O papierosach na youtubie – nagranie pierwsze – Nie truj MNIE TWOIM papierosem!

Witajcie! Wprawdzie pora już dość późna, ale na szczęście udało mi się dokonać mojego pierwszego nagrania na youtube na czas :) Oj, zeszło mi z tym trochę, bo ile razy zbliżałam się do końca, to zrywało mi łącze. No ale, ponieważ nigdy nie można się poddawać, próbowałam ponownie, i ponownie… aż w końcu się udało.

Z góry przepraszam, że jakość jest nienajlepsza, ale mam nadzieję, że dasz mi fory z uwagi na to, że to w końcu mój pierwszy raz w obyciu z tego typu nagraniami ;)

Temat nagrania jest kontynuacją ostatniego artykułu: „Nie truj MNIE Twoim papierosem!” i jest adresowany głównie do palaczy. Możesz go obejrzeć tutaj:

Mam nadzieję, że treść przekazu będzie dla Ciebie warta obejrzenia :) Jeśli temat Cię zaciekawił, zajrzyj na bloga za tydzień – przedstawię tu kolejne nagranie z cyklu dla palaczy, w którym zaproponuję Ci dwa proste ćwiczenia, które uświadomią Ci, czym tak naprawdę jest dla Ciebie palenie.

Do zobaczenia we czwartek za tydzień!

13 komentarzy dla artykułu “O papierosach na youtubie – nagranie pierwsze – Nie truj MNIE TWOIM papierosem!

  1. Witam,

    Pani Moniko widzę, że się Pani dobrze bawi.
    Pozdrawiam z dniówki. Jestem sama na oddziale a pod opieka mam 55 chorych osób, w tym 19 leżących, pod koniec miesiąca otrzymam 1650zł wynagrodzenia, natomiast na dyżurze jest dwóch lekarzy, którzy gdzieś się porozchodzili, nie wiem gdzie są, a pod koniec miesiąca otrzymają ponad 5000zł wynagrodzenia za to, że zdiagnozowali chorobę u pacjenta oraz pokazali się na wizycie.
    Niech powstanie coraz więcej tego typu portali, udawajmy że jesteśmy szczęśliwe. Grunt to pozytywne myślenie!

    • Napisała Pani, że jest Pani sama na oddziale i ma tylu pacjentów pod opieką, jednakże znalazła Pani czas aby wejść na tą stronę i obejrzeć filmik. Oznacza to chyba, że nie jest tak źle ;) a pozytywne myślenie to podstawa szczęścia!

    • Pani Ewo, abstrahując od tematu video, czyli od papierosów, uważam, że Pani sytuacja na dyżurze jest nie do przyjęcia. 55 chorych, w tym 19 leżących, na jedną pielęgniarkę, to stanowczo za dużo. Za dużo byłoby też i na dwie pielęgniarki. Do tego „pensyjka” – tak ją nazwę, na pewno tym bardziej Panią frustruje. Pewne sytuacje w danym miejscu są trudne do zmiany – być może wtedy warto zmienić miejsce pracy? Niech mi Pani uwierzy – są duuużo lepsze miejsca pracy w naszym zawodzie. Ważne jest to, by nie udawać, że jest się szczęśliwym, ale odnaleźć prawdziwe szczęście w swoim życiu – i po to właśnie powstał ten blog.

