Wypisywanie recept przez pielęgniarki – blaski i cienie

Wypisywanie receptNa wstępie chciałam Wam bardzo serdecznie podziękować za ogromne zaangażowanie w pisaniu komentarzy pod moim ostatnim artykułem: Czy pielęgniarki powinny wypisywać recepty? Dziękuję, że podzieliłyście się swoimi opiniami, przedstawiłyście własne warunki, w jakich mógłby funkcjonować taki model, podałyście cenne przykłady i przydatne linki. Jak widać, stanowiska w tej sprawie są różne: jednych pomysł Ministra Zdrowia irytuje i nie chcą pod żadnym pozorem wypisywać recept na leki, a inni dostrzegają w nim wzrost prestiżu zawodu pielęgniarki i chętnie widzą siebie w tej roli. Jednak to, czy pomysł jest dobry czy zły, trudno tak naprawdę jednoznacznie na tym etapie ocenić, ponieważ Minister tylko „rzucił hasło”, które rodzi u wszystkich wiele pytań. Przede wszystkim nie wiadomo, jak to ma wszystko, zgodnie z owym zamysłem, wyglądać.

A jak się „rzuci hasło” bez jego wizji w praktyce i szczegółowych objaśnień, to snuć można tylko domysły.

Można snuć domysły ukazujące wspomniany plan w jasnych bądź ciemnych barwach. Które są bardziej realne? Które korzystniejsze dla nas? Które bardziej opłacalne dla placówek medycznych i rządu? Które lepsze dla pacjenta? Oceńcie sami.

Poniżej przedstawiam własną syntezę opartą na analizie i wnioskach z naszych wspólnych komentarzy pod ostatnim moim artykułem, faktach płynących z artykułów poruszających tę tematykę, komentarzach pielęgniarek na innych forach, wypowiedziach pielęgniarek w mediach oraz na moich osobistych doświadczeniach, przemyśleniach, obserwacjach i wnioskach. Napisałam kilka scenariuszy i opcji ukazujących wizję tego, jak mogłoby owe wypisywanie recept przez pielęgniarki wyglądać w praktyce.

Przenieśmy się zatem na chwilę w przyszłość i wyobraźmy sobie, że już w 2016 roku zaczyna obowiązywać plan Ministra i pielęgniarki zaczynają wypisywać recepty…

Scenariusz 1 – ciemny:

Do okienka rejestracyjnego w przychodni podchodzi pacjent i mówi, że przyszedł po receptę. Pielęgniarka (w okienku) pyta go, o jaki lek chodzi. Pacjent mówi, że o Zocor – na cholesterol. Pielęgniarka pyta, u jakiego lekarza ten pacjent się leczy. Pacjent mówi, ze u dr Kowalskiego i podaje jej numer swojej kartoteki. Pielęgniarka wyciąga historię choroby pacjenta i spogląda na to, co tam lekarz powpisywał swoim niezgrabnym charakterem pisma. Po chwili kartkowania znajduje Zocor i bez zbędnych dalszych pytań wystawia receptę pacjentowi.

Kolejka do okienka rejestracyjnego wydłużyła się, bo pielęgniarka, mimo że wykonała tę czynność szybko i sprawnie, to jednak spędziła trochę czasu, by zweryfikować proces leczenia pacjenta. Do tej pory nie wykonywała takiej czynności przy okienku, a więc i kolejki do okienka były krótsze. Inni pacjenci narzekają, że muszą tak długo stać w kolejce. Tymbardziej, że pacjentów po wypisanie recepty czeka w tej kolejce jeszcze dziesięciu!

Nie zwiększono obsady pielęgniarskiej, więc ta sama pielęgniarka, która wypisywała receptę w okienku, rejestruje pacjentów do lekarzy, wykonuje EKG i pobiera krew. Ledwo się wyrabia na zakręcie, bo doszedł jej nowy, czasochłonny, obowiązek.

Nie podniosło się jednak jej wynagrodzenie. No, może o 100 zł, ale czy taka kwota jest satysfakcjonująca za wyręczanie lekarzy? Przecież, aby zmniejszyć kolejki do lekarzy, dyrekcja musiałaby zatrudnić więcej lekarzy i zapłacić każdemu z nich pełną pensję, a tak, pielęgniarka zrobi to w godzinach swojej pracy albo zupełnie za darmo, albo ucieszy się dodatkową stówką.

Czy ta pielęgniarka ma jakieś szkolenie dotyczące prowadzenia leczenia? Przecież na studiach nas tego nie uczą, a wręcz podkreślają, że leczenie należy do kompetencji lekarzy. To lekarz wypisuje, a pielęgniarka podaje lek. Musi mieć na niego pisemne zlecenie. Takie były wcześniej uregulowania prawne, tak byliśmy kształceni i tak praktykowaliśmy.

Ale teraz Ustawa się zmieniła i pielęgniarka już może leczyć, jednak Ministerstwo nie zadbało o to, aby przeszkolić w tym zakresie wszystkie pielęgniarki pracujące w tej przychodni. Uznało, że nie ma takiej potrzeby (zobacz artykuł w tej sprawie: „Pielęgniarki będą wypisywać recepty od 2016 roku, ale nie przejdą żadnych szkoleń. To nieporozumienie.”). Umacniało za to w nich przekonanie, że przecież one doskonale potrafią  to robić, bo przecież kończą studia, kursy, specjalizację, uzyskują tytuły naukowe. Są zatem takie mądre. A takie słowa na pielęgniarki, które często mają niskie poczucie wartości zawodowej, baaaardzo działają. Wreszcie ktoś ich zauważa, docenia, widzi w nich potencjał. Potencjał, bo wreszcie pielęgniarki będą mogły robić to, co do tej pory było zarezerwowane tylko dla lekarzy. Teraz pielęgniarki pokażą, że nie są od nich gorsze, bo też umieją leczyć. Zyskujemy więc zastępców lekarzy, którzy są o wiele tańszą siłą roboczą i którzy jeszcze się z tego cieszą…

Niektóre pielęgniarki, aby jeszcze podnieść swój prestiż, dokształcają się we własnym zakresie. Pojawiły się bowiem nowe oferty kursów specjalistycznych dotyczących wypisywania recept. Ministerstwo jednak ich nie sfinansowało, bo nie widziało takiej potrzeby. Ale pielęgniarki płacą za kurs albo z własnej kieszeni albo ze składek Izbowych, które wpłacają do Izb regularnie co miesiąc (a potem odprowadzają podatek od wzbogacenia, bo Urząd Skarbowy twierdzi, że to szkolenie miały przeprowadzone za darmo).

I tak, w owej przychodni pracują teraz dwie pielęgniarki po kursie i trzy bez kursu. Czy zmieni to jakoś ich ścieżkę kariery? Czy tylko te z kursem będą wypisywać recepty? Czy dostaną za to podwyżkę? Nie, bo przecież do tej pory jakoś to funkcjonowało i… dalej funkcjonuje. Bo ta pielęgniarka z kursem tylko dorabia sobie w przychodni, nie ma jej codziennie na zmianie. Będzie w przychodni dopiero za pięć dni. A pacjenci przychodzą przecież po receptę codziennie, dlatego i te pielęgniarki bez kursu receptę muszą wypisać. Jak dyrekcja każe, to przecież trzeba wykonać. Bo jak ktoś podskoczy, to go zwolnią.

Przyjrzyjmy się teraz bliżej naszemu pacjentowi  - wprawdzie uzyskał receptę jeszcze tego samego dnia, w którym o tym pomyślał. Nie musiał rano wstawać i czekać przed jeszcze zamkniętą przychodnią, aby umówić się na wizytę, ale… nie został zbadany, nie oceniono efektów leczenia. Po prostu, przepisano na receptę to samo, co było przepisane w ubiegłym miesiącu.

I tak możemy się leczyć aż do śmierci, pakować w siebie stos leków, niezależnie od tego, czy są nam one jeszcze potrzebne, czy nie, czy działają, czy nie, a przemysł farmaceutyczny na tym kwitnie…

Czy pielęgniarka nie mogła jednak zrobić tego profesjonalnie - zebrać wywiadu z pacjentem i zbadać go fizykalnie? Przecież uczymy zbierać wywiad i przeprowadzać badanie fizykalne na studiach! No, nie mogła, bo przecież obowiązuje ochrona danych osobowych. Nie można więc mówić o chorobie pacjenta, nawet o zażywanych przez niego lekach w okienku, bo być może za naszym pacjentem stoi w kolejce jego złośliwy sąsiad, który tylko czeka na to, aby usłyszeć takie informacje i rozpowiedzieć je w sąsiedztwie. A poza tym, trudno zbadać pacjenta w okienku rejestracyjnym. Trzeba go przecież zaprosić do jakiegoś gabinetu.

Tylko, czy pielęgniarki mają swoje gabinety? A nawet jeśli by się jakoś zorganizowały i znalazły jakiś akurat wolny w tej chwili gabinet lekarski, to przecież z takim badaniem schodzi sporo czasu. Skoro pielęgniarka bada pacjenta i profesjonalnie ocenia jego proces leczenia, zanim przepisze mu receptę, robi wówczas dokładnie to samo, co lekarz, a więc schodzi jej tyle samo czasu, co lekarzowi. Kolejki do lekarzy zatem maleją, ale w zamian rosną te do pielęgniarki.

- Hmmm, nie rozumiem, dlaczego pracę lekarzy zastąpiono pracą pielęgniarek?

- Bo specjalistów w Polsce jest mało.

- A to pielęgniarek jest dużo?

Nie zapominajmy, jak dramatyczne prognozy dotyczą naszego zawodu. Pielęgniarek będzie coraz mniej, bo niedługo wiele z nich odejdzie na emeryturę, a napływ młodego pokolenia do zawodu jest bardzo niski. Dodajmy też, że społeczeństwo się starzeje, a medycyna się rozwija, dlatego dłużej żyjemy, choć niekoniecznie w dobrym zdrowiu. Pacjentów jest zatem coraz więcej. Jak podaje Gazeta Wyborcza: „W ciągu ośmiu lat na emeryturę odejdzie 30 proc. pielęgniarek. Za dziesięć lat w zawodzie zostanie ich tylko 184 tys., a będziemy potrzebować 340 tys. (…) Polska jest na ostatnim miejscu w Unii pod względem liczby pielęgniarek przypadających na tysiąc mieszkańców – jest ich zaledwie 5,4. W Szwajcarii ten wskaźnik wynosi 16, a w Czechach – 8,1″ (źródło: onet).

