Mój pacjent – moja pielęgniarka

Witam Cię czytelniku!!! Mam nadzieję, że trochę się za mną stęskniłeś. Bo ja za Tobą bardzo. Wprost nie mogłam się doczekać, kiedy porwę Cię w dalszą wędrówkę po moim wymarzonym szpitalu. Więc szybko się pakuj, bo zaraz wyruszamy. Gdzie tym razem? Na oddział internistyczny. Będziesz miał okazję przyjrzeć się bliżej pracy zatrudnionych tu pielęgniarek.

- A co takiego ciekawego, innego, jest w pracy tych pielęgniarek? – zapytasz.

- One tworzą z pacjentem RELACJĘ. Relację opartą na bliskiej więzi. Relację opartą na wzajemnym zaangażowaniu. Pacjenci czują się w tym szpitalu bardzo ważni. A pielęgniarki są specjalistkami w swojej dziedzinie i ważnymi członkami zespołu. Czują się autorytetami. I dlatego są bardzo cenione – przez pacjentów, ich rodziny, lekarzy, dyrekcję.

- Jak one to robią? – pytasz zdziwiony.

W tym szpitalu każda z pielęgniarek, tak jak lekarze, ma przydzielonych kilku pacjentów. Sale są trzyosobowe – jedna pielęgniarka ma swoje dwie sale. Inna – kolejne dwie, itd. Na jedną pielęgniarkę przypada więc sześciu pacjentów. Tu nie jest tak, że na dyżurze są dwie pielęgniarki i opiekują się trzydziestoma pacjentami. Tu na trzydziestu pacjentów przypada pięć pielęgniarek. Po co aż tyle?

No właśnie – po to, by traktować każdego pacjenta indywidualnie, holistycznie i profesjonalnie. Po to, by pracy nie wykonywać w zabójczym tempie i by się nie wypalić zawodowo. Po to, by tworzyć z pacjentem pewnego rodzaju więź i dzięki temu lepiej wpływać na jego zachowania zdrowotne oraz odnosić sukcesy zawodowe, które są motorem naszej pracy.

Jak to wygląda w praktyce? Każda z pielęgniarek zajmuje się wyłącznie pacjentami ze swoich sal. Tylko tym pacjentom dokonuje wszelkich pomiarów, tylko tym pacjentom zmienia opatrunki, tylko tym pacjentom wykonuje zlecenia lekarskie, tylko o tych pacjentach pisze i zdaje raport. Tylko tym pacjentom układa plan pielęgnacyjny, tylko tych pacjentów edukuje. Oczywiście, wszelkie prace wymagające pomocy innych osób wykonuje się w parach lub w większym gronie zespołu, np. toaleta pacjenta, zmiana pozycji, transport chorego, agresja pacjenta, reanimacja lub po prostu zwykła koleżeńska pomoc w razie jakichkolwiek wątpliwości. Bo w końcu jesteśmy jednym zespołem – tu każdy sobie pomaga i nie mówi złośliwie: „nie pomogę Ci, bo to Twój pacjent.”

- Po co zatem ten cały podział? – pytasz zirytowany.

Pozwól, że zadam Ci kilka pytań:

