O zastojach w krążeniu blogowym, czyli skąd ta przerwa?

Witajcie! Udało mi się w końcu napisać… Miałam zastój, duuuży, dłuuugi zastój. Bardzo brakowało mi czasu i nadal brakuje, lecz problem w moim nie pisaniu nie polegał wyłącznie na braku czasu (chociaż do niedawna tak mi się właśnie wydawało). To na czym polegał i co z tego wynika? Zapraszam do lektury…

Ostatnio trochę (a nawet bardzo) wypadłam z zawodowego trybu życia. Opieka nad moją Małą pochłonęła mnie całkowicie. To, z jednej strony, bardzo dobrze, bo jestem człowiekiem, który zawsze bardzo angażuje się w to, co robi, a zaangażowanie w macierzyństwo jest niezmiernie ważne, by zarówno mama, jak i maluch czerpali z życia radość.

Jednak, coś, co również baaardzo, ale to baaardzo lubię, porządnie się zakurzyło. Nie publikowałam żadnego wpisu od  4 września 2014 roku! Toż to szmat czasu!!!

Dziękuję Wam, że mimo to odwiedzacie mój blog, że dodajecie nowe komentarze, lajkujecie. Jest mi, naprawdę, niesamowicie miło z tego powodu :)

Pisałam, że problem mojego nie pisania nie polegał tak naprawdę na braku czasu (choć mam go bardzo mało). Chciałam pisać, ale odwlekałam to wciąż na później, a nim się obejrzałam, to to „później” nie nadchodziło, tylko przesuwało się w czasie coraz dalej. Dziś się ocknęłam i zrozumiałam, że jeśli teraz nie „wrócę”, to to „później” nigdy nie nadejdzie.

Leżeć-wstać

Co zatem tak bardzo mnie hamowało? Odpowiedź brzmi: BRAK WENY. Totalny brak weny. Kiedyś pomysły na nowy wpis aż kotłowały się w mojej głowie, wprost nie mogłam za nimi nadążyć. Zaczynałam pisać i słowo po słowie pisało się samo. Tytuł za tytułem, artykuł za artykułem. A w tym czasie, gdy nic nie pisałam, nic, po prostu, nie mogłam stworzyć! Było mi z tym bardzo źle, bo czułam, że tracę ważną cząstkę siebie, a w dodatku nie daję rady się z tym brakiem weny uporać.

Jak na poniższym obrazku spadłam, pod tym względem, na sam dół.

Myślałam: „O czym by tu napisać?”. I żaden temat mi nie pasował. A w dodatku, uparłam się na artykuł specjalistyczny z jakiejś dziedziny pielęgniarstwa. Zrozumiałam wtedy: „Nic na siłę.” Zrozumiałam, że ja nigdy wcześniej nie napisałam żadnego artykułu, nie czując go. Wszystko, co napisałam na tym blogu, wypływało z mojej głębi. Moje wszelkie wnioski były wynikiem mojego doświadczenia i obserwacji. Nigdy nie zastanawiałam się: „O czym by tu napisać?” To zawsze samo wypływało ze mnie. Jeżeli więc nie czuję już tej ekscytacji, tej radości podczas tworzenia, jeżeli nie wiem, o czym pisać, to znaczy, że nie mogę NIC napisać. Trudno… I właśnie wtedy przyszła do mnie długo oczekiwana wena, dzięki której piszę ten post :)

Po pierwsze zrozumiałam, dlaczego nie miałam weny. A to dlatego, że jak wcześniej napisałam, wypadłam z zawodowego życia na rzecz życia rodzinnego. Przestałam być, nazwijmy to „IN” (z angielskiego „w”), czyli przestałam być „w środku, w danym środowisku”. Przestałam żyć pielęgniarskim światem, nie czytałam literatury fachowej, nie chodziłam do pracy, nie miałam kontaktu z naszym środowiskiem.

To moje „IN” jednak nie zniknęło. Ono tylko w tym czasie zmieniło kierunek. I na chwilę obecną moim „IN” z pewnością jest moja córka, macierzyństwo, opieka nad córką, kontakty z innymi mamami, literatura i fora związane z opieką nad dzieckiem.

Zaraz, zaraz… OPIEKA nad córką…

Przecież opieka nad dzieckiem to też działka pielęgniarska! I to jak! A ileż ja mam teraz wiedzy, ileż mam doświadczenia, którym chciałabym się z Wami podzielić! Przecież to też, z pewnością, może okazać się przydatne w pracy pielęgniarki. I pomysł na artykuł specjalistyczny z tej dziedziny od razu przyszedł mi do głowy (ukaże on się w przyszły czwartek). W dodatku, tak jak dawniej, przychodził pomysł za pomysłem, aż musiałam te pomysły spisać na kartce, żeby mi nie umknęły :) Tak jak dawniej :) W dodatku, od razu przyszły mi do głowy pomysły na nowe artykuły niezwiązane z opieką nad dzieckiem.

Odblokowałam swoją zagubioną wenę. Złapałam ją na nowo. Tym razem mocniej. Tak mocno, że już jej nigdy nie wypuszczę :)

12 komentarzy dla artykułu “O zastojach w krążeniu blogowym, czyli skąd ta przerwa?

  1. Dziś trafiłam na te stronę i dobrze artykuły spodobały mi się bardzo są wyważone, ciepłe i uczące. Ciesze się,że będą kontynuowane. Serdecznie dziękuję.

  2. To prawda .Pielęgniarstwo to nie tylko życie zawodowe.To ludzie ,którzy nas wszędzie otaczają.W życiu prywatnym też.W pracy kardiologia,w domu neurologia.

  3. Pani Moniko bardzo się cieszę, że powróciła Pani do pisania. Odkryłam ten blog pod koniec ubiegłego roku i bardzo mi się podoba. Ma Pani z pewnością ogromną wiedzę i podejście do pielęgniarstwa z którym się identyfikuję. Zaglądałam tu często korzystając z różnych artykułów i proszę nadal dzielić się swoją wiedzą i przemyśleniami. Na pewno warto!!!!! Życzę owocnego pisania oraz spełnienia w roli mamy.

  4. Zupełnie naturalna rzecz. Tworząc swojego bloga położnej też przeżyłam kilka upadków i wzlotów tzw. „weny”. Nie z powodów rodzicielskich, bo te zresztą doskonale by pasowały do profilu mojej strony, a zwyczajnie braku czasu i „zmęczenia materiału”. Uznałam, że nie ma sensu robić byle czego i byle jak i czekałam.
    Świetnie, że jesteś, ciekawe w jakim kierunku pójdziesz tym razem :-)
    Powodzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>