Ale pielęgniarka zawsze da sobie radę, bo skoro ma tyle ofert pracy, to czemu by nie pracować w dwóch miejscach? Przecież tak mało zarabia, więc z dwóch prac w sumie uskłada się więcej. Pracuje więc w szpitalu na etacie, a w wolnych dniach idzie do przychodni na umowę zlecenie, by sobie dorobić. Nie zna dobrze wszystkich pacjentów, którzy „należą” do różnych lekarzy. Lekarze mają przecież swój przydział pacjentów, ale tu, w okienku, nie ma podziału – tu każda pielęgniarka zajmuje się każdym pacjentem. I tak pielęgniarki już pod koniec dyżuru nawet nie pamiętają, co komu przepisały, jak więc tu mówić o czuwaniu nad procesem leczenia, o opiece zindywidualizowanej, o holistycznym podejściu do pacjenta?

Wróćmy do naszego pacjenta, który dostał receptę, stracił trochę kasy w aptece, aby wykupić lek, zażywa go skrupulatnie, a gdy opakowanie się kończy, przychodzi znów do okienka, tym razem do innej pielęgniarki (bo ta, która była wtedy, akurat ma dyżur w szpitalu) po receptę i cykl się powtarza. Potem przychodzi do lekarza po kilku latach i okazuje się, że w pewnym momencie leczenie trzeba było zmienić, bo pojawiły się nowe, lepsze leki na rynku, dające dużo lepsze rezultaty. Ale pielęgniarka tego nie wiedziała, bo nie była na konferencji organizowanej dla lekarzy odnośnie nowych metod leczenia, Minister nie widział potrzeby, aby pielęgniarki dokształcać, nie kontaktował się z nią przedstawiciel firmy medycznej. On kontaktował się z lekarzem, pod którym figuruje dany pacjent.

No właśnie, teraz już tylko figuruje na papierze, bo po co pacjent ma czekać, by się umówić do lekarza, jak może podejść do pielęgniarki z okienka, która załatwi to szybko i sprawnie. A szybkość w tej pracy jest ważna, bo przecież pielęgniarka ma jeszcze innych pacjentów i inne obowiązki i musi zdążyć się ze wszystkim wyrobić…

Jak widać powyższy scenariusz jest bardzo negatywny, chwilami wydawać się może wręcz sarkastyczny lub groteskowy, ale niestety, jeżeli nic się nie zmieni w naszym zawodzie, oprócz jedynie zapisu w Ustawie nadającego nam nowe prawo wypisywania recept, taki scenariusz jest bardzo realny. I to jest właśnie przerażające!

Czy jednak pomysł Ministra jest sam w sobie taki zły? Czy, jeżeli by go odpowiednio zaadoptować, mógłby okazać się dobrym rozwiązaniem, satysfakcjonującym zarówno pacjentów, placówki medyczne, rząd, jak i pielęgniarki? To pytanie wielokrotnie pojawiało się w komentarzach pod moim ostatnim artykułem. Przyjrzyjmy się zatem jasnym scenariuszom.

Scenariusz 2 – jasny

Opcja 1

Do okienka rejestracyjnego w przychodni podchodzi pacjent i mówi, że przyszedł po receptę. Pielęgniarka z okienka kieruje go do gabinetu pielęgniarki, która zajmuje się wypisywaniem recept.

W gabinecie tym pracuje pielęgniarka, której nie przymuszono do wykonywania tej czynności. Ona sama wybrała sobie taką ścieżkę zawodową. Ukończyła kurs specjalistyczny „Wystawianie recept w chorobach przewlekłych” adresowany specjalnie dla pielęgniarek. Wprawdzie zapłaciła za niego z własnej kieszeni, ale opłaciło jej się to, bo bez tego kursu nie mogłaby pełnić takiej funkcji, a przecież zawsze ją to pociągało (wzorowała się bowiem na pielęgniarstwie zachodnim). No i wiedziała, że inwestycja w kurs zwróci się jej, bo teraz zarabia dokładnie tyle samo, co lekarz, ani złotówki mniej. W końcu, wykonuje dokładnie te same czynności.

Pracuje ona w tej przychodni od poniedziałku do piątku, zatrudniona jest na umowę o pracę.

Do gabinetu wchodzi pacjent. Mówi, że przyszedł po receptę. Pielęgniarka otwiera jego kartotekę, zbiera z pacjentem dokładny wywiad, przeprowadza badanie fizykalne, pomiary, jeśli trzeba zleca badania i je analizuje.

Pod ręką ma gotowy receptariusz, w którym ma wypisane wszystkie leki, które może przepisać i zestaw badań, który może zlecić. Nie wykracza poza swoje kompetencje. Jeśli danego leku lub badania nie ma w receptariuszu, kieruje pacjenta do lekarza.

Powyższy scenariusz, jak podejrzewam, jest pozytywny dla naszego środowiska, przynajmniej dla tej części, która chciałaby poszerzyć swoje kompetencje w tym właśnie kierunku.

Powstaje tu jednak kluczowe pytanie:

  • Czy to się placówce opłaca? Czy to cokolwiek zmienia? Bowiem teraz pielęgniarka zarabia tyle, co lekarz, robi to samo, co lekarz, schodzi jej z tą czynnością tyle samo, co lekarzowi, a więc pielęgniarka przestaje być pielęgniarką, a staje się lekarzem. Kolejki do lekarzy wprawdzie zmalały, ale za to mnożą się już te do pielęgniarki. Po co zatem było tak kombinować, tracić pieniądze na zmianę ustawy, szkolenia i receptariusze, skoro można było na to miejsce zatrudnić, po prostu, kolejnego lekarza? Czy zatem taki scenariusz ma sens?

Opcja 2

Pielęgniarka środowiskowa odwiedza chorego pacjenta w domu. Jak wiadomo, pielęgniarka środowiskowa ma swoich przydzielonych pacjentów, więc każdego z nich zna. Ten pacjent cierpi na odleżyny. Pielęgniarka ocenia ich stan, zaopatruje je i wypisuje receptę na wybrany przez siebie środek opatrunkowy. To ona w tej kwestii ordynuje leczenie, to ona decyduje, który opatrunek należy zastosować na ten rodzaj rany, to ona później kontroluje leczenie i ewentualnie wprowadza jego modyfikację. Jest za tę czynność odpowiedzialna od A do Z. Nie dzieli tej odpowiedzialności z nikim innym. Jest w pełni samodzielna. Wypisuje też pacjentowi receptę na pieluchomajtki, z których przecież pacjent nieustannie korzysta. Edukuje rodzinę o sposobie pielęgnacji pacjenta.

Do tego nie trzeba zmian w obecnym kształceniu, bo tę wiedzę ta pielęgniarka już od dawna posiada. Ukończyła bowiem kurs dotyczący leczenia ran, regularnie uczęszcza na konferencje i warsztaty organizowane dla pielęgniarek przez firmy farmaceutyczne i przecież od lat praktykuje to w swoim zawodzie! Żaden lekarz nie ma takiej wiedzy, jak ona, dlaczego zatem to lekarz miałby wypisywać tego typu recepty? Przecież on ani się na tym nie zna, ani też nie zajmuje się opatrywaniem tego typu ran. To pielęgniarka jest najlepszym specjalistą w tym zakresie! I jest to niepodważalne!

Zakres obowiązków pielęgniarki środowiskowej poszerzył się jednak w 2016 roku i teraz pielęgniarka środowiskowa zyskała nowe uprawnienia – może wypisać też receptę na niektóre leki i zlecić niektóre badania. Zanim jednak zaczęła praktykować tę czynność, ukończyła kurs specjalistyczny „Wystawianie recept w chorobach przewlekłych” adresowany specjalnie dla pielęgniarek. Szkolenie było finansowane ze środków Skarbu Państwa. Minister Zdrowia miał świadomość, że jeżeli chce zreformować obecny system, musi wprowadzić pewne zmiany. Wiedział, że pielęgniarki do tej pory nie uczyły się konkretnie sztuki leczenia chorób przewlekłych, dlatego szkolenia dla tych pielęgniarek, które już wcześniej pracowały w środowisku są bezpłatne. Minister zreformował też w ciągu dwóch lat, odkąd ogłosił swój pomysł na zmniejszenie kolejek do lekarzy, całą specjalizację z pielęgniarstwa rodzinnego – teraz, pielęgniarki, które rozpoczynają specjalizację, już od razu, w jej ramach, zdobywają potrzebną wiedzę i uprawnienia do wystawiania leków i zlecania badań.

Pielęgniarka po ukończeniu specjalizacji lub kursu (w przypadku pielęgniarek, które już wcześniej pracowały jako pielęgniarki środowiskowe) otrzymuje receptariusz z wykazem leków i badań, które może przepisać. Jeśli w wykazie nie ma danego leku lub badania, pacjent musi umówić się na wizytę do lekarza. Pielęgniarka, oprócz pensji, którą miała dotychczas, dostaje premię za każde wypisanie recepty (w tym również na środki opatrunkowe i pieluchomajtki) i za każde zlecone badanie. Może nawet pobrać badania w domu pacjenta – za to też jest dodatkowo wynagradzana.

Ten scenariusz, podejrzewam, że jest również pozytywny dla naszego środowiska. Pozwala bowiem na wykorzystanie potencjału, który już mamy i który związany jest bezpośrednio z nasza profesją – mam na myśli wypisywanie recept na środki opatrunkowe i pieluchomajtki.

Korzyścią jest również fakt, że w tym przypadku kolejki do lekarzy w przychodniach faktycznie się zmniejszą, a pielęgniarki w przychodniach nie zostaną dodatkowo obciążone pracą. W tym modelu też korzyścią jest to, że pielęgniarka środowiskowa zna dobrze swoich pacjentów, ich potrzeby, dolegliwości i nie dzieli się obowiązkiem z inną pielęgniarką. Ale… dzieli swój obowiązek z lekarzem.