  • Czy większą i głębszą więź nawiązujesz z tłumem anonimowych osób czy z grupką Twoich znajomych, których dobrze znasz i którzy dokładnie znają Twoje potrzeby?
  • Komu bardziej ufasz i przed kim bardziej się otwierasz: przed osobą, którą dobrze znasz, która z Tobą długo przebywa, z którą często rozmawiasz, którą często widujesz, która pamięta Twoje imię, słucha Cię, poświęca Ci uwagę i czas czy przed osobą, którą rzadko i krótko widujesz, dla której jesteś człowiekiem anonimowym, jednym z wielu?
  • Czy większą odpowiedzialność, kontrolę i decyzyjność odczuwasz wtedy, gdy sprawujesz opiekę zbiorowo, wraz z innymi pielęgniarkami, nad wszystkimi chorymi czy samodzielnie nad wydzieloną grupką pacjentów?
  • Jak się czujesz, gdy wykonujesz pomiar ciśnienia tętniczego lub temperatury rutynowo u wszystkich pacjentów po kolei? Zajmujesz się bardziej opieką nad pacjentem czy technicznym wykonaniem pomiaru?
  • Jak się czujesz, gdy wykonujesz zmianę opatrunku rutynowo, po kolei każdemu pacjentowi? Zajmujesz się bardziej opieką nad pacjentem czy fizyczną zmianą materiału na ranie?
  • Jak się czujesz, gdy wykonujesz rutynowo iniekcje po kolei u każdego pacjenta? Zajmujesz się bardziej opieką nad pacjentem czy wykonywaniem zastrzyków?
  • Jak się czujesz, gdy spieszysz się ze ścieleniem łóżek i szybko przechodzisz od pacjenta do pacjenta, by wyrobić się do wizyty – czy sprawujesz opiekę nad pacjentem czy przygotowujesz SALĘ do wizyty lekarskiej?

A jak się czujesz, gdy rano podchodzisz do pacjenta, witasz się z nim uśmiechem i uściskiem ręki, przedstawiasz się i mówisz, że dziś będziesz sprawować nad nim opiekę… Pytasz go, jak się dzisiaj czuje, jak mu się spało, jakie ma dolegliwości, potrzeby i problemy – nie tylko te natury biologicznej, ale i psychicznej, duchowej, społecznej.

Indywidualnie diagnozujesz jego stan, mierząc mu kolejno ciśnienie, poziom cukru, temperaturę, tętno. Rozmawiasz z lekarzem na temat jego stanu zdrowia, planów dotyczących terapii, rokowania. Indywidualnie i skrupulatnie opracowujesz plan opieki pielęgniarskiej – nie tylko na papierze. Ten plan jest Ci przydatny w praktyce. Wykorzystujesz go, bo jest tak skonstruowany, że pomaga Ci w pracy – nie jest zbędną papierologią.

Oceniasz, czy pacjent wie, jak ma postępować po wyjściu ze szpitala. Nie boisz się go edukować. Nie boisz się jego pytań. Nie boisz się udzielać informacji w zakresie pielęgnowania. Edukujesz go. Nie boisz się też współpracować z rodziną pacjenta. Chętnie z nimi rozmawiasz, udzielasz im informacji, edukujesz ją i angażujesz w proces pielęgnowania. Masz dla nich czas. Jesteś dla nich ekspertem.

Raportów nie pisze tu jedna osoba, lecz każda o swoim pacjencie. Podobnie, zmiana nocna wysłuchuje raportów wyłącznie o swoich pacjentach… za to dokładnie. Podczas raportu analizujesz ze swoim zmiennikiem stan chorych, proces pielęgnowania i problemy pacjentów. Szukacie wspólnie najlepszych rozwiązań. Wspólnie ustalacie dalszy plan działań.

Na koniec dnia żegnasz się ze swoimi pacjentami, dziękujesz za wspólnie spędzony czas, życzysz im spokojnego snu i przekazujesz ich w dobre ręce Twojego zmiennika (w tym czasie zmiennik się z nimi wita).

I jak? Jak się teraz czujesz? Bo ja dopiero teraz czuję, że pracuję z ludźmi i dla ludzi – nie z dokumentacją, nie ze sprzętem medycznym. Dopiero teraz nie wykonuję poszczególnych zadań, ale sprawuję całościową opiekę. Dopiero teraz w pełni angażuję się w pracę. Dopiero teraz czuję się w pełni samodzielna i odpowiedzialna. Dopiero teraz czuję się ekspertem. Dopiero teraz czuję się ważnym członkiem zespołu. I dopiero teraz inni widzą, jak bardzo jestem potrzebna i jak bardzo jestem cenna.

Mam nadzieję, że teraz już widzisz, jak bardzo dobra jest idea primary nursing, czyli „mój pacjent – moja pielęgniarka”, przed którą tak naprawdę to my sami się bronimy. Tak, bronimy się.

