Dlaczego pielęgniarki mało zarabiają?

Z pewnością wszyscy chcemy godnie zarabiać i być docenianym za dobre wyniki w pracy. Fakt, pielęgniarki nie zarabiają zbyt dużo. Jest w prawdzie, w większości dzięki strajkom, coraz lepiej. Jednak w porównaniu z innymi zawodami, finansowego rarytasu w pielęgniarstwie nie zaznasz. Czy zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego właśnie tak jest? Pomyśl nad tym przez chwilę…

A teraz odpowiedz sobie na pytania:

  1. Czy uważasz, że jako pielęgniarka zarabiasz dużo?
  2. Czy uważasz, że jako pielęgniarka zarabiasz adekwatnie do wysiłku, który wkładasz w swoją pracę i do odpowiedzialności, jaką ponosisz za cudze życie?
  3. Czy chciałbyś zarabiać więcej?
  4. Czy uważasz, że w zawodzie pielęgniarki mógłyś dużo zarabiać?
  5. Ile chciałbyś zarabiać?
  6. Czy godzisz się na zarobki, które nie spełniają Twoich oczekiwań?
  7. Czy potulnie godzisz się na proponowane przez Twój zakład pracy obniżki pensji?
  8. Czy udajesz się osobiście po podwyżkę do Dyrekcji?
  9. Czy negocjujesz warunki umowy?
  10. Czy boisz się wyrazić swoją szczerą opinię, ponieważ uważasz, że mógłyś przez to stracić pracę?
  11. Czy boisz się utraty pracy?
  12. Czy osobiście doceniasz swój zawód?
  13. Czy uważasz, że Twój zawód jest ważny?
  14. Czy wierzysz, że jako pielęgniarka przyczyniasz się do sukcesu firmy, w której pracujesz?

Drogie Koleżanki i Koledzy, nie będziemy usatysfakcjonowani z pensji, jeśli:

  • Nie będziemy wiedzieć, ile dokładnie chcemy zarabiać;
  • Będziemy godzić się na pensje, które w niczym nie odpowiadają naszym kompetencjom i oczekiwaniom;
  • Będziemy biegać z pracy do pracy tylko po to, aby mieć trochę więcej pieniążków (bo z jednej pracy to za mało);
  • Nie będziemy REGULARNIE chodzić do Dyrekcji po podwyżkę (nawet, jeśli nam odmówią – aż do skutku);
  • Będziemy się od razu na wszystko godzić, ustępować, zamiast NEGOCJOWAĆ;
  • Nie uwierzymy, że sukces placówki, w której pracujemy zależy nietylko od lekarzy, ale także i od nas;
  • Będziemy się bać wyrazić swoją opinię z uwagi na możliwość utraty przez to pracy.

Aby nasz zawód był doceniany, musimy zacząć MYŚLEĆ ODWROTNIE, POZYTYWNIE. Przestać narzekać i zacząć DZIAŁAĆ. Musimy uwierzyć, że jesteśmy ważnym ogniwem w procesie leczenia pacjentów, że my też jesteśmy wizytówką firmy, że to, co robimy jest bardzo ważne.

Rozmowa z Dyrekcją o podwyżce – dlaczego nie? Nie traktujmy Dyrekcji jak niedostępnych i złych władców. To też ludzie. Tacy sami jak my. Nie nastawiajmy się na wojnę z nimi, lecz na WSPÓŁPRACĘ.

Drogi Czytelniku, nie bój się wyrazić własnej opinii, nawet jeśli jest inna niż zdanie większości osób. To dzięki różnicom zdań dokonuje się ROZWÓJ.

I nie bój się, ze stracisz pracę. Doceniaj ją, lecz nie bój się, że ją stracisz. Przecież nie tylko Ty o nią zabiegasz – o Ciebie też zabiegają. Pokaż wszystkim, że jesteś znakomitym pracownikiem i doceń sam siebie, a zobaczysz, że wtedy Dyrekcja też będzie Cię cenić.

Droga Koleżanko, Drogi Kolego, jeżeli chcesz, by nasz zawód dawał Ci satysfakcję finansową, to po przeczytaniu tego artykułu proszę Cię, zastanów się i zapisz na kartce:

  • Kwotę, którą chcesz zarabiać. Taką, która Cię w pełni satysfakcjonuje i odzwierciedla wkład, który wnosisz w swoją pracę;
  • Datę ostatniej podwyżki / premii / nagrody, którą uzyskałeś w swoim zakładzie pracy;
  • Powód, dla którego ostatnio otrzymałeś podwyżkę / premię / nagrodę;
  • Umiejętności, które nabyłeś od ostatniej podwyżki lub od początku pracy, w przypadku braku jakichkolwiek podwyżek (doświadczenie, szkolenia);
  • Wiedzę, którą zdobyłeś od ostatniej podwyżki (studia, specjalizacje, doświadczenie, szkolenia, konferencje, w których brałeś udział, przeczytane ciekawe książki i artykuły związane z pielęgniarstwem);
  • Kompetencje, które uzyskałeś od ostatniej podwyżki (certyfikaty, uprawnienia do wykonywania danych czynności, których wcześniej, zgodnie z prawem wykonać nie mogłeś);
  • Postępy, jakich dokonałeś w swojej pracy od ostatniej podwyżki;
  • Sukcesy, które osiągnąłeś w sprawowaniu opieki nad pacjentem, od czasu ostatniej podwyżki.