I to właśnie w tym scenariuszu może być niepokojące – podział leczenia farmakologicznego na dwie osoby. Kto wtedy prowadzi leczenie pacjenta – lekarz czy pielęgniarka? Zdaje się, że tę samą czynność wykonują dwie osoby. Zaordynował lekarz, ale kontrolę i podtrzymanie leczenia prowadzi już pielęgniarka. Czy to się uda? Czy efekty leczenia będą dobre? Osobiście, mam pewne wątpliwości, bo uważam, że wszędzie, gdzie jest dualizm, czyli podział jednego obowiązku na dwie osoby, odpowiedzialność gdzieś się rozmywa.

Ale z uwagi na to, że widzę sporą chęć pielęgniarek do poszerzenia naszych kompetencji w tym obszarze, nie chcę swą wypowiedzią torować tej ścieżki kariery, zanim się ją wypróbuje.

Właśnie, wypróbuje, bo takie kontrowersyjne rozwiązania warto wcześniej wypróbować, przeprowadzić projekt pilotażowy, zanim się je wprowadzi w życie.

Mimo, że ogólnie uznaję dualizm za zamieszanie, to myślę, że mogłaby być szansa na powodzenie tej opcji, ale istnieje istotny warunek… pielęgniarka środowiskowa i lekarz, który zaordynował leczenie, muszą się ze sobą regularnie i efektywnie komunikować. Spotykają się w gabinecie przychodni i pielęgniarka na spokojnie zdaje lekarzowi raport z wizyty domowej u pacjenta, wspólnie z lekarzem omawia jego stan i analizuje leczenie, razem wprowadzają ewentualne zmiany.

Przeszkodą może okazać się tu jednak czas, który trzeba poświęcić na takie spotkania i za który przecież trzeba zapłacić zarówno lekarzowi, jak i pielęgniarce. Czy w tym czasie lekarz nie zdążyłby, po prostu, sam przyjąć tego pacjenta?

Opcja 4 – a może by tak inaczej, prościej?

Czy nie lepiej więc (i nie prościej) poprzestać na tym, aby pielęgniarka wypisywała recepty wyłącznie na wyroby medyczne niezbędne do pielęgnacji pacjenta i środki opatrunkowe, a lekarz na leki? Przecież można zatrudnić więcej lekarzy. Przecież lekarz też może odwiedzić pacjenta w jego środowisku domowym i tam wypisać receptę. A jeżeli lekarz przewiduje dłuższą terapię danym lekiem i wie, że kontrola w przychodni jest niekonieczna, a badań nie trzeba robić tak często, to powinien móc wystawić receptę na odpowiednio dużą ilość opakowań danego leku lub wystawić kilka recept, które miałyby przedłużoną datę ważności, tak, aby pacjent sam mógł je sobie wykupić, bez jakiejkolwiek wizyty u lekarza czy u pielęgniarki. W ten sposób unikniemy zarówno kolejek, jak i zamieszania. I wówczas każdy będzie odpowiedzialny za swoje działania, wynikające z obszaru własnego zawodu.

Może zatem tak, jak rehabilitant zajmuje się rehabilitowaniem, a więc ćwiczeniami i masażem, dietetyk – układaniem diety, farmaceuta przygotowywaniem leków i ich sprzedawaniem, lekarz powinien zająć się leczeniem, a pielęgniarka pielęgnowaniem? Osobiście, jestem stanowczo ZA takim rozwiązaniem.

55 komentarzy dla artykułu “Wypisywanie recept przez pielęgniarki – blaski i cienie

  1. Jestem studentką, za 3 miesiące będę pielęgniarką z dyplomem. I jestem przerażona pomysłem, jakobym miała zająć się leczeniem… Gdybym chciała pacjentów leczyć poszłabym na wydział lekarski. Jestem też przerażona radością w środowisku i tym, że wiele pielęgniarek uważa, że to poszerzenie kompetencji podniesie prestiż zawodu. Niestety ja nie widzę na to szans. Widzę za to realne szanse na to abyśmy na powrót stały się tylko pomocnicami lekarzy. Bardzo podoba mi się Pani ostatni pomysł, w którym pielęgniarka wypisuje recepty wyłącznie na środki pielęgnacyjne. To jest właśnie rozwiązanie, które pozwoli na podniesienie prestiżu zawodu, bo w końcu będziemy mogły w 100% zająć się swoja działką – pielęgnacją, zamiast pchać się do leczenia, albo niepotrzebnie wsadzać w pielęgnację lekarza (mam tu na myśli kierowanie pacjenta po receptę na pieluchomajtki/opatrunki do lekarza). Szkoda tylko, że szanse na jego wprowadzenie są marne…

    • zgadzam się z Tobą w 100%. i przeraża mnie jeszcze fakt, że o zmianach dotyczących naszego zawodu w ogóle się z nami nie rozmawia….to jest jedno wielkie nieporozumienie. jedyne wyjście z sytuacji wg mnie to szukanie pracy poza Polską…

    • I ja się z Wami zgadzam w 100%. Niestety, realny jest ten czarny scenariusz. Chyba, że Pan Minister przeczyta mój artykuł i nasze komentarze, i jednak sprawę przemyśli, gruntownie przeanalizuje. Zastanowi się nad sensem swojego pomysłu i sam stwierdzi, że wypisywanie recept na leki przez pielęgniarki jednak nie jest dobrym pomysłem, uznając ten ostatni scenariusz (opcja 4) za najlepszy. Tymbardziej, że pielęgniarek w Polsce brakuje, a jak sama, Joaśka, piszesz, ten pomysł, jak i brak udziału w dyskusji Ministerstwa z naszym środowiskiem, skłania Cię do wyjazdu za granicę…

      Stud_piel, dziękuję za Twoją szczerość. To prawdziwa mądrość i wielkość przyznać się do własnej niewiedzy z jakiegoś obszaru. Bo nie ma ludzi, którzy wszystko mogliby wiedzieć. I właśnie po to, powstał podział zawodów. By każdy mógł robić to, w czym zna się najlepiej. I powiem Ci, że ja jako pielęgniarka już z mgr, kilkoma kursami i już z 6-letnim doświadczeniem zawodowym, również przyznaję otwarcie, że nie znam się na prowadzeniu leczenia ani na wystawianiu recept. Profesjonalizm polega bowiem na tym, by robić coś, najlepiej jak się potrafi. A jak się czegoś nie potrafi, to profesjonalizmem jest tego nie robić.

    • Ups… przepraszam… pomyliłam się w liczeniu… Przecież ja już mam 7 lat stażu w zawodzie! Ależ ten czas szybko leci! Mimo to nadal utrzymuję otwarcie, że na leczeniu i wypisywaniu recept się nie znam ;)

  2. Powiedzcie mi zatem jak kto jest,ze w innych krajach działa a u nas staramy się sprowadza rolę do wypisywania pieluchomajtek i podawania basenów? 5 lat studiow i co? Nie jesteśmy w stanie NAUCZYĆ się prowadzić leczenia z wykazem leków podanym na papierze?poza tym po pierwsze może warto przestać się łudzić,ze jesteśmy w stanie opiekowac się każdym w takim samym stopniu tak samo jak tym,ze lekarz przejmuje się każda wypisana recepta? Przepraszam ale przewinęłam się już przez tyle oddziałow i widzę do czego ogranicza się opieka pielegniarska – od dyżuru do dyżuru,aby się skończył i mało która wie, jak nazywa się pacjent na sali.

    • Tak, jak rozmawiałam z Sylwią pod poprzednim artykułem: Co do modeli zagranicznych – nie pracowałam zagranicą, więc trudno mi je ocenić. Wiem, że za granicą są inne realia – więcej pielęgniarek na dyżurach i wyższe wynagrodzenie, dlatego nie wiem, czy pomysł „odgapiony” z krajów zachodnich sprawdziłby się tak samo dobrze w naszych, obecnych, polskich realiach. Tymbardziej, że jak podaje prasa, Minister twierdzi, że nie widzi potrzeb organizowania dla nas szkoleń w tym zakresie, a o wzroście wynagrodzenia i większych obsadach pielęgniarskich nie wspomina. Jak już coś odgapiać, to w pełnym zakresie.
      Nie wiem też, jakie są za granicą efekty leczenia pacjentów. Żebym mogła to ocenić i wypowiedzieć się w tym temacie, musiałabym tam, po prostu, popracować.

      To, że w innych krajach istnieje taki model, nie oznacza, że to jest dobry pomysł. Może zamiast odgapiać od innych, w Polsce uda się wypracować coś innego, lepszego? I to inne kraje zaczną od nas odgapiać?

      A to, że lekarz nie przejmuje się każdą wypisaną receptą i że pielęgniarka tylko czeka, aż się skończy dyżur, zanim jeszcze dobrze on się zaczął i że mało która wie, jak nazywa się pacjent to wielki błąd. Potem głośno jest w telewizji o zdarzeniach niepożądanych. Ja nie chcę być ofiarą błędu medycznego.

    • Mam nadzieje, że z ministerstwem będą rozmawiać osoby które myślą podobnie jak ktoś, kto napisał pierwszy komentarz do artykułu pd ty linkiem.

    • Co do wypisywania recept, jak widać, zdania są podzielone. Jednak, z tego komentarza wynika, że tak naprawdę nie chodzi nam wcale o te recepty. One są tylko jakimś tam punktem odniesienia. O co zatem chodzi? O samodzielność, o prestiż, o wykorzystywanie zdobytej wiedzy, o dobre zarobki. I w tym zakresie chyba wszyscy jesteśmy zgodni, że tego chcemy. Tylko, czy wypisywanie recept nam to zapewni? I czy jest nam ono niezbędne, aby otrzymać to, czego chcemy? A może wręcz zamiesza i zaszkodzi?

  3. Chciałam się podzielić pewną uwagą, która mi się nasunęła, czytając artykuł Pani Moniki. Chciałabym aby społeczeństwo, pacjenci i w końcu same pielęgniarki nie utożsamiali pracy pielęgniarki w poradni z pracą osoby pracującej w rejestracji. Wiem, że w praktyce jest tak, że pracodawcy ze względu na oszczędności, zatrudniają pielęgniarkę i w rejestracji i np. w gabinecie zabiegowym. Mają wtedy „dwa w jednym”, czyli pielęgniarkę „obskakującą rejestrację i gabinet zabiegowy, a pensja płacona jest dla jednej osoby. Wiem również, że czasem pielęgniarki odczuwają takie zajęcie w rejestracji jako lekką pracę i pracę o większym prestiżu, bo tylko odbierają telefony, wyjmują i chowają kartoteki.Tylko praca w rejestracji, według mojej opinii, nie jest pacą dla pielęgniarki. Nie trzeba kończyć studiów, kursów, czy specjalizacji aby schować i wyjąć kartotekę, odebrać telefon czy wpisać gotowe dane do komputera. Szkoda tego wykształcenia medycznego, które może być wykorzystane w pielęgnowaniu, doradztwie, edukacji pacjentów przez pielęgniarkę. Pracując w rejestracji tego wszystkiego nie wykorzystamy, bo tam z pacjentem rozmawiamy tylko chwilę i nie ma tam warunków intymności. Według mojej opinii zatrudnianie pielęgniarki w rejestracji jest to degradacja zawodu. Nasunął mi się ten problem, gdy napisała Pani o pielęgniarce w okienku.