    • Marta, rozumiem Cię w pełni, że oczekujesz szacunku. Jak każdy z nas. Fakt, pacjenci czasem naginają nasze relacje i ich słowa oraz zachowanie potrafią zaboleć lub wkurzyć. Ważne jest jednak, jak Ty zinterpretujesz ich zachowanie i jak sobie z tym zachowaniem poradzisz.
      Odnośnie Twoich przykładów:
      - Przykład 1 z furosemidem: Nie wiemy, dlaczego pacjentka „wybuchnęła na Ciebie.” Możliwe, że ktoś ją wcześniej wkurzył, albo właśnie o tej porze miała coś innego zaplanowane, a oddawanie moczu po furosemidzie pokrzyżowało jej plany. Nie powiedziała jednak asertywnie, o co jej chodzi (zapewne wynika to po prostu z braku jej umiejętności komunikacyjnych, a więc z braku wiedzy, a nie złośliwości). W takich sytuacjach baaaardzo, ale to baaaardzo polecam Ci metodę skutecznej komunikacji zwaną odzwierciedleniem werbalnym. Pacjentka krzyczy: „Co sobie Pani za godzinę podania leku wybrała?!”. Odpowiedz spokojnie: „Widzę, że ta godzina podania tego leku z jakiegoś powodu Pani nie odpowiada…” Taka reakcja otwiera rozmowę i pacjent sam zaczyna mówić, o co tak naprawdę mu chodzi, mówi Ci, dlaczego ta godzina mu nie odpowiada i często nawet sam z siebie przeprasza, że krzyczał na Ciebie. W tej technice chodzi po prostu o to, że nie tłumaczysz się, nie mówisz czyja to wina, nie argumentujesz własnego zdania, tylko po prostu aktywnie słuchasz drugiej strony i odzwieciedlasz werbalnie, czyli NAZYWASZ, jej uczucia i emocje. Wtedy masz szacunek gwarantowany u pacjenta. Spróbuj tak następnym razem i daj znać, jak Ci poszło :)
      Przykład drugi z zegarem: być może pacjentowi coś złego się przyśniło, o czymś sobie przypomniał, że czegoś nie zrobił, a może jego zdolności poznawcze już trochę szwankują? Niewykluczone też, że nie zwracając uwagi na innych, był po prostu złośliwy – tego nie wiem. Dlatego warto było pociągnąć dalej tę rozmowę w stylu, np. „Jest środek nocy. Trzecia godzina. Co takiego się stało, że Pan dzwoni?”
      Aby zdobyć szacunek, nie zakładajmy z góry, że pacjent jej złośliwy. Po prostu okażmy mu zainteresowanie i słuchajmy go, a wtedy będzie nas szanował. Nie mówię, że pacjenci już nigdy nie będą niesprawiedliwie krzyczeć na Ciebie na wstępie rozmowy, bo na to nie masz wpływu – ważne, jak Ty sobie z ich krzykiem poradzisz. No i czasem jeszcze dochodzą do tego kwestie psychiatryczne, otępienne, które są po prostu chorobą, a nie złośliwością pacjenta. Fakt, nasz zawód nie jest łatwy, bo takie sytuacje to niemal codzienność. Dlatego nasz zawód wymaga od nas dużej dawki empatii i opanowania do perfekcji technik skutecznej komunikacji. I mnie właśnie, o dziwo, w tym zawodzie, takie sytuacje najbardziej kręcą. Bo mam wtedy udział w tych prawdziwych emocjach ludzkich. Nie chodzi przecież o to, by dusić emocje, ale by sobie z nimi radzić i pomóc pacjentom sobie poradzić z własnymi emocjami. I ta funkcja w zawodzie pielęgniarki jest dla mnie najcenniejsza. Żaden lekarz nigdy nie będzie z pacjentem tak blisko jak my. Żaden nie pozna tak dobrze jego natury jak my. Powodzenia! :)

  2. Ale Pani Ewa napisała, że grunt to pozytywne nastawienie. Mnie osobiście interesuje, czy lekarze prowadzą tego typu portale, aby krzewić pozytywne zmiany w swoim zawodzie:) i dzięki pozytywnemu podejściu do wielu spraw doszli do tak wysokich wynagrodzeń. Ciekawe prawda? Natomiast z tego co zauważyłam to właśnie nasi lekarze są traktowani przez polskie społeczeństwo jako bóstwo przed którym należy czuć szacunek, bojaźń, dystans. Czy to jest efekt pozytywnego nastawienia do siebie i drugiego człowieka. Wątpiem

    • Tak, to prawda, często pacjenci czują przed lekarzem ogromny respekt, bojaźń i dystans. Nieraz boją się o cokolwiek zapytać, żeby ich nie urazić. Tylko, czy o taką relację nam chodzi? Czy chcemy czuć się wywyższone, czy chcemy, by ktoś się nas bał, wstydził, czy też czcił jak bóstwo? W relacji, w której cenisz siebie i tak samo, na równo, cenisz innych nigdy nie ma miejsca na bojaźń czy dystans. W takiej relacji jest prawdziwa otwartość, szczerość, autentyczność i zaufanie i właśnie takie relacje są najcenniejsze i tylko dzięki takim relacjom można pozytywnie wpłynąć na pacjenta i zyskać prawdziwy, a nie tylko pozorny, szacunek u pacjenta.

