gracze wchodzą do Gildii, boją się pytać, grać z ludźmi, bo są słabi. Potem się jakoś uczą grać. Przychodzi następne pokolenie i starzy gracze zapominają często, że byli też zieloni, atakują i poniżają młodych. To brutalność w grach. No i w życiu czyż nie jest podobnie? ileż to osób zapomina, że kiedyś byli zieloni.
    No i mówi się, nie ma złych uczniów, są źli nauczyciele, tak jak rodzice biorą odpowiedzialność za dzieci. (dlatego taka podróż do przeszłości i wyobrażanie sobie, jak chcemy by nas traktowano, jest bardzo praktyczna)

    Pozdrawiam :)

    • Dziękuję Ci, Arturze, za spojrzenie na artykuł również z innej branży. Jak widać, można go odnieść do wszystkich wydarzeń naszego życia, w których jesteśmy świeżakami.
      Dokładnie, to jakim jestem uczniem, w baaaardzo dużej mierze zależy od nauczyciela. Właśnie kończę artykuł o edukacji – do wieczorka pojawi się na blogu – zapraszam do refleksji :)

  6. a ja od jutra zaczynam swoją podróż na ścieżce pielęgniarstwa. Mam nadzieję, że będzie to dla mnie miłym zaskoczeniem!

    jeszcze tu wrócę :)

    • Witaj! I jak tam wrażenia z pierwszego dnia? :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>