    • Słuszna uwaga. Również zgadzam się, że w rejestracji wcale nie musi pracować pielęgniarka. W jednych placówkach w rejestracji nie pracują pielęgniarki, a w innych tak i właśnie tak „obskakują dwa w jednym” – gabinet zabiegowy i rejestrację, mając płaconą jedną pensję. I faktycznie, jest to problem. A, co by to było, jakby do tych obowiązków dołożyć jeszcze pielęgniarce, która tak „obskakuje dwa w jednym”, wypisywanie recept?

  4. Ciąg dalszy wieści w sprawie recept. Mnie zastanawia najbardziej jedno – dlaczego na wystawianie recept na WYROBY MEDYCZNE mgr piel. musi mieć kurs, a na wystawienie recepty na LEKI kursu nie potrzebuje? Raczej bym to ustaliła na odwrót! Poza tym, przecież farmakologia jest na licencjacie, a nie na magisterce… Hmmm… Znów rozporządzenie tworzy ktoś, kto nie ma o tym wszystkim bladego pojęcia: http://www.pielegniarki.info.pl/article/view/id/4494

  5. Pod tym artykułem, pielęgniarki dyskutują o kwestii podziału tej kompetencji na pielęgniarkę z mgr i bez mgr. A ZGADNIJCIE, PO CO JEST ZROBIONY TEN CAŁY PODZIAŁ? Po to, byśmy były wzajemnie o siebie zazdrosne i… abyśmy po prostu chciały wystawiać recepty, nie pytając w ogóle o dodatkową kasę. Sprytna manipulacja. Ja nadal podtrzymuję swoje zdanie, że wystawianie recept na leki powinno należeć tylko do lekarza!

    • Pni Moniko z przykrością to stwierdzam, ale upodabnia się Pani do Mielcarka.

    • Pani Danuto, rozumiem, że coś się Pani nie podoba. Proszę napisać, o co konkretnie chodzi.

      Co do Mielcarka, faktycznie, w tym komentarzu powołuję się na link pochodzący z jego strony, z artykułem napisanym przez niego, bo w nim akurat znalazłam w projekt Ustawy.

      Żeby była jasność, co do komentarza Pana Mielcarka zawartego w swoim artykule, jak i samego tytułu jego artykułu – co do podziału obowiązków w związku z wykształceniem, to ja akurat jestem ogólnie bardzo ZA. Wręcz uważam, że powinno się różnicować nasze obowiązki zależnie od naszego wykształcenia! Jednak ta propozycja podziału jest dla mnie nieuzasadniona, bo farmakologia jest właśnie na licencjacie. Na magisterce już nie uczymy się o lekach. A zatem, z tego zakresu pielęgniarki po licencjacie, mają taką samą wiedzę, jak te po magisterce. Moim zdaniem, podział obowiązków powinien być zgodny z programem nauczania, a aby móc wystawić receptę, to każda pielęgniarka powinna przejść kurs, bo do tej pory, wiedzy z tego zakresu, nie miałyśmy przekazywanej w żadnym programie nauczania.

    • Pani Moniko, czytelniczka danuta, komentując, że upodabnia się Pani do Mielcarka miała na myśli (jak mniemam) formę wypowiedzi, a nie jej treść. Pan Mielcarek na swoim portalu stosuje retorykę Faktu, Superexpresu czy innego tego rodzaju magazynu. Jednocześnie pisze o ważnych sprawach dla pielęgniarek. Osobiście nie lubię jego stylu i mam nadzieję, że Pani tego nie powieli!

      Uważam jednak, że ten zapis ma sens, a nie chodzi o skłócenie środowiska pielęgniarek i wzbudzenie zazdrości. To jakaś nadinterpretacja! (z drugiej strony w kłótniacj i zazdrości w naszym środowisku jesteśmy ekspertkami).

      Pomysł, że osoby po magisterce mogą przepisywać leki nie jest moim zdaniem karygodny. Licencjan w obecnym systemie kształcenia moją wszystkie pielęgniarki (bezwzlędu na to jakie mają podejście do zawodu). Natomiast ukończenie studiów magisterskich to dodatkowe 2 lata nauki, które świadczą o chęci dokształcania się i większej wiedzy (przynajmniej teoretycznie). dlatego nie widzę tutaj niczego negatywnego.

      Osobiście jednak uważam, że na licencjacie farmakologia jest prowadzona w tak okrojonym i śmiesznym zakresie, że jeśli naprawdę zostanie wprowadzona ta ustawa, to musimy zawalczyć o solidne kursy farmaceutyczne dla chętnych pielęgniarek.

    • Przyznaję Wam rację – faktycznie, forma mojego przekazu w tym komentarzu, może być drażniąca, niewłaściwa i niedoprecyzowana. Dziękuję, że zwróciłyście mi na to uwagę. Faktycznie, ten komentarz, napisałam pod pływem emocji, wynikających właśnie z kłótni pielęgniarek na portalu Pana Mielcarka (których to kłótni nie znoszę, a na tym portalu takie kłótnie i wzajemna zazdrość pielęgniarek to codzienność). Może właśnie forma przekazu Pana Mielcarka je do tego „podjudza”?

      Tak, jak pisałam wcześniej, ja jestem ogólnie ZA podziałem kompetencji w zależności od wykształcenia, ale w tym przypadku nie widzę związku treści nauczania z proponowanym podziałem, bo farmakologia była na licencjacie, i tak jak piszesz, studentko, w okrojonym i śmiesznym zakresie. Dlatego uważam, że póki co, ŻADNA pielęgniarka, z żadnym wykształceniem nie posiada właściwej wiedzy, by wypisywać recepty. I dlatego uważam, że taki zapis może potęgować kłótnie w naszym środowisku, ponieważ rozumiem licencjatki i pielęgniarki bez studiów, że akurat w tym zakresie to wiedzę mają taką samą, bo na magisterce zasad wystawiania recept i prowadzenia leczenia się nie uczymy. Jedynym rozwiązaniem, co do podziału, jaki widzę, to kurs prowadzenia leczenia i wystawiania recept, który powinna przejść każda pielęgniarka, niezależnie od posiadanego obecnie wykształcenia, a uprawnienia do wystawienia recepty powinna zyskać tylko ta, która ten kurs ukończy. I taki podział będzie dla mnie zrozumiały i uzasadniony.

  6. Myślę, że Pani źle zrozumiała zapis dotyczący ukończenia kursu specjalistycznego aby ordynować wyroby medyczne. Początkowo, czytając tę ustawę, też tak zrozumiałam. Ale wczytując się kolejny raz w te zdania uważam, że słowa „jeżeli ukończą kurs specjalistyczny w tym zakresie” odnoszą się tak do pierwszego ustępu, jak i drugiego ustępu tego artykułu, czyli do ordynowania leków i ordynowania wyrobów medycznych. Poza tym jest napisane w tym samym artykule, że pielęgniarka i położna będą miały „prawo”, a nie „obowiązek”. Jest to dość wygodny dla nas zapis, ponieważ, jeżeli ktoś nie będzie czuł się na siłach tego zadania podjąć, to oczywiście tego nie zrobi. Liczę oczywiście na asertywność pielęgniarek w tym względzie, z tym jednak nie jest dobrze w naszym zawodzie. Najbardziej śmieszne jest wystawianie recept na zlecenie lekarza przez pielęgniarkę po licencjacie.Jest to po prostu „hit”. Oczywiście jeżeli ktoś będzie te recepty chciał ordynować, to muszą iść za tym satysfakcjonujące nas kwoty. Myślę, że jeśli MZ dołożyłby pielęgniarce ok. 1000 zł za te dodatkowe czynności, więcej byłoby chętnych. Nie można oczywiście zapominać, że jest nas wszędzie za mało i jeżeli nie będzie nas więcej, to nowe obowiązki mogą nam wyjść czubkiem głowy.

    • O, faktycznie, jest to możliwe. Można to tak zrozumieć. Ale równie dobrze można zrozumieć to tak, że kurs wymagany jest tylko do ordynowania wyrobów medycznych. Hmmm… Fakt, faktem, skoro rozporządzenie można zrozumieć dwojako, to jest ono źle sformułowane i może powodować różną praktykę na skutek różnej interpretacji litery prawa.

      Osobiście, wydaje mi się też, że gdyby kurs był wymagany do obu czynności, to powinno być to zaznaczone przy obu ustępach lub zapis powinien brzmieć: „ordynować określone leki oraz środki spożywcze specjalnego przeznaczenia żywieniowego, w tym wystawiać na nie recepty ORAZ ordynować określone wyroby medyczne, w tym wystawiać na nie zlecenia – jeżeli ukończą kurs specjalistyczny w tym zakresie.”

      Zastanawia mnie też punkt 4. „Obowiązek ukończenia kursu specjalistycznego, o którym mowa w ust. l i 2, nie dotyczy pielęgniarek i położnych, które w ramach kształcenia w szkołach pielęgniarskich i w szkołach położnych nabyły wiedzę objętą takim kursem.” Co to oznacza? Mnie się to znowuż kojarzy, ze wynika z tego, ze pielęgniarki PO SZKOLE (a więc bez studiów), jeśli miały w programie taką tematykę, to już kursu nie muszą robić. A Pani, Pani Iwono, co myśli o tym punkcie?

  7. Tak to wygląda gdy do rządzenia zabierają się osoby nie mające zielonego pojęcia. Wiele moich koleżanek po licencjacie robi mgr z innej dziedziny np. zdrowie publiczne i tu rodzi się kolejne pytanie czy tacy magistrzy też będą upoważnieni do wypisywania recept?