I jak, czy Twoim zdaniem należy Ci się podwyżka lub nagroda? Czy sam przyznałbyś sobie podwyżkę? Jeśli tak, udaj się po nią do Dyrekcji i przedstaw swoje argumenty. Zapisz na kartce datę udania się do Dyrekcji po podwyżkę i trzymaj się za wszelką cenę swojego planu. I nie zrażaj się niepowodzeniami. Sukces osiągasz tylko wtedy, gdy uparcie i konsekwentnie dążysz do celu i pomimo niepowodzeń próbujesz na nowo.

Jeśli zaś uważasz, że od ostatniej podwyżki lub początku pracy (w przypadku braku podwyżek) nie rozwinąłeś się w niczym, nie zdobyłeś nowej wiedzy, umiejętności ani uprawnień – po prostu zabieraj się do roboty i zacznij się rozwijać :).

A może rozwinąłeś się bardzo, a mimo to nigdy dotąd nie otrzymałeś w swojej obecnej pracy żadnej podwyżki? Jeśli tak – jest to właściwy moment na pierwszą z nich.

Zapewniam Cię, że dzięki temu, że Ty się rozwijasz, Twój pracodawca osiąga wiele korzyści (ale o tym napiszę osobny artykuł).

30 komentarzy dla artykułu “Dlaczego pielęgniarki mało zarabiają?

  1. Brawo Monika! To jest sedno sprawy, też o tym często mówię, ludzie się boją, ludzie nie mają czasu i nie wierzą w siebie, a inni to wyczuwają, tworzy to koło obłędu, bo jak ludzie sami z siebie odzierają z godności, to przenosi się to na innych itd…
    Druga sprawa, jest nie sprawiedliwe, że większość liderów, tych na górze, nie potrafią docenić wartości każdego pracownika, a przecież Praca Lekarza czy Pielęgniarki, jest tak samo ważna. Dotyczy to także innych branż. Podam mój przykład.
    Jestem z zawodu Hydraulikiem, ale życie zmusiło mnie do przejścia nowej firmy, a tam, że budowa była jeszcze w surowym stanie, to byłem pomocnikiem murarza, przynosiłem pustaki, robiłem zaprawę i podawałem, stawiałem rusztowania i robiłem wiele innych rzeczy. Przyszedł pracodawca i mówi mi, że mam szybciej pracować i dbać by murarz zawsze miał materiał do murowania, bo on pracuje za nas dwóch!!
    I wiecie, co? Szlak mnie trafił! Powiedziałem swoje i olałem tą pracę. Teraz mam lepsze życie:)
    Szanujmy się, bo jesteśmy równi, nie ma lepszych i gorszych ludzi.

    Pozdrawiam cię Monika i twoich Fanów :)

    • Arturze, witam Cię serdecznie na moim blogu :) Dziękuję za bardzo ciekawy komentarz, w którym poruszasz dwie istotne kwestie, z których pozwoliłam sobie wysnuć następujące wnioski:
      1. Jeśli chcesz, by inni Cię szanowali, szanuj sam siebie;
      2. Tym, co w znacznym stopniu demotywuje ludzi do pracy jest brak uznania pracodawcy wobec wysiłku, jaki wkładają w swoją pracę.
      Cieszę się, że zechciałeś przedstawić nam przykład z własnego życia zawodowego. Przykłady najlepiej pomagają zobrazować daną kwestię. Zachęcam tym samym wszystkich do dzielenia się na forum swoimi doświadczeniami :)

  2. Bardzo trafne i odważne spostrzeżenia:) Zmiany muszą najpierw nastąpić
    w nas samych! To od każdego z nas zależy co osiągniemy w życiu, ile włożymy w to serca, wysiłku, wiedzy, odwagi i wytrwałości. Nie dajmy się, walczmy o swoje:)

    • Sylwio, święte słowa – nie da się zmienić świata wokół nas, dopóki zmiany nie nastąpią w nas samych. Jeżeli chcemy, by w służbie zdrowia nastąpiły zmiany na lepsze, musimy zacząć się wychylać, musimy zacząć myśleć inaczej – zaangażować się, wychodzić z propozycjami, negocjować, nastawić się na współpracę i rozwój, nie bać się i nie poddawać w sytuacji porażek.
      Wiele osób, jeżeli coś im nie pasuje, narzeka, ale nic z tym nie robi. Samo ponarzekanie sobie nawzajem nic nie daje. Jeżeli coś nam nie pasuje, to zamiast narzekać, po prostu zmieńmy to :) Trudne? Wcale nie tak bardzo, wystarczy tylko wiedzieć, jak to zrobić – o tym właśnie będzie następny artykuł ;)

    • Bravo et merci Nefertiti. J’allais m’atteler à la tâche d’être un peu sarcastique sur cette autre tâche d’huile, vous m’vitez cet effort et en plus vous avez bien plus d’esprit que moi. Mes sarcasmes auraient tout eu de la grâce d&ouasr;éléphqnt Les lecteurs des commentaires doivent aussi vous dire merci

  3. Witam serdecznie!

    Nie jestem pielęgniarką, lecz przedstawicielem pokrewnego zawodu.