Dopóki będziemy robić wszystko na ilość, a nie na jakość, dopóki będziemy dla pacjentów anonimowi, a dla rodzin niedostępni, dopóki będziemy wykonywać rutynowo zadania, dopóki będziemy brać zbiorową odpowiedzialność zamiast indywidualnej, dopóki będziemy umniejszać swoją rolę zamiast ją eksponować, to nasz zawód nigdy nie będzie szanowany. Nasz zawód nigdy nie będzie szanowany, jeśli my sami nie podejdziemy do niego poważnie.

A co to znaczy poważnie? Z zaangażowaniem, z pasją, z poczuciem bycia ekspertem, specjalistą. Pamiętajmy też, że pielęgniarka to ważny członek zespołu terapeutycznego – i nie chodzi o bycie ważniakiem, unoszenie się czy bycie niedostępnym. Prawdziwa pielęgniarka nie jest technikiem od sprzętu, nie jest robotem do wykonywania poleceń. Prawdziwa pielęgniarka jest dla ludzi – pamiętajmy o tym.

Ten artykuł ukazał się również w nr 11/2012 „Magazynu Pielęgniarki i Położnej” pod tym samym tytułem.

 

 

 

 

10 komentarzy dla artykułu “Mój pacjent – moja pielęgniarka

  1. Bardzo fajny artykuł, widzę duże plusy w takiej opiece. Ja chciała bym pracować według takiego stylu. Pisze Pani, że to pielęgniarki bronią się przed takim stylem opiekowania, tylko nasuwa się mi się pytanie jak pielęgniarki mogą przyczynić się do wprowadzenia takiego stylu? Wspomniała Pani również o sytuacji 30 pacjentów i 2 pielęgniarki na dyżurze to dla niektórych prawdziwy luksus, bo ostatnio w mojej pracy było 46 pacjentów i 2 pielęgniarki. Oczywiści były rozmowy z przełożonymi na ten temat ale nie ma pieniędzy na zatrudnienie dodatkowego personelu. Więc co można zrobić w takiej sytuacji, żeby poprawić opiekę??

    • Witam!
      Bardzo się cieszę, że zarówno artykuł jak i model opieki się Pani podoba. 2 pielęgniarki na 46 pacjentów to stanowczo za mało. Pytanie, czy rozmowy były prowadzone z przełożonymi, tj. pielęgniarkami oddziałowymi lub naczelnymi czy bezpośrednio z dyrekcją? Pytam, bo bywa, że to już same pielęgniarki zarządzające blokują dalsze rozmowy, odpowiadając, że nie ma pieniędzy. Warto więc uderzyć wyżej – bezpośrednio do źródła. Może jakieś wspólne pismo do dyrektora, z odpowiednim uzasadnieniem? Fakt, wszędzie głośno, że szpitale nie mają pieniędzy. Nie przedstawia nam się jednak danych liczbowo… I mało się mówi o tym, co można zrobić, aby te pieniądze uzyskać. Może pismo do NFZ? Może do Ministerstwa Zdrowia? Najlepiej wesprzeć się związkami zawodowymi i Izbami Pielęgniarskimi. Może uda się wspólnie wypracować jakiś konsensus?

      Ostatnimi czasy była też mowa o projekcie Rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie sposobu ustalania minimalnych norm zatrudnienia pielęgniarek i położnych w podmiotach leczniczych niebędących przedsiębiorcami – podaję link:

      http://www.mz.gov.pl/wwwfiles/ma_struktura/docs/prmz_dpip_19102012.pdf

      Gdyby to Rozporządzenie weszło w życie, mimo że nie jest ono doskonałe, mogłoby nam trochę pomóc. Przynajmniej nie byłoby pojedynczych dyżurów.

      Póki co, nawet w obecnej sytuacji, jeśli chce Pani wypróbować model primary nursing, można podzielić się na pacjentów pod kątem zleceń, pomiarów i raportów, np. Pani bierze 20 i koleżanka drugich 20, a elementy wymagające pracy zespołowej wykonujecie Panie razem.