    • Tak, są i takie pielęgniarki. No, właśnie, co z nimi? Wydaje mi się jednak, że mgr zdrowia publicznego nie będzie miał takich uprawnień, bo w rozporządzeniu jest napisane tylko: „Pielęgniarka i położna posiadające tytuł zawodowy MAGISTRA PIELĘGNIARSTWA lub tytuł zawodowy MAGISTRA POŁOŻNICTWA.”

  8. Po przecayteczniu wpisu I komentarzy wydaje mi sie ze panie pielegniarki I panowie pielegniarze boja sie naglego wprowadzenia mozliwosci wypisywania lekow i odowiedzialnosci ktore to niesie ze soba. Wydaje mi sie jednak ze taka sytuacja nie nastapi I wszystkie pielegniarki nie dostana nagle uprawinien do przepisywania lekow.
    Osobiscie uwazam ze mozliwosc przepisywania lekow przez pielegniarki jest bardzo dobrym pomylem I moze czesciowo podniesc dostept do sluzby zdrowia przy jedoczesnym ograniczeniu wydatkow (przyklad z innych krajow). W dodatku przysczyni sie do zwieksznia prestizu zawodowego.
    Debata powinna dotyczyc nie czy, ale jak dokanac zmian umozliwjacych peilegiarka wypisywanie lekow. Przykladowo, w Stanach Zjednoczonych tylko pielegniarka z wyzszym wyksztalcemniem magisterskiom w danym kierunku I specjalizacja w daniej dziedzinie moze wypisywac leki. Przed otrzymaniem prawa do wypisywania lekow musi oczywiscie zdac egazmin, ktory nie jest latwy. Polska sluzba zdrowia powinna, byc bardziej otwarta I umozliwic wszytkim wykonywanie dzialan stosownych do ich wykdztalcenia. Sztywna klasyfikacja Lekarz – leczy, pielegniarka – pilegnuje jest zupelnym zaprzeczeniem interdyscypinarnego podejscia do opieki nad pacjentem. W mojej opinii, jesli ktos chce konczyc edukacje na pozimie licencjata I zajmowac sie opieka przy lozku pacjenta – prosze bardzo, ale jesli ktos chce sie ksztalcic dalej by osiagnac tylul doktora albo magistra nauk pielegniarskich ze specjalizacja i mozliwoscia przepisawania lekow, nalazy im to umozliwic.
    Osobiscie ukonczylem studia na poziomie licencjata w Polsce ale od prawie osmiu lat pracuje w USA gdzie kotynuowalem nauke na studiach magistersich. Mysle ze pomysl rzadu jest dobry, ale wymaga gruntownego I szczegolowego przygotowania sciezek edukacyjnych dla pielegniarek umozliwiajacym im zdobycie dodtakowych umiejetnosci I wiedzy do przepisyenia lakow.

    • Krzyś, świetnie, że zwracasz uwagę na to, że debata powinna dotyczyć nie tego „czy”, ale tego „jak” by to wyglądało w praktyce. Fajnie, że przytaczasz konkretnie opis ścieżki, jaką musi przejść pielęgniarka w innym kraju, aby uzyskać takie uprawnienie. Wynika z tego, że wprowadzenie takich zmian nie może być nieprzemyślane i z marszu.

      Odnośnie tego JAK by to mogło u nas wyglądać w praktyce, napisałam właśnie powyższy artykuł. Po naprawdę długiej analizie, przedstawiłam w nim WIZJE i KONKRETNE SCENARIUSZE, jakie mi przychodzą do głowy, jak by to mogło u nas wyglądać. Jeden scenariusz jest czarny, a kolejne dwa całkiem pozytywne. Jednak i w tych pozytywnych widzę niedociągnięcia. Pomysł musi być przecież opłacalny zarówno nam, jak i placówkom medycznym. Jeżeli nam zapłacą tyle, co lekarzowi, do tego dojdzie potrzeba wydania sporej ilości kasy na wyszkolenie nas, na zmianę Ustawy, receptariusze, to już taniej wyjdzie placówce zatrudnić kolejnego lekarza. Poza tym pielęgniarka będzie mogła wypisywać tylko część leków, wiec będzie tak jakby „gorszym, „mniejszym” lekarzem.” – i tu znowu wychodzi, ze lepiej zatrudnić lekarza. No, a jeżeli dołożą nam 100 zł do pensji, nawet 200 zł, to cóż to jest za pieniądz w stosunku do odpowiedzialności? Nie mierzmy tak nisko, bo wówczas nigdy nie będziemy adekwatnie zarabiać.

      Co do podziału zadań na lekarskie i pielęgniarskie – tak, pracujemy w zespole i powinniśmy się uzupełniać, konsultować, ale czy wzajemnie mieszać w swoje obowiązki?

      Nam pielęgniarkom, wykonywanie czynności lekarskich wydają się atrakcyjne i prestiżowe i chcemy się mieszać w zakres obowiązków lekarzy. Wydaje nam się to normalne. A gdyby tak oni zaczęli nagle chcieć wykonywać nasze czynności? Co byś powiedział na to, że nagle lekarz myje pacjenta, pobiera krew, a Ty wypisujesz receptę? Czy nie zaburza się wówczas cała organizacja pracy i charakter zawodu?

      Wyobraź sobie taką sytuację. Przyznasz mi, że to pielęgniarki, póki co, zajmują się zmianą opatrunków na odleżynach i że lepiej się na tym znają niż lekarze, prawda? Wyobraź sobie, że w Twoim szpitalu panuje opieka zindywidualizowana. Każdy pielęgniarz ma swojego pacjenta. To Ty, pielęgniarz, jesteś odpowiedzialny za leczenie odleżyny u swojego pacjenta. To Ty kierujesz tym leczeniem u tego pacjenta. To Ty zmieniasz opatrunki i Ty podbijasz się pieczątką w karcie odleżyn.

      Nagle pierwszy, lepszy lekarz dyżurny miesza się w Twój zakres obowiązków i pod Twoją nieobecność postanawia, że zmieni leczenie odleżyny na inne i przykleja inny opatrunek, nie informując Cię o tym. Czy nie powstaje tu zamieszanie w procesie organizacji pracy, ponoszenia odpowiedzialności i procesie leczenia?

      A teraz wyobraź sobie, że jeden samochód prowadzi dwóch kierowców… Co się wówczas stanie? Niezła by to była masakra na drogach, prawda? Żeby sprawnie jeździć samochodem potrzebny jest i kierowca i od czasu do czasu mechanik i myjnia samochodowa. To uzupełnienie, gdzie każdy robi swoje zadanie dla tego samochodu sprawia, że jazda jest przyjemna i bezpieczna.

      No, ale może masz jakąś swoją wizję, swój scenariusz, jakby to wszystko z tymi receptami mogło wyglądać tak, aby wilk był syty i owca cała. Jeśli tak, to napisz mi ją w komentarzu – a nóż mnie przekonasz? Jestem osobą stanowczą, ale i otwartą, jeśli widzę, że „coś ma ręce i nogi” ;)

    • Oczywiscie ze za zwiekszeniem kwalifikacji powinno isc zwieksznie gratyfikacjii finanosowej. Nie wydaje mi sie ze zrownanie plac pielegniarek I lekarzy kiedys nastapi ale chodzi o zwieksznie plac dla pielegniarek ktore moga wypisywac recepty I maja wieksze kwalifikacje. Wezmy na przyklad peielgniarke anastezjologioczna z tytulem doktora (DNP, CRNA) ktora pracuje w moim szpitalu. Taka pielegniarka przeszla trzy i pol letnie studia po ukonczeniu ktorych moze intubowac I usypiac ludzi do zabiegow. Taka pielegniarka zarabia srednio 160,000.00$ przy przecietnych zarabkoach pielegniarek 70,000.000 i lekarza anastezjologa 250,000.00 Jak widac zarabia znacznie wiecj niz zwykjla pielegniarka a zarazem mniej niz lekarz – czyli jest oplacalna finansowo dla szpitala.

      Po drugie nie wydaje mis sie ze lekarze by sie zgodzili na mycie mpcjentow, ale rowniez pielegniarki z wyzszym wyksztalcneim nie powinny tego robic. Te czynnosci powinny byc wykonane przez opiekunki I pomoce pielegniarskie. Jak rokwniez nie uwazam zeby rejestrownaie pacjentow I “siedznie w okienku” nalezalo do pielegniarskich obowiazkow, od tego sa rejestratorki. Ale do poki pielegniarki same beda sie bronily przed zwiekszniem wlasnych obowiazkoz ich rola pozaostanie zredukowana do roli pomocy pielegniarskich I rejestrtorek.

      Jesli choszi o opieke zindywidualizowna, to nie znaczy ze jedna I ta sama osoba opiekuje sie pacjentem przez 24 godziny na dobe – bo to nie jest mozliwe. Chodzi o to ze jedna pielegniarka w ciagu swojej zmainy opiekuje sie dwoma pacjentami potem zdaje raport I ktos inny bierze pacjentow pod opieke. Ta pielegniarka ma za zadanie koordynowac opieke nad tym pacjetem a nie robic WSZYSTKO nie mowiac nic nikomy. Ma za zadanie wspolpracowac z lekarzem albo pielegniarka prowadzaca, rehabilitantem, assystentem pielegniarskim. Jesli ktos zmienia opatraunek to musi udekumentowac jaki opatrunek umiescil. Dokumentacja jest kluczem do sprawnej komunikacji zapewnienia ciaglosci opieki.

    • Oczywiście, również uważam, że w rejestracji powinna pracować rejestratorka, a nie pielęgniarka. I tak już jest w niektórych (głównie prywatnych) polskich placówkach. W wielu jednak „okienkach” pracują, niestety, pielęgniarki, które są od wszystkiego. Ciekawa jestem, jak właśnie w takich placówkach będzie wyglądało wypisywanie recept. No, ale o tym pewnie przekonamy się dopiero w 2016 roku, jeśli plan Ministra wejdzie w życie.

      Mam pytanie odnośnie pielęgniarki anestezjologicznej: jak piszesz, może ona intubować i usypiać pacjentów – jak to wygląda w praktyce? Czy rzeczywiście to robi na co dzień? Czy sama dobiera leki znieczulające i ustala ich dawkę, ustawia gazy i kontroluje przebieg znieczulenia, ewentualnie zleca sobie sama i podaje kolejne dawki leków usypiających i zwiotczających? Co w tym czasie robi lekarz? Czy jest z nią na sali? Kto jej asystuje podczas intubacji? I jakie są zatem zadania lekarza wobec tego pacjenta?