    Od jakiegoś już czasu mój tok myślenia jest bardzo pozytywny, co po części związane jest również ze świadomości miejsca w tym świecie (no dobra, przesadziłem, z miejsca ratownika medycznego w systemie ochrony zdrowia:).

    Pytania, które zadałaś powyżej, są bardzo istotne i oczywiście każda osobą pragnąca coś osiągnąć powinna je sobie zadać. I co dalej?

    Nie okłamując siebie ani innych należy zdać sobie sprawę z faktu, że, może nie nigdy, ale w najbliższych latach (kilku, kilkunastu, dziesięciu (?)) w wynagrodzeniach personelu medycznego nie nastąpi drastyczny, zmieniający znacznie status życia wzrost wynagrodzeń.

    Ja do tego przekonania już doszedłem, stąd nie wiążę swojej przyszłości tylko i wyłącznie z pracą w pogotowiu ratunkowym. Mam świadomość, że tak jak i pielęgniarki pracujące w szpitalu, tak i ratownicy pracujący w pogotowiu nigdy nie przekroczą pewnego poziomu zarobków. Jest to po prostu niemożliwe i prawdopodobnie nie będzie możliwe jeszcze przez wiele lat.

    Pozdrawiam i życzę wszystkim szerokiego spojrzenia na aktywności zawodowe, które możemy w życiu podjąć :-).

    • Witam Cię, Grzegorzu :)

      Twój komentarz jest bardzo ciekawy. No właśnie – pytania są istotne, warto je sobie zadać, i co dalej? Najskuteczniejsze zmiany z reguły nie zachodzą w sposób drastyczny, ale małymi krokami. Żeby jednak poprawa następowała, trzeba od czegoś zacząć. Trzeba postawić pierwszy krok. A po nim regularnie następne.Tym pierwszym krokiem ku zmianie powinna być właśnie zmiana sposobu myślenia – z pesymizmu na optymizm. Zamiana zdań z: „Nie da się” na „Mimo wszystko spróbuję, a nóż się uda ;)”. Bez tej „procedury” nie da się postawić pierwszego kroku.

      No, a co dalej? Dalej, mam już pomysły na konkretne DZIAŁANIA ku zmianom. Jakie? Niebawem zobaczycie… Trzeba próbować. Ja jestem głęboko przekonana, że uda nam się przekroczyć magiczny pułap zarobków jeszcze za mojego zawodowego życia :)

      Inne prace – jak najbardziej. Czasem warto dorabiać sobie w zupełnie innej branży albo nawet zrezygnować na jakiś czas ze swojego zawodu, aby poszerzyć swoje horyzonty. Zobaczyć, w jaki sposób organizuje się pracę w innych zawodach, coś podpatrzeć, zainspirować się, aby potem kreatywnie wnieść to w nasz zawód.

  4. Droga Moniko …

    Jako przedstawiciele zawodu, do wykonywania którego niezbędna jest wszechstronna wiedza, kwalifikacje, zdolności manualne, cierpliwość, opanowanie …, etc. natrafiamy na absurdalną sytuację, gdzie ogromne oczekiwania i obciążenia nie idą w parze z wynagrodzeniem.
    To my jesteśmy najbliżej Pacjentów, stawiając czoła nie tylko problemom czysto medycznym ale niejednokrotnie również ich cierpieniu psychicznemu. Każdy diagnozę przyjmuje inaczej i potrzebuje innej pomocy. My, jako eksperci bazujący na doświadczeniu tę pomoc niesiemy.

    Kolejny zestaw wymagań to nasze szkolenie. Rozwój naszego zawodu następuje bardzo szybko. Do bezpiecznej praktyki już nie wystarczy dyplom pielęgniarski. Myślę, że nie powinniśmy już nawet mówić o „zawodzie” lecz „profesji”, a co sie z tym wiąże, pozostawać w ciągłym kontakcie z publikacjami, nowymi technikami. To wszystko ma za zadanie ułatwić naszą pracę, sprawić że w parze z podnoszeniem kwalifikacji nasza pratkyka będzie bardziej efektywna.

    Niestety kwestia finansowa w pielęgniarstwie pozostawia wiele do życzenia. Uważam, że wartość naszej pracy nijak się ma do wynagrodzenia, jakie za nią otrzymujemy. Na tym etapie należy unikać porównywania zarobków pielęgniarskich i lekarskich. Jesteśmy odpowiedzialni za opiekę nad pacjentami i powinniśmy być za to godnie wynagradzani a jakiekolwiek porównania tylko pogłębią frustrację.