    • Osobiście przyznam, iż chwilami chciałabym choć w ułamku poczuć się traktowana jak lekarz, (nie mam tu na myśli stawiania siebie na piedestał i wywyższania) tylko oczekiwałabym zwyczajnego szacunku, od pacjenta. Jestem w stanie zrozumieć ogromne cierpienie, ból, znieść grymasy pacjenta ale na poniżanie personelu pielęgniarskiego się nie godzę. Z czego to wynika, że lekarz jest w tej sytuacji guru, a na pielęgniarski spadają wszelkie frustracje? Nie jestem w stanie pojąć pewnych absurdów i zachowań. Przykładów nie trzeba daleko szukać, wczorajszy dyżur: o godzinie 14.00 zgodnie ze zleceniami lek. chciałam podać pacjentce furosemid drogą dożylną i co mnie spotkało? Pani wrzasnęła/ krzyknęła na mnie, w bardzo nieprzyjemny sposób ( używając niekulturalnych słów) z powodu ,, co ja sobie za godzinę podania leku wybrałam”. Oczywiście dziesięć głębokich wdechów wykonałam i w sposób opanowany odrzekłam, iż,, nie ja wybrałam tę porę tylko lekarz i nie życzę sobie aby Pani krzyczała na mnie” i co usłyszałam ( zwaliło mnie to z nóg). ,, Ja nie krzyczę na Panią tylko w powietrze”… Kolejna sytuacja dyżur nocny godzina 03.00. Dzwonek na cały oddział ( budzący innych pacjentów). Przyspieszonym krokiem idę na salę i słyszę pytanie od Pana ( w pełni sprawnego) KTÓRA GODZINA? Pan chciał abym zapaliła światło bo nie mógł dostrzec godziny na swoim zegarku. Takich sytuacji spotyka się więcej nie czas i nie pora aby je wymieniać. Jedno o co mogę prosić pacjentów: ,,NIE ZOSTAWIAJCIE KULTURY I DOBRYCH MANIER PRZED BRAMĄ SZPITALNĄ” Pielęgniarka zarówno jak i lekarz jest człowiekiem i też należy jej się szacunek. http://pielegnowanie-w-pigulce.blogspot.com

  3. pielęgniarki będą szczęśliwe gdy pod koniec miesiąca otrzymają odpowiednie wynagrodzenie, a nie śmieciowe pensje za które nie można wyżywić siebie a co dopiero cała rodzinę. Jeżeli nie będzie strajku generalnego z odejściem od łóżka chorego z petardami oraz odpowiednim postulatem to nigdy nie będą szczęśliwe. Do rewolucji trzeba zakwitnąć, a widocznie pielęgniarkom, a właściwie ich mężom jakoś jeszcze nie jest źle więc niech nie zgrzytają zębami i harują za psie pieniądze jak niewolnicy. Natomiast zawsze znajdą się osoby które na nieszczęściu innych chcą się dorobić czy tez zakwitnąć:) Pozdro dla Moniki

  4. Jak ktoś ma czas i ochotę robić z siebie pajaca to niech jedzie do Warszawy odpalać petardy i stawiać namioty. Nie tędy droga do lepszych zarobków i szacunku. Jeśli ktoś uważa, że zarabia za mało niech idzie do dyrekcji przedstawi swoje argumenty w postaci uzyskanych kompetencji i niech negocjuje. Jeśli to nie pomaga to może trzeba zmienić pracę jak napisała pani Monika albo założyć prywatną praktykę- firmę, a nie liczyć na to, że ktoś kiedyś się zreflektuje i podniesie zarobki pielęgniarkom. Cholera jasna jest nas za mało, wszyscy pracodawcy o tym wiedzą, ale jeśli nie zaczniemy w końcu stawiać warunków to nic się nie zmieni!