  9. NOWE WIEŚCI W SPRAWIE RECEPT: Właśnie wynalazłam na stronie Ministerstwa Zdrowia ważne dokumenty!!!

    1. Oto pierwszy – uzasadnienie celu wprowadzenia zmian: http://www.bip.mz.gov.pl/__data/assets/pdf_file/0004/16564/OSR-do-projektu-ustawy-o-zmianie-ustawy-o-zawodach-pip.pdf

    2. Pismo z Ministerstwa Zdrowia z prośbą o KONSULTACJE SPOŁECZNE w sprawie nowelizacji ustawy w kwestii recept. W piśmie podany jest mail, pod który należy wysyłać swoje uwagi: http://www.bip.mz.gov.pl/__data/assets/pdf_file/0005/16565/rozdz.-do-konsultacji-publicznych.pdf

    3. A tu link do projektu Ustawy podanego bezpośrednio na stronie Ministerstwa: http://www.bip.mz.gov.pl/__data/assets/pdf_file/0003/16563/projekt-ustawy-o-zmianie-ustawy-o-zawodach-pielegniarki-i-poloznej-wraz-z-uzasadnieniem.pdf

    • Pielegniarka anastezjologiczna moze I przewaznie jest jedya osoba opowiedzialna za przeprowadzenie anstezji podczs zabiegu. Lekarz anastezjelog nie musi byc obecny. Zazwyczaj jedyny lekarzem obecym podczs zabiegu jest chirurg. Po wykonaniu zabiegu lekarz przeprowadzjacy zabieg I pielegniarka anastezjologiczna razem podpisuja sie pod dokumentacja medyczna I razem biora odpowiedzialnosc. Pielegniarka anastezjologiczna wybiera i dawkuje leki. Ona/On wybira gazy, kontroluje caly przebieg znieczulenia. Podczas intubacji asystuje jej student, rezydent, albo technik anastezjologii. Poza blokiem operacyjnym pielegniarka anastezjologiczna moze przepisywac leki, przewaznie zajmuje sie w szpitlu leczniem bulu. Studia dla pielegniarek anastezjologicznych sa bardzo ciezkie I tylko “elita” dostaje sie na takie studia. Na studia doktorskie moga sie ubiegac pielegniarski po ukonczeniu czteroletnich studiow pielegniarskich (licencjat) ktore maja minimum dwa lata doswiadczania pracy w oddzialach intensywnej terapii. Program studiow obejmuje przrdmioty takie jak: zaawansowana fizjologia, zaawansowana patofizjologia I farmakologia, badania fizykalne, neurobiology, prace/projekt doktorski, zagadnienia prawne, pare klas z zakresu pielegniarsrtwa anastazjologiczznego I oczywiscie zajecia praktyczne.
      Studia z zakresu pielegniarstwa rodzinnego albo opieki geriatrycznej maja podobny przebieg ale skupiaja sie na innych dziedzinach medycyny. Na przyklad Rodzinna Pielegniarka Praktykujaca (Family Nurse Practitioner) ma wieksza wiedze w dziedzinie opieki nad pacjetami w srodowisku. Po ukonczeniu takiego ksztalcenia pielegniarka jest dobrze przygotowana do przepisywania recept , a badania wukazuja ze popelniaja tyle samo albo nawet mniej bledow medycznych niz lekarze.

      P.S.
      Bardzo przepraszam za bledy ortagraficzna i konstrukcyjne oraz za niescislosci jakie powstaly przy tlumaczniu.

    • Krzyś, literówkami się nie przejmuj. Bardzo dziękuję Ci za szczegółowy i konkretny opis tego, w jaki sposób pracuje u Was pielęgniarka anestezjologiczna. To z pewnością bardzo cenne informacje dla nas.
      U nas pielęgniarka anestezjologiczna asystuje podczas intubacji, podaje zlecone przez anestezjologa leki. Są razem na sali i razem podpisują się pod dokumentacją pacjenta.
      Podejrzewam, że ścieżka, o której piszesz wydaje się bardzo atrakcyjna dla części naszego środowiska.
      Wnioskuję też, że kształcenie jest u Was o wiele lepiej zorganizowane niż w Polsce. My musimy robić wiele kursów, otrzymujemy papierek, który często niczego nie zmienia.
      Pozostaje mi jeszcze jedno pytanie odnośnie pielęgniarki anestezjologicznej: wychodzi na to, że wykonuje ona u Was te czynności, które u nas wykonuje anestezjolog (w przypadku znieczulenia ogólnego). A co w przypadku znieczulenia zewnątrzoponowego, podpajęczynówkowego i miejscowego? Jaki jest w tym wypadku podział zadań?

    • I drugie pytanie, które nurtuje mnie w tej kwestii: wynika z tego, że pielęgniarka anestezjologiczna wykonuje te czynności, które u nas należą do lekarza anestezjologa. Jakie zatem czynności u Was wykonuje lekarz anestezjolog?

  10. Odnośnie punktu 4 jest trochę bardziej skomplikowana sprawa. Po przeczytaniu uzasadniania do ww. ustawy, wnioskuję, że osoby, które obecnie są w trakcie studiów pielęgniarstwa będą miały rozszerzony program z zakresu farmakologii (w uzasadnieniu jest napisane, że będzie niezbędna zmiana ustawy o szkolnictwie wyższym) i te osoby nie będą musiały robić kursu. A wszystkie pozostałe, które ukończyły studia 5, 10 czy 15 lat temu, będą musiały zrobić kurs, mimo, że miały farmakologię w trakcie nauki, bo tak naprawdę trudno jest ustalić kto, kiedy i jak bardzo miał rozbudowany ten program. A nie czarujmy się- nauki medyczne, także farmacja jest to bardzo dynamiczna dziedzina i z roku na rok jest syntetyzowanych mnóstwo nowych leków i substancji farmakologicznych, więc wiedza sprzed kilku czy kilkunastu lat szybko się dewaluuje. Taka jest moja interpretacja, ale ktoś może widzi to inaczej, bo nie wiem „co autor miał na myśli”.

  11. Pani Moniko, pani artykuły czytam z przyjemności, ale zdziwiło mnie Pani zdanie w poprzednim wpisie, że podział kompetencji jest po to, byśmy były o siebie zazdrosne. Odebrałam to, może nie słusznie, jako prowokację do wzajemnego obrzucania się komentarzami. Jeżeli ktoś nie chce kontynuować edukacji nich wykonuje to co dotychczas i niech nie będzie zazdrosny. To nie jest tak , że rozszerzenie kompetencji to tylko więcej obowiązków, część obowiązków pielęgnacyjnych przejmują opiekunki.
    Mnie osobiści ucieszyło, że wreszcie coś drgnęło w sprawie pielęgniarstwa i ministerstwo myśli o rozszerzeniu naszych uprawnień zawodowych zgodnie z wykształceniem. Obecnie jest tak, że kończymy kolejne stopnie dokształcania i nic z tego nie wynika. Awanse w pielęgniarstwie są tylko na stanowiska oddziałowych, przełożonych lub naczelnych. Pozostałe pielęgniarki dokształcają się, ale ciągle są „starszymi pielęgniarkami” z tym samym zakresem uprawnień ( omawiane już wcześniej rozporządzenie z 2007 r.). Jeżeli chodzi o recepty, to nie myślę o szpitalach lecz bardziej o pielęgniarstwie środowiskowym, opiece długoterminowej, domach opiekuńczych. Nawiązuję do przykładu z leczeniem ran przewlekłych, jeżeli zajmują się tym pielęgniarki, powinny też one zgodnie ze swoją wiedzą ordynować leczenie i mieć możliwość wypisywania recept na odpowiednie opatrunki i leki. Uważam też, że pielęgniarki które mają ukończone studia magisterskie z pielęgniarstwa( tam gdzie studiowałam na magisterce była farmakologia kliniczna) i specjalizacje, powinny mieć możliwość wypisywania recept na niektóre leki, szczególnie dla osób przewlekle chorych. Wzrost kompetencji może otworzyć nam drogę do negocjacji o wyższe zarobki, bo odwrotnie to chyba nie zadziała. To prawda, że „odgapianie” wszystkiego z zachodu nie sprawdza się u nas, ale w naszym pielęgniarstwie nie dzieje się dobrze, więc chyba powinniśmy korzystać ze sprawdzonych przykładów. Podobają mi się powyższe wpisy Krys.

    • Pani Danuto, cieszę się, że artykuły się Pani podobają i również bardzo się cieszę, że napisała Pani, że coś się Pani nie podoba, zamiast zdusić to w sobie. Na tym własnie polega efektywna komunikacja, abyśmy mówili o swoich odczuciach, wyrażali szczerze swoją opinię… I umieli przyznać się do błędów – przyznaję Wam rację – faktycznie, forma mojego przekazu w poprzednim komentarzu, mogła być drażniąca i niedoprecyzowana. Dziękuję, że wraz ze Studentką zwróciłyście mi na to uwagę. Faktycznie, tamten komentarz, napisałam pod wpływem emocji, wynikających właśnie z kłótni pielęgniarek na portalu Pana Mielcarka (których to kłótni nie znoszę, a na tym portalu takie kłótnie i wzajemna zazdrość pielęgniarek to codzienność). Może właśnie forma przekazu Pana Mielcarka je do tego „podjudza”?

      Odnośnie farmakologii – na moich studiach magisterskich jej nie było wcale – jak widać istnieją różnice programowe. Poza tym na studiach mgr nie uczyłam się również zasad wypisywania recept na leki, refundacji i ogólnie, zasad prowadzenia leczenia. Podejrzewam, że na Pani uczelni było podobnie. Czy może się mylę? Farmakologia na licencjacie, uważam, że była na zbyt niskim poziomie, bym mogła czuć się na siłach, by samodzielnie i dobrze leczyć. Nie była ukierunkowana na prowadzenie leczenia. Bo wtedy nie było mowy o tym, że pielęgniarka ma leczyć. Miałyśmy, i jeszcze mamy, uczestniczyć w leczeniu lekami poprzez realizację pisemnych zleceń lekarskich.