    Uważam, że zmiany są konieczne i będą one następowały. Jesteśmy coraz lepiej wykształceni, świadomi odpowiedzialnośći, z jaką wiąże się wykonywanie naszego zawodu oraz oczekiwań Pacjentów i ich Bliskich. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że dokonałem trafnego wyboru, nawet jeśli w moim przypadku zmiany dokonywały się na zasadzie rewolucji.

    • Witam serdecznie, Michale!

      To prawda, pielęgniarstwo właśnie przechodzi ogromną metamorfozę – kształcenie na poziomie uniwersyteckim, liczne kursy specjalistyczne, kwalifikacyjne itp., udział w konferencjach i badaniach naukowych oraz nacisk na zdobywanie umiejętności psychologicznych sprawia, że opiekę nad pacjentem sprawujemy w sposób coraz bardziej profesjonalny. I powinniśmy być z tego dumni. Powinniśmy podkreślać to przed Dyrekcją. Powinniśmy WYCHODZIĆ sami z propozycjami, a nie tylko CZEKAĆ na to, aż nas poinformują, że coś nam się należy. Najpierw jednak musimy przekonać Dyrekcję do tego, że jesteśmy naprawdę niezwykle cenną grupą zawodową. Nie dokonamy tego, dopóki nie uznany siebie za PARTNERÓW BIZNESOWYCH dla naszych zakładów pracy.

      Michale, z Twojego komentarza wnioskuję, że w Twoim zawodowym życiu już dokonały się pewne pozytywne zmiany … Na czym one polegały?

  5. Tak więc z uwagi na sytuację osobistą, chęć poznawania nowych miejsc i ludzi oraz niezaprzeczalne walory ekonomiczne podjąłem decyzję o wyjeździe z Polski oraz kontynuacji kariery zawodowej w Anglii.
    W tym miejscu muszę przyznać, że ukończone studia oraz zdobyte w kraju doświadczenie nie tyle ułatwiły, co wręcz umożliwiły mi realizację tego projektu. Z perespektywy spędzonych tu kilkunastu miesięcy uważam, że była to słuszna decyzja. Pociągnęła ona za sobą dalszy rozwój zawodowy – nie tylko praktyczny ale również akademicki.

    • W takim razie bardzo się cieszę, że jesteś zadowolony ze swojej decyzji i życzę dalszych sukcesów zawodowych :)

      Rozumiem, że masz porównanie pracy pielęgniarskiej w kraju i za granicą – ciekawa jestem, jakie widzisz różnice. Jeżeli miałbyś ochotę podzielić się z nami swoją refleksją na ten temat, będzie to dla mnie bardzo cenne.

  6. Dzień dobry :)

    Na wstępie napiszę że bardzo spodobał mi się Pani blog.

    Jestem młodym pracownikiem i podczas marudzenia moich starszych koleżanek zaproponowałem im mniej więcej taki plan działania jaki przedstawia Pani w tym wpisie i paradoksalnie marudzenie przybrało na sile i nie było nikogo chętnego aby podjąć się ze mną działań.
    W związku z tym wydaje mi się że musi w dużym stopniu nastąpić przemiana pokoleń w naszym zawodzie a co za tym idzie zmiana mentalności. A co najważniejsze osoby na stanowiskch kierowniczych w naszym zawodzie muszą zmienić podejście, przestać się bać i zacząć do tego podchodzić z „zacięciem biznesowym”.

    Ja cenię swoją usługi i zamierzam wyjechać do kraju gdzie te usługi również cenią.
    Pozdrawiam

    • Witam serdecznie :)

      Bardzo się cieszę, że podoba się Panu mój blog i że próbuje Pan wprowadzić w życie pomysły, o których piszę.
      Ciekawa jestem, na czym w głównej mierze polegało marudzenie Pana koleżanek i w którym konkretnie momencie się ono nasiliło…Każda zmiana jest trudna i na początku zwykle pojawia się opór i niedowierzanie. Niestety, jedną rozmową zwykle nie jesteśmy w stanie zmienić wieloletnich ludzkich przekonań. Da się to zrobić, ale potrzeba na to dużej wytrwałości i wiary w to, co chcemy innym przekazać. Widzę jednak, że jest Pan ambitnym i odważnym młodym człowiekiem, znającym swoją wartość. I takich cech trzeba wszystkim polskim pielęgniarkom.