    • Strajk na pewno nie jest dobrą metodą wzbudzenia szacunku. Pamiętam jednak, że dzięki strajkowi z namiotami w 2007 roku moja pensja poszła w górę o kilkaset złotych. I za to jestem bardzo wdzięczna osobom, które strajkowały. Od tej pory warunki wynagrodzenia w wielu szpitalach się poprawiły – to fakt. Faktem jest jednak też to, co pisze Nurse. My, w większości, nie mamy tendencji do negocjacji, nie stawiamy warunków, nie dyskutujemy z dyrekcją, tylko wszystko biernie przyjmujemy jak baranki, a potem narzekamy we własnym gronie. I to jest nasz duży problem. Dopóki nie wyzbędziemy się strachu typu: „Lepiej się nie odzywaj, bo Cię zwolnią” i niskiego poczucia wartości: „Jestem TYLKO pielęgniarką, co ja mogę? Jetem tu tylko pionkiem” – dopóty nigdy nie będziemy mieć dobrych warunków pracy. Mam jednak nadzieję, że mój blog przyczyni się do wielu pozytywnych zmian w naszym środowisku.

  5. Tak jest! Pani Moniko pani blog jest świetny- dużo ciekawej, merytorycznej dyskusji, śledzę i chętnie się udzielam:D Fajnie, że są w naszym zawodzie osoby zainteresowane profesjonalnym zarządzaniem- niestety obserwuję, że osoby pełniące kierownicze stanowiska w pionie pielęgniarskim nie mają o tym pojęcia! Ja widzę potrzebę poszerzania wiedzy w tej kwestii, widzę potrzebę warsztatów, pracy z personelem, pielęgniarka oddziałowa czy pielęgniarka naczelna nie mogą pełnić tylko funkcji administracyjnej. Mnie, jako osobie z nowego pokolenia, to zdecydowanie nie wystarcza.

    • Niestety jak zwykle nie masz racji
      Złośliwość Cię człowieku prędzej wpędzi w następną chorobę
      aniżeli cokolwiek się zmieni w postrzeganiu przez społeczeństwo na prace pielęgniarek dzięki prowadzeniu naiwnych i dziecięcych portali.

    • Tak, jest wiele fajnych rzeczy z zakresu zarządzania i organizacji pracy, które można by wprowadzić w nasze środowisko. Znam wiele narzędzi, które mogłyby ułatwić nam pracę. Niestety, opór samego naszego środowiska jest często bardzo duży. No, ale trzeba mieć świadomość, że opór to rzecz normalna, fizjologiczna w procesie wprowadzenia każdej zmiany. Niemiecki filozof, Arthur Schopenhauer powiedział, że każda prawda przechodzi przez 3 etapy:
      1. Najpierw jest wyszydzana,
      2. Później napotyka na gwałtowny opór,
      3. W końcu uznawana jest za oczywistą.
      Co do komentarza Pani Eli, nie wiem wprawdzie, o co chodzi z tą następną chorobą, nie wiem też, jak wpływają dziecięce i naiwne portale na zmiany w postrzeganiu pracy pielęgniarki, bo tego bloga nie prowadzi żadne dziecko. Wiem jednak, że od dzieci wiele można się nauczyć. Przede wszystkim dzieci nie mają ograniczających nas przekonań, nie znają terminu „niemożliwe”. Dopiero w procesie wychowania, będąc niejednokrotnie tłumionym przez rodziców i szkołę ulegają „skostnieniu” – dorośleją. Nieliczni jednak zachowują tę dziecięcą charyzmę i są często z tego powodu krytykowani bądź wyśmiewani, ale to właśnie oni dokonują największych odkryć, wynalazków. Jak mówi przysłowie chińskie: „Ten, kto twierdzi, że coś jest niemożliwe nie powinien przeszkadzać komuś, kto właśnie to robi.”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>