      Dlatego podział proponowany przez Ministerstwo zirytował mnie, gdyż nie widzę tu związku programu kształcenia z obowiązkami, które miałybyśmy wykonać. I dlatego uznałam, że może być tylko źródłem kłótni w naszym środowisku.

      Ja też jestem wdzięczna Krzysiowi i innym osobom, które w swoich komentarzach opisały, jak wygląda praca pielęgniarki za granicą. Z ich komentarzy wynika jednak, że aby wprowadzić identyczny pomysł u nas, musimy najpierw odpowiednio przygotować do tego polski grunt. Samo wprowadzenie, nawet bardzo ciekawej innowacji z Zachodu, na nieprzygotowanym do tego gruncie, może okazać się bardzo niekorzystne.
      Poza tym, nie chciałabym, aby zawód pielęgniarki stracił na swej istocie, a zastąpił lekarza czy felczera, ale by zyskał większe uznanie właśnie dlatego, że jesteśmy pielęgniarkami (jak to zrobić – piszę już o tym nowy artykuł na czwartek ;))

      Pomysł z wypisywaniem recept na środki pielęgnacyjne i opatrunkowe również wydaje mi się korzystny i również widzę go w kompetencjach pielęgniarki środowiskowej. Może taka pielęgniarka mogłaby wypisywać też recepty na np. insulinę?

      Po poniższej dyskusji z Wykładowcą Akademickim, przyznam też, że sam pomysł z wypisywaniem skierowań do specjalistów przez pielęgniarkę bardzo mi się podoba. Tyle tylko, że póki co, tak jak napisałam w poniższym komentarzu, w obecnym toku kształcenia nie uczyłam się zasad udzielania skierowań do specjalistów. Ale myślę, że wystarczyłby tu pielęgniarce na prawdę krótki, acz konkretny, kurs specjalistyczny. Docelowo można by było zmodernizować tok kształcenia i wrzucić takie zagadnienie w program studiów magisterskich. Ja bym tę czynność przyporządkowała jednak najbardziej pielęgniarce środowiskowej – i wrzuciła to zagadnienie w program specjalizacji z pielęgniarstwa rodzinnego.

      To, co jeszcze mnie irytuje to fakt, że cała ta rewolucja robiona jest nie po kolei. Najpierw Pan Minister przedstawia swój plan, nie konsultując go z naszym środowiskiem. Przedstawia go w postaci jednego zdania (http://www.mz.gov.pl/aktualnosci/minister-zdrowia-przedstawil-propozycje-skrocenia-kolejek), które rodzi wiele pytań. Mówi również o lekarzach rodzinnych, których kompetencje planuje rozszerzyć i ich za to premiować, a o premiowaniu nas „cicho sza”. Potem mówi, że pielęgniarkom nie potrzebne są kursy w tym zakresie, bo są do tego świetnie przygotowane: http://natemat.pl/96807,pielegniarki-beda-wypisywac-recepty-od-2016-roku-ale-nie-przejda-zadnych-szkolen-to-nieporozumienie. Tak, jak pisałam wcześniej, nie jesteśmy przygotowane, bo do tej pory nie miałyśmy tego w programie nauczania, a Ustawa nas do tego nie zobligowywała. Potem Ministerstwo tworzy Ustawę z podziałem, który moim zdaniem nie jest adekwatny do obecnego poziomu nauczania na żadnym etapie kształcenia.

      W dodatku, nadal nie wiadomo, jakie leki miałybyśmy przepisywać, a chciałabym, abyśmy miały na to wpływ. Nadal nie wiadomo, jak to będzie wyglądało w praktyce (jaka jest wizja i scenariusz) i jaki jest plan wynagradzania nas w tym zakresie.

      Dlatego postanowiłam, że chcę przeprowadzić wywiad z Panem Ministrem, chcę uzyskać odpowiedzi na te pytania. W poniedziałek lub wtorek zadzwonię i/lub wyślę zapytanie drogą mailową. Nie obiecuję, że uda mi się przeprowadzić ten wywiad, bo nie wiem, czy Pan Minister zechce ze mną, zwykłym obywatelem, na ten temat rozmawiać. Uważam jednak, że jako obywatel „w temacie”, któremu zależy na tym, aby cały ten plan miał „ręce i nogi” mam prawo pytać, a Ministerstwo powinno tę inicjatywę docenić i włączyć się do dyskusji.

  12. Wklejam mój komentarz jeszcze raz, bo dziwnym trafem zniknął.

    Dzień dobry!
    Myślę, że opór przed wystawianiem recept wynika ze strachu przed usamodzielnieniem się zawodowym i naprawdę mierną wiedzą pań, które niejednokrotnie nie uzupełniły wykształcenia do poziomu licencyjnego. Tym faktycznie nikt nie proponuje rozszerzenia uprawnień (jakich? Toaleta?). Natomiast co do pań z tytułem magistra, specyfika kształcenia zakłada, że w przeciwieństwie do licencjata, który wie, że musi zrobić coś co zlecił lekarz, magister wie również dlaczego.Wiedza UNIWERSYTECKA odpowiada wykształceniu felczera i jeśli poważnie traktujesz studia, to zajęcia kliniczne w teorii i praktyce, farmakologia i badanie fizykalne m.in. przygotują tu zaznaczam tylko- magistrów – do tego by kontynuować leczenie zaordynowane przez lekarza, samodzielnie przeprowadzić wywiad przedlekarski, zinterpretować podstawowe badania i zdecydować o skierowaniu do specjalisty. Znam wiele fantastycznych, inteligentnych i bardzo dobrze wykształconych pielęgniarek, dla których partnerstwo w zespole, to nie tylko być na „ty” z doktorem. Pochodzę z rodziny lekarskiej i mam ścisły kontakt ze środowiskiem lekarzy o otwartych umysłach, którzy chętnie i z zaufaniem chcą współpracować z paniami, które ukończyły wyższe studia bardzo często na tych samych uniwersytetach, czerpiąc wiedzę z ust tych samych wykładowców.
    Drugim aspektem jest to, że środowisko pielęgniarskie będzie musiało się rozwarstwić ze względu na różnice w wykształceniu, to jest normalny i dobry proces. Każdy ma prawo do własnego rozwoju i jeśli tylko chce, do kształcenia, by te różnice niwelować. Myślę jednak , że to dzieli środowisko pielęgniarskie, jest przedmiotem zazdrości, bo lepsze wykształcenie to wyże kompetencje i uprawnienia. Na koniec dodam, że w świecie współczesnej medycyny, pielęgniarka to nie jest już personel średni w zespole terapeutycznym, to samodzielny członek tegoż zespołu. Nie należy bać się tej samodzielności, jesteście w większości na nią gotowe. Specyficzny tok kształcenia oraz fakt posiadania izby pielęgniarskiej sprawia, że ten zawód jest profesją. Oznacza to, że tak przygotowanej pielęgniarki nikt wzięty z ulicy nie podmieni. pozdrawiam

    • Witam,

      Pana komentarz nie zniknął – wkleił go Pan wcześniej pod innym artykułem, również dotyczącym recept: http://biznurse.pl/samodzielnosc-zawodowa/czy-pielegniarki-powinny-wypisywac-recepty. Jeśli jednak nadal komentarz nie wyświetla się Panu, proszę nacisnąć na klawiaturze Ctrl i jednocześnie literkę R – był swego czasu właśnie taki problem z blogiem, że niektórym osobom nie wyświetlały się komentarze i naciśnięcie tych klawiszy odświeżało stronę (chociaż ostatnio nie było już tego problemu).

      Bardzo się cieszę, że ma Pan pozytywne zdanie o pielęgniarkach kończących studia magisterskie, docenia ich wiedzę, a także podkreśla samodzielność zawodu.

      Sama ukończyłam studia magisterskie z pielęgniarstwa i uważam, że moja wiedza dzięki temu znacznie wzrosła, a opieka nad pacjentem zyskała na jakości.

      Nie zgodzę się jednak z Panem, że w toku mojego kształcenia byłam przygotowywana do tego, by kontynuować leczenie zaordynowane przez lekarza. Zgodnie z dotychczasową Ustawą, do moim obowiązków (niezależnie od wykształcenia) należy podawanie leków na pisemne zlecenie lekarza. Nie uczyłam się również na studiach zasad udzielania skierowań do specjalistów. Co do przeprowadzenia wywiadu, owszem, uczyłam się przeprowadzać wywiad, ale pielęgniarski, a nie przedlekarski. Wszystko w pielęgniarstwie kręci się bowiem wokół procesu pielęgnowania.

      Nie zgodzę się również, że studia magisterskie odpowiadają wykształceniu felczera. „Felczer (z niem. Feldscher (chirurg polowy) z szw. fältskär (chirurg polowy, wykonujący proste zabiegi)) to zawód pomocniczy uprawniający do świadczenia pomocy medycznej chorym. Kwalifikacje felczera są niższe niż kwalifikacje lekarza. Nie wymaga się od niego ukończenia wyższych studiów medycznych, a jedynie szkoły średniej (np. liceum felczerskiego) i zdobycia odpowiednich kwalifikacji na poziomie średnim.” (źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Felczer). Wg słownika języka polskiego, felczer to „pracownik służby zdrowia uprawniony do wykonywania prostszych czynności LEKARSKICH.” Magister pielęgniarstwa to nadal pielęgniarka, tyle że posiadająca większy zakres wiedzy. Ja, oczywiście, jestem ZA podziałem kompetencji w zależności od ukończonego kształcenia. Ważne jest jednak, by podział ten był zgodny z programem kształcenia.

    • Przyznam jednak, że sam pomysł z wypisywaniem skierowań do specjalistów przez pielęgniarkę bardzo mi się podoba. Tyle tylko, że póki co, tak jak napisałam wcześniej w obecnym toku kształcenia nie uczyłam się zasad udzielania skierowań do specjalistów. Ale myślę, że wystarczyłby tu pielęgniarce na prawdę krótki kurs specjalistyczny. Docelowo można by było zmodernizować tok kształcenia i wrzucić takie zagadnienie w program studiów magisterskich. Ja bym tę czynność przyporządkowała jednak najbardziej pielęgniarce środowiskowej – i wrzuciła to zagadnienie w program specjalizacji z pielęgniarstwa rodzinnego.