      Ps. Jeżeli nie ma Pan nic przeciwko, z powodzeniem może się Pan do mnie zwracać na „Ty” ;)

  7. Po spędzonych tu kilkunastu miesiącach muszę przyznać, że pielęgniarki w Polsce mają więcej obowiązków, niekoniecznie pielęgniarskich oraz dodatkową odpowiedzialność. To sprawia, że generalnie jesteśmy lepiej zorientowani w naszym środowisku pracy, bardziej niezależni i bardzo dużo potrafimy zrobić samodzielnie. Ten zestaw cech, dodatkowo okraszony pracowitością i sumiennością sprawia, że nie mamy większych problemów ze znalenieniem pracy za granicą. W szpitalu, w którym pracuję anestezjolodzy nie wymagają przygotowywania leków do znieczulenia czy też umiejętności kaniulacji obwodowej — dodam że pracuję na bloku operacyjnym jako pielęgniarz anestezjologiczny. W Polsce to by było nie do zaakceptowania, natomiast w mentalności kształconych tu pielęgniarek tak jest i nie ma pola na dodatkowe dyskusje.
    Kolejne zaskoczenie, a może nawet szok przeżyłem,kiedy zobaczyłem ile pielęgniarek pracuje na sali wybudzeń …. w szpitalu, w którym pracuję oraz w tych, które widziałem do tej pory mamy 1:1 na sali wybudzeń, dodatkowo pacjenci są ekstubowani na sali operacyjnej lub opuszczają salę operacyjną z maską krtaniową. Nie zauważyłem żadnego respiratora na salach wybudzeń, a to urządzenie trudno jest tak poprostu przeoczyć :)
    I, z mojej perespektywy największa, a zarazem najbardziej odczuwalna różnica — obecność Anaesthetic Room. Wszystkie czynnośći związane ze znieczuleniem – włączając w to intubację dotchawiczą, wszelkiego rodzaju bloki, etc. – wykonywane są zanim pacjent zostanie przewieziony na salę operacyjną. Być może nie miałem szczęścia pracować w tak zorganizowanym szpitalu w Polsce, ale uważam to za ogromne ułatwienie oraz doskonały sposób na uporządkowanie naszej pracy. Do tego zmiany pomiędzy zabiegami odbywają się niemal błyskawicznie, co pozwala na lepsze wykorzystanie czasu pracy.

    • Dziękuję Ci bardzo za ciekawe informacje. Jak widać, polska pielęgniarka potrafi bardzo wiele. Osobiście, jestem dumna, że potrafię wykonywać tego typu czynności. Ale uważam, że dzięki temu należy nam się solidne wynagrodzenie. Dlatego nie bójmy się walczyć o swoje, bo w Polsce mają za co nas cenić.

      Opisana przez Ciebie dobra organizacja pracy za granicą pokazuje nam kierunki działań służących poprawie organizacji pracy u nas w Polsce.

      Ja akurat mam tę przyjemność, że w moim szpitalu jest tzw. sala przygotowawcza, na której wykonujemy znieczulenie podpajęczynówkowe, zewnątrzoponowe i różne bloki zanim pacjent wjedzie na salę operacyjną – rzeczywiście to bardzo usprawnia pracę :)

  8. Problem i narzekanie było jeszcze przed fazą planowania, hasła typu”nigdy się nie uda”, „za moich czasów nic się już nie zmieni”. Kiedy przedstawiłem koleżankom gotowy plan działania, który mógłby zmienić sytuację naszego zespołu, nie znalazła się ani jedna osoba która odważyłaby się podjąć ze mną próby zmian. Związki zawodowe w moim szpitalu też patrzyły na mnie niechętnie. Wniosek z wypowiedzi członkiń związków był taki że nie chcą robić problemów dyrekcji. Wydaje mi się, że jest to trochę orka na ugorze i musi nastąpić wymiana pokoleń a co za tym idzie mentalności pielęgniarek.

    • Witam ponownie :)

      Odnośnie związków zawodowych – stanowczo do wymiany. Często tak jest, że każdy chciałby zmian, każdy narzeka, ale jak przychodzi co do czego, to nikt nie chce podjąć działania :( W takich sytuacjach czasem warto jednak się nie poddawać i realizować swój plan w pojedynkę… A na pewno inni dołączą później. Jeżeli nie będziemy próbować, z pewnością nic nie osiągniemy, a strach przed porażką to nasz największy wróg. Życzę wytrwałości i odwagi w realizowaniu swoich marzeń ;)

  9. czytając te wszystkie komentarze wasze na temat polskiego „kwiatu pielęgniarskiego”(jak mawiała moja wykładowczyni) aż nasuwa się odpowiedz-”kto może niech ucieka z tego kraju bo niczego przez najbliższe bynajmniej 30-40 lecia w śłużbie zdrowia na etaciku niczego się nie dorobi,mało tego nie liczcie że coś się zmieni..-bo nikt nie doceni ani tej pracy ani nas!i nikt godnie nam nie zapłaci za ta prace…-pracę?-a gdzie nerwy,psychika ludzka….??-odpwoiedz do pani Moniki na temat „dlaczego tak jest ze niemamy motywacji do pracy…mowimy ze nic sie nie zmieni…itd…itd..-ja dam na to prostą odpowiedz -aby pracownik był zadowolony z siebie i ze swojej pracy-musi byc w niej szanowany ,co przekłada się na portfel:-)jakby mi zapłacili choc z 4-5 tysięcy(bo nie będziemy aż tak daleko wybiegac w przyszłość,nie porównujmy zarobki za granicą np. w niemczech gdzie o wiele lepiej maja płacone)to wstaje nawet o 3 rano i ide usmiechnięta na dyżur czy gdziekowliek by to miało miejsce…w tym zawodzie…-mało tego powiem więcej: „niestety ludzka psychika (w większości) w tych czasach jakich teraz żyjemy jest taka a nie inna…człowiek całe życie dąży do tego aby mieć prace…zajęcie (godne podziwu bo ja ta prace tak postrzegam)aby ją wykonywac jak najlepiej i chce byc za to szanowany i wynagradzany! a gdy to nie wspólgra-to mamy jak mamy…../Ci co moga nie wahają się ani chwili aby wyjechać z tego chorego kraju…a Ci co maja tutaj dzieci ..domy….albo są zmuszeni przez sytuacje w jakiej się znajdują tkwic w tym kraju…zostaja bo muszą i cierpią..poprostu cierpią!