      Pozdrawiam

  2. Pamiętam z pracy w Wielkiej Brytanii, że przedstawienie się- krótko imię, nazwisko, stanowisko i podanie informacji, że „będę się tobą zajmować” było standardem, ale po chwili zrobiło się nawykiem bez którego nie można już było podejść do pacjenta. Po powrocie do Polski i rozpoczęciu pracy większość moich koleżanek, ale też i lekarzy patrzyła na mnie jak na dziwoląga, który robi coś dziwnego, innego, i w ogóle po co. A zajmuje to przecież parę sekund, jest okazją do dowiedzenia się również czegoś o pacjencie i nawiązania porozumienia. Takie proste i tanie…

    • Dokładnie – jest to coś, co nic nie kosztuje, a tak dużo daje. Koniecznie trzeba wprowadzić to w Polsce i sprawić, by było standardem :)

  3. Bardzo miło przeczytać taki tekst. Jak człowiek się zamknie w 60 osobowej grupie koleżanek pielęgniarek o przeciwstawnym podejściu do naszego zawodu, przesyconych pejoratywnym podejściem, którego geneza nie dziwi, ale ile można siedzieć, jęczeć i nic nie robić, nie dostrzegać naszej winy w tej całej degradacji pozycji naszego zawodu.
    Fajny tekst, fajne poglądy. Chcę tylko powiedzieć, że też pracuję na takim oddziale, gdzie jest zindywidualizowana opieka nad pacjentami (oaiit) i wiele z takich dobrych praktyk u nas funkcjonuje, ale mimo wszystko przez nieumiejętność wykorzystania tego przez nas, przez stale pogłębiające się podporządkowanie nas pod, a nie obok lekarzy i wiele innych czynników atmosfera, podejście do pracy i do ludzi jest raczej kiepskie.

    • Witaj! Cieszę się, że artykuł Ci się podoba :) Często właśnie tak bywa, jak piszesz – mamy fajne narzędzia, mamy możliwości, ale największa blokada jest w nas samych. I właśnie tę blokadę musimy przede wszystkim pokonywać. Pozdrawiam i zachęcam do dalszego komentowania :)

  4. Popieram w 100% ten model. Jest jak najbardziej porządany ale który dyrektor d/s pielegniarstwa czy naczelny pozwoli sobie na na takie koszty personalne by na jedną pielegniarkę przypadało 6-10 pacjentów??? zarządzający liczą koszty a jakość opieki niewiele ich obchodzi. Całe środowisko pielęgniarskie powinno sie zbuntować przeciw takiemu zarządzaniu. Dwie pielęgniarki na 46 pacjentów żeby nie wiem jak były zdrowe i wydolne nie są w stanie zapewnić opieki tym pacjentom a już o standardach jakości nie wspomnę. Takie podejście do sprawy przez kadrę zarządzającą to wstyd i hańba i prokurator….jak się coś wydarzy tragicznego. I jak zawsze za tragedię obwini sie pielegniarkę, która nie zareagowała na wezwanie potrzebujacego pacjenta bo w tym czasie pracowała przy innym tez potrzebującym jej pomocy chorym człowieku.

    • Dwie pielęgniarki na 46 pacjentów to po prostu zgroza!!! Pytanie, czy ze wszystkim się na dyżurze wyrabiacie, czy może są rzeczy, na które nie starcza Wam czasu? Znam pielęgniarki, które pracują w „dzikim pędzie”, by wszystko na pojedynczym dyżurze zostało zrobione. Tylko czy pacjent chce, by opiekowała się nim pielęgniarka w „dzikim pędzie?” Ja bym nie chciała. Może warto, zamiast „pędzić”, wykonywać pracę w normalnym rytmie, a to, czego się nie zdąży zrobić, po prostu zostawić? Jeśli będziemy wszystko wykonywać na czas, mimo małej obsady, żadne argumenty nie przekonają dyrekcji, że jest nas za mało.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>