    • Tak, często bywa, że nasze oczekiwania zawodowe nie idą w parze z realiami – i wtedy dochodzi do konfliktu- z jednej strony czuję, że moja praca jest piękna, ważna, potrzebna społecznie, „misyjna”, wymagająca ogromnej wiedzy, poświęcenia, trudu, odpowiedzialna… i z jednej strony to kocham, a z drugiej czuję się wykorzystana, niedoceniona, pomiatana, bo za to wszystko nie jestem adekwatnie wynagradzana i doceniana. I to może prowadzić do problemu występującego często w naszym zawodzie – do wypalenia zawodowego.

      Pieniądze, tak jak pisze Pani Ewelina, rzecz bardzo istotna – nie bójmy się do tego przyznawać, mówmy o tym otwarcie, ale nie narzekając wyłącznie we własnym gronie, tylko przed dyrekcją – negocjując warunki pracy – tak aby było korzystnie dla obu stron, tak, aby wzbogacać zakład pracy swoją osobą – swoimi kompetencjami, umiejętnościami, swoją pracą, tak, by dzięki nam nasza placówka osiągała zyski, ale byśmy w tych zyskach mieli swój udział. Czy to możliwe – po prostu spróbujmy, a będziemy mieć okazję, by się przekonać…

  10. A teraz sytuacje z życia wzięte:
    1. Wrocław młoda położna po studiach złożyła CV we wszystkich przychodniach, szpitalach w mieście i okolicy, gdzie tylko byłaby w stanie dojechać do pracy, gdyby ją dostała. Ma do spłacenie kredy studencki, podejmuje pracę w sieciowej restauracji, bo ma długi i nie ma z czego żyć. Nienawidzi pracy, skończyła studia magisterskie. Po dwóch latach biegania po ośrodkach różnego typu, łącznie ze żłobkami i domami dziecka dostaje pracę w szpitalu. Na zastępstwo. Nawet nie pyta za ile, cieszy się, że w zawodzie. Dostaje umowę: 2000zł brutto. Pracuje tylko na dniówkach, bo jest nowa i się uczy. Pensja 1400zł miesięcznie trafia na jej konto. Co byś zrobiła na jej miejscu? To moja dobra koleżanka, a nie potrafiłam jej doradzić.
    2. Druga znajoma dostała pracę w szpitalu po pół roku szukania, co jest super wynikiem, 2200zł i system zmianowy. Po jakimś czasie stawki obniżono, bo szpital ma długi – rozmawiała z koleżankami, że nie powinny się godzić. Ale one mają dom, rodzinę, mąż nie utrzyma domu itp… sama poszła do dyrektora oznajmiła, że to niesprawiedliwe, że zarabia nieadekwatnie do zarobków. Usłyszała, że może zmienić pracę. Umowy na stałe nie dostała i od ponad roku jest bezrobotna. Obecnie przygotowuje się do wyjazdu za granicę, bo ma długi. co zrobiła nie tak?

    • Mario, dziękuję Ci za te przykłady.
      1. W pierwszym przypadku poszłabym do przełożonej oraz do dyrektora i powiedziała, że bardzo dziękuję za to, że otrzymałam tę pracę, jednak po przemyśleniu stwierdzam, że pensja, którą otrzymuję, mnie nie satysfakcjonuje. Zaproponowałabym moją, satysfakcjonującą mnie stawkę. Jeżeliby się zgodzili, super! Jeśli nie, powiedziałabym, że niestety, z tego właśnie powodu muszę zwolnić się z tej pracy i znaleźć inną (podając im powody, które napisałaś wyżej). I tak też bym uczyniła. Jeżeli nie znalazłabym pracy w tym mieście, szukałabym w innym. Ja tak właśnie zrobiłam na początku mojej drogi zawodowej. Pochodzę z Podkarpacia. Tam, gdy kończyłam studia, bardzo trudno było znaleźć pracę, a jeśli już, to za bardzo marne pieniądze. Postanowiłam więc wyjechać do Krakowa i to była bardzo dobra decyzja. Wyjechałam tylko z manatkami mieszczącymi się w plecaku do hotelu pielęgniarskiego, a teraz mamy z mężem (wtedy, gdy wyjeżdżałam jeszcze studiował i mieszkał w akademiku) własne, trzypokojowe mieszkanie w Krakowie (co prawda na kredyt, ale nie mamy problemu z jego spłacaniem). W międzyczasie też zmieniałam pracę (obecnie zarobki mam wyższe niż w tej poprzedniej i znacznie wyższe niż podajesz w tym przykładzie).
      2. Druga znajoma nic nie zrobiła nie tak. To dyrekcja zachowała się nie fair (bardzo demotywująco), a reszta personelu niesolidarnie i mało odważnie. Ciężko więc wygrać w pojedynkę. Strach przed utratą pracy to właśnie największy as negocjacyjny dyrekcji. Dyrekcja wie, ze pielęgniarki boją się stracić pracę i dlatego też wie, że tego typu „oszczędności” uda się przeprowadzić w naszym środowisku. Rozwiązanie? Przestać się bać, cenić siebie, walczyć o siebie, a z ewentualną utratą pracy… no cóż… pogodzić się i szukać innej, która nas satysfakcjonuje. Dopiero wtedy dyrekcja zacznie nas lepiej cenić finansowo. To zapewne działanie długofalowe (nie obejdzie się bez ofiar, czyli utraty pracy przez osoby odważne), ale bez przełamania tego schematu nigdy nie osiągniemy satysfakcjonujących wynagrodzeń. Im więcej będzie takich odważnych osób, tym szybciej przełamiemy ten zły schemat. Co jednak z tymi odważnymi, którzy niejednokrotnie zostaną bez pracy? Przecież muszą za coś żyć! Praca położnej to niekoniecznie tylko szpital, a rynek pracy to nie tylko NFZ. Można poszukać pracy w prywatnej klinice lub otworzyć własny biznes, np. prowadzenie płatnej szkoły rodzenia.

      Ciężko jest mi jednak doradzić coś bez rozmowy z tą osobą i bez poznania jej pełnej sytuacji i oczekiwań, bo każdy jest inny – to, co dobre dla jednego nie musi być dobre dla drugiego. Mam zatem propozycję dla jednej z Twoich znajomych (z uwagi na ograniczony czas – zajmuję się teraz intensywnie moją Małą 2,5-miesięczną córeczką – mogę poświecić czas, póki co, tylko jednej z nich). Proponuję jej rozmowę ze mną na skype w formie coachingowo-treningowej. Umożliwi mi to dokładne poznanie jej sytuacji, a jej dokładne poznanie własnych oczekiwań i sposobów rozwiązań tej sytuacji. Dla niej może być to cenna pomoc, a dla mnie cenne doświadczenie. Jeśli się namyślicie, napisz (lub niech ona napisze) do mnie maila przez formularz kontaktowy i omówimy szczegóły.

      Ps. 2200 zł w drugim przykładzie to kwota brutto czy netto? Na jaką kwotę obniżono zarobki?

  11. We Wrocławiu sytuacja jest gorzej niż beznadziejna, a nie każdy może sobie pozwolić na zmianę miejsca zamieszkania. Wiele moich koleżanek to mężatki, często dzieciate. Mają zafundować rodzinie rozłąkę? Mężowie zarabiają zwykle więcej od nich, więc trudno wymagać, aby porzucili swoje posady i wyruszyli w poszukiwaniu miejsca, gdzie położna zarobi nieco więcej.
    Dla osoby, która musi się utrzymać sama strata pracy to tragedia i nie może sobie na to beztrosko pozwolić. Ja to doskonale rozumiem, nie mam odwagi dawać rad „znajdź sobie lepszą pracę”. Prywatne kliniki poszukują zwykle pracowników z doświadczeniem, a to gdzieś trzeba najpierw zdobyć (swoją drogą we Wrocławiu nie ma prywatnego szpitala, a jedynie kilka przychodni).
    Co do mojej drugiej koleżanki nie wiem o ile dokładnie obniżono tą śmieszną stawkę (podstawa brutto), ale podejrzewam że o ok 10%.

    • Mario, dlatego właśnie ciężko jest mi doradzić cokolwiek tylko w komentarzu, gdyż każdy ma inną sytuację, m.in. właśnie rodzinną. Każdego też interesuje różny rodzaj pracy. Napisałam, co ja bym zrobiła (i co zrobiłam w przeszłości – u mnie to zadziałało, a w jej przypadku takie rozwiązanie może nie wchodzić w grę, właśnie poprzez sytuację rodzinną). Rozwiązanie trzeba zatem dostosować indywidualnie do osoby. Zaproponuj jej rozmowę ze mną (bezpłatnie) i zobaczymy, do jakich wniosków wspólnie dojdziemy.

  12. Jeszcze zapomniałam dodać, odnośnie Twojej analizy pierwszego przykładu – we Wrocławiu zazwyczaj funkcjonują narzucone z góry stawki, na które nie mamy wpływu. Przychodzisz do pracy, dostajesz tyle co wszyscy i nikt nawet nie wyobraża sobie, aby zarobki były w jakikolwiek sposób zróżnicowane.

    • Tak jest w większości szpitali, w Krakowie również. Nie oznacza to jednak, że jedna osoba nie może zapoczątkować zmiany wynagrodzenia dla wszystkich pielęgniarek. W mojej poprzedniej pracy nie było żadnych dodatków czy premii za mgr. Chciałam napisać wspólnie pismo ze wszystkimi mgr o podwyżkę, ale wszyscy stwierdzili, że nie ma sensu, bo już wiele razy starały się o to związki zawodowe i nic z tego nie wychodziło. Nikt nie dawał mi szansy na powodzenie mojej inicjatywy. Na przekór wszystkiemu, napisałam chyba z 1,5 stronicowe pismo tylko od siebie. I dostałam indywidualnie, jednorazową premię brutto w wysokości 500 zł! Mało? Może i mało, ale zawsze coś (wcześniej nie było nic, więc był progres). Później wszyscy, którzy po mnie donieśli dyplom mgr otrzymali taką samą premię już bez pisania pisma! Postanowiłam napisać następne pismo o dodatek miesięczny z tego tytułu (uznałam, że jednorazowa premia to zbyt mało w stosunku do moich oczekiwań). Wtedy już podpisali się prawie wszyscy. Byłam na rozmowie z dyrektorem. Powiedział, że był to koniec roku i nie może nam teraz dać podwyżki, ale obiecał wrócić do sprawy na wiosnę. Ja jednak w międzyczasie zmieniłam pracę, bo dostałam lepszą ofertę. Ten przykład z mojego doświadczenia jest bardzo dla mnie cenny. Pokazał mi, że to, co nas ogranicza, to tylko własne przekonania. Co z tego, że rzeczywistość jest, jaka jest? Możemy ją przecież zmienić! Trzeba tylko spróbować! Co z tego, że kiedyś komuś się nie udało? Próbuj dalej! Nie udało się? Próbuj jeszcze raz! Aż do skutku! W negocjacjach liczą się argumenty, dlaczego ma się to dyrekcji opłacić (bo przecież danie nam podwyżki musi być dla placówki opłacalne – napiszę o tym wkrótce osobny artykuł).

  13. Ja wiem, że tak powinno być ale nie jest. Przychodzisz do szpitala pytając o pracę i zazwyczaj słyszysz, że jej nie ma. Jak jest to już nawet nie zastanawiasz się za ile, bo wiesz co oznacza długotrwałe bezrobocie, długi i praca poniżej kwalifikacji.Nigdy nie byłam w takiej sytuacji ale potrafię ją zrozumieć.
    Wielokrotnie byłam z kolei w sytuacji, kiedy na rozmowie kwalifikacyjnej proponowano mi śmieszne stawki. Nigdy się na nie nie godziłam, mówiłam jakie są moje oczekiwania i na tym koniec, bo różnica była tak duża, że nie było co negocjować (pani zapytała o moją propozycję stawki za godzinę prowadzenia szkolenia, zaproponowałam 80zł, byłam w stanie zejść do 60, a usłyszałam, że przewidują max 25zł/h ;-) )… Wiem, że bez problemu znaleziono osobę, która godziła się na tak niekorzystne warunki. Ja jestem w komfortowej sytuacji, bo… nic nie muszę.

    • Mario, właśnie powiedziałaś sedno sprawy: Nic nie musisz. Pytanie: co sprawia, że Ty nic nie musisz, a Twoje znajome… muszą?

  14. Odpowiedź jest prosta: ja jestem doktorantką, więc w postaci stypendiów itp. dostaję w sumie znacznie większą kasę niż moi znajomi, pracujący w szpitalach. Inni muszą za coś żyć, ja też wkrótce będę musiała. Przecież samymi oczekiwaniami, nawet rozsądnymi nie opłacisz rachunków oczekując na pracę, która będzie adekwatna do kwalifikacji i wyobrażeń oraz dobrze opłacana. Po prostu są ludzie, którzy nie mają innych możliwości, a ponieważ bezrobocie w tej branży jest ogromne, pracodawcy wyzyskują i korzystają z sytuacji.

    • Tak naprawdę, każdy ma takie same możliwości. Jednak jedni z nich korzystają, a inni nie. Ty dostajesz tę kasę, bo skorzystałaś z możliwości robienia doktoratu i otrzymywania stypendiów. To nie okazja, którą dał Ci los, ale Twój wybór, Twoja zaradność i Twoja praca w tym zakresie. Inni mogą uczynić przecież to samo. Ale nie chcą. Wszystko jest kwestią naszego wyboru. Bardzo często to my sami stawiamy sobie ograniczenia i w nich tkwimy. Jeżeli jednak zaczynamy rozważać różne możliwości, okazuje się, że istnieją rozwiązania, o których wcześniej nawet nie myśleliśmy. Musimy tylko przestać myśleć w kategoriach niedostatku i koncentrowania się na tym, co złe. Zamiast tego skoncentrujmy się na rozwiązaniach, na tym, co możemy zrobić inaczej, by osiągnąć nasz cel.

Odpowiedz na „MichałAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>