    • Uważa Pan(ani),że pielięgniarki po 5 letnim liceum medycznym 30,20,10 letnim stażem mają mierną wiedzę na temat swojej pracy???!!!To albo nie ma Pan pojęcia o czym pisze albo jest to prowokacja,ponieważ ukończyłam właśnie wspomniane LM i mam trochę lat przepracowanych i nie uwarzam,że mam mierną wiedzę na temat mojej pracy i mogę wypisywać recepty zupełnie się tego nie boje,ale tylko nam dokłada się obowiązków a zastanawia się nad zmniejszeniem wynagrodzenia i głownie o to chodzi,potrafię pracować samodzielnie za to spotkałam parę osób po szkołach wyższych które zastanawiały się jak podać basen nie mówiąc o przeliczaniu gramatury leków,oczywiście nie jest to regułą ale takie osoby spotykałam częściej,niestety.Uważam,że praktyki młodych pielęgniarek to jakaś porażka,snują się po oddziale,siedzą w dyżurce mało zainteresowane swoją przyszłą pracą,jak ja odbywałam praktyki miałam nadzór,z każdej czynności byłam przepytana musiałam pisać raport z opieki nad chorym,wejscie do dyżurki było tylko wtedy jak chciałam się o coś zapytać,cały czas poświęcało się choremu .Teraz tylko nieliczne dziewczyny są zainteresowane pracą jaką wykonujemy niestety my nie mamy ani uprawnień ani często czasu żeby taką osobę prowadzić za rączkę ot taka mała różnica w kształceniu pielęgniarek.A co do zazdrości to;))))rozbawił mnie Pan(i) proszę podać choć jeden przykład czynności jaką mogą i robią osoby z wykształceniem licencjackim lub magisterskim czego nie mogę robić ja,szeregowa pielęgniarka po LM.Czego niby mam zazdrościć wydanych pieniędzy na uczenie się tego samego?Zaliczaniu praktyk często po nocach?Zarwanych wolnych dni od pracy kosztem rodziny?No i najważniejszego dodatku do wypłaty jeszcze niedawno było 70 zł czy nawet 50 zł;)Tak jest czego zazdrościć

  13. Pani Moniko,
    Przepraszam za parę dni zwłoki z odpowiedzią ale byłem dość zajęty. Na szczęście udało mi się rozszyfrować jak używać polskich znaków ☺ Jeśli chodzi o pielęgniarki anestezjologiczne to są one przygotowane do przeprowadzania wszystkich rodzajów znieczuleń, również zewnątrzoponowego, podpajeczynówkowego i miejscowego. Ich uprawnienia są niemal identyczne co lekarzy anestezjologów, i w czasie gdy pielęgniarka anestezjologiczna znieczula pacjenta do zabiegu, lekarz anestezjolog jest w drugim pokoju operacyjnym i przeprowadza inny zabieg. Zazwyczaj lekarze i pielęgniarki anestezjologiczne pracują razem w „grupach” i są wynajmowani przesz szpitale albo jednostki które ich usług potrzebują. Oczywiście jeśli piel. anastez. Nie czuje się na silach to przygotować pacjenta to zabiegu bajpasów albo operacjami na otwartym sercu nie musi tego robić. Zazwyczaj chirurg który przeprowadza operacje wybiera sobie osobę która przeprowadzi zabieg.
    Jeśli chodzi o zorganizowanie kształcenia to musze powiedzieć ze nie jest tak super zorganizowanie. Tutaj tez pielęgniarka potrzebuje tysiąca świstków i szkoleń do wykonywania pracy. Na przykład ja musze co dwa lata odnawiać kurs pierwszej pomocy (BSL)i zaawansowanych zabiegów ratowania życia (ACLS). Co trzy lata musze odnawiać certyfikat na specjalizacje w intensywnej opiece, musze udowodnić ze pracowałem i pracuje z pacjentami krytycznie chorymi i ze w ciągu trzech lat przeszedłem minimum 100 godzin dokształcania. Kształcenie w Polsce na poziomie licencjata (BSN) nie rożni się drastycznie od kształcenie w US. Sam ukończyłem studia w Polsce i czuje się dobrze przygotowany do pracy za granica. Oczywiście pierwszy cykl kształcenia to nie wszystko, i trzeba w Polsce rozwijając specjalizacje i kształcenie na poziomie magistra i doktora.
    Wracając do tematu, myślę ze umożliwianie piel. przepisywania podstawowych leków jest ważne i przyczyni się do rozwoju wiedzy i praktyki pielęgniarskiej , oraz prestiżu zawodu. Jak to mawiała jedna z moich wykładowczyń: „rozwój zawodu jest ewolucja a nie rewolucja” i potrzebna jest zmiana pokoleniowa w pielęgniarstwie żeby ta ewolucja mogła nastąpić. Myślę ze zmiana kształcenia pierwszego stopnia dla pielęgniarek ze szkol policealnych do studiów licencjackich i upowszechnienie studiów magisterskich było kamieniem milowym w Polskim pielęgniarstwie. Zezwolenie przepisywania leków również przyczyni się do rozwoju kompetencji, otworzy nowe możliwości, i ulepszy kształcenie. Myślę ze jest to następny krok w ewolucji zawodu pielęgniarskiego.
    Krzys

    • Krzyś, dziękuję Ci bardzo za szczegółowy opis kompetencji pielęgniarki anestezjologicznej w UK.

      Wynika z tego, tak, jak napisałeś, że uprawnienia pielęgniarki anestezjologicznej są niemal identyczne co lekarzy anestezjologów. Pojawiają się zatem pytania: 1. Dlaczego taka pielęgniarka nie zarabia dokładnie tyle samo, co anestezjolog? Tak, jak napisałeś, taka pielęgniarka zarabia średnio 160,000.00$ przy przeciętnych zarobkach lekarza anestezjologa 250,000.00$. Uważam, że skoro wykonuje dokładnie taką samą pracę, powinna zarabiać dokładnie tyle samo.
      2. Druga kwestia – pielęgniarka przestała tutaj być pielęgniarką, a stała się po prostu lekarzem anestezjologiem (skoro wykonuje takie same czynności jak on). Czy jest to zatem umocnienie istoty zawodu pielęgniarki czy pójście w innym kierunku?

      Moim zdaniem, ta pielęgniarka powinna nosić tytuł anestezjolog, a nie pielęgniarka anestezjologiczna.
      Rozumiem, że wykonywanie znieczulenia może być interesujące (sama jestem pielęgniarką anestezjologiczną). Dlatego nie chcę zamykać drogi komuś, kto marzy o tym, by wykonywać czynności anestezjologa. Uważam jednak, że takie osoby powinny zostać lekarzami i pozwolić sobie na zarobki, które zarabiają lekarze. Jak sam wcześniej napisałeś: „Nie wydaje mi się, że zrównanie płac pielęgniarek I lekarzy kiedyś nastąpi.” Można więc wysnuć wniosek, że pielęgniarka nigdy nie będzie zarabiać tyle, co lekarz, nawet jeśli będzie wykonywać takie same czynności jak on, z równą mu skutecznością, tylko dlatego, że jest z tytułu pielęgniarką, a nie lekarzem. Czy to nie śmierdzi wyzyskiem? Fakt, pielęgniarka anestezjologiczna, jak podałeś zarabia więcej niż zwykła pielęgniarka. Ale dlaczego ma nie pozwolić sobie na takie zarobki jak lekarz?

      Uważam, że jeśli ktoś studiował pielęgniarstwo, a czynności pielęgniarskie mu nie odpowiadają, interesuje się natomiast czynnościami lekarskimi, to powinien móc pójść w tym kierunku i oprócz tytułu „pielęgniarka” zyskać osobny tytuł „lekarz”. Uważam, że studia lekarskie dla pielęgniarek z mgr powinny trwać znacznie krócej, np. podyplomowo (w ciągu dwóch czy trzech lat), wszak pielęgniarki mają już dużą wiedzę medyczną, nie powinny zatem startować od zera) – wówczas podążanie za marzeniami staje się możliwe i łatwiejsze, a te dwa zawody wzajemnie się nie mieszają.

      Jestem za tym, aby prestiż zawodu pielęgniarki wzrósł w jego istocie, w tym, kim pielęgniarka JEST, a nie dzięki temu, że staje się ona coraz bardziej lekarzem, czyli kimś innym. Dlatego nie rozszerzałabym kompetencji pielęgniarki w kierunku lekarza, a raczej umacniała te, które już posiadamy, które są istotą naszego zawodu. Podkreślałabym odrębność i odmienność naszego zawodu od zawodu lekarza. A tym dwóm zawodom pozwoliłabym na wzajemne uzupełnianie się, ale nie na zastępowanie. W tych naszych kompetencjach doszukuję się bowiem prestiżu (artykuł na ten temat już jutro na blogu ;))

  14. Pani Moniko,
    Dziękuje za szybka odpowiedz. Male sprostowanie, ja nie mowie o sytuacji pracy pielęgniarki U.K. ale w U.S.A.
    Jeśli chodzi o wykonywanie zadań lekarza to nie jest to jednoznaczne. Tak częściowo pielęgniarki i lekarze wykonują te same zadania i ich kompetencje się przenikają. Nie nazwałbym tego jednak „zastępowaniem” siebie a raczej współpraca pomiędzy profesjami. Musimy pamiętać ze pielęgniarstwo to tez medycyna studiowana z innej perspektywy, i nie unikniemy częściowego przenikania się w kompetencji. I nie chodzi o zabieranie lekarzom kompetencji ale o współprace która pozwoli na lepsza opiekę nad pacjentem. Tak uważam ze lekarze są lepiej przygotowani do diagnozowania schorzeń medycznych i leczenia, natomiast pielęgniarki maja większa wiedze w innych dziedzinach. Przykładem jest opieka paliatywna. Osobiście pracuje z doktorem pielęgniarstwa, która jest na czele zespołu opieki paliatywna w moim szpitalu i ma pod sobą paru lekarzy. Ona sama może przepisywać leki i w związku z tym, ze jest pielęgniarka i ma większa „hands on” wiedze i umiejętności na temat opieki nad pacjentem obłożnie chorym dowidzi całym zespołem. Zaskakuje mnie to ze nawet lekarze nie mówią ze „zastępuje ich w kompetencjach”. Dlaczego wiec same pielęgniarki nadają sobie tytuł „zastępczyń” lekarzy ?
    Lekarz anestezjolog zarabia więcej ponieważ przed skończeniem specjalizacji anestezjologicznej ukończył studia lekarskie a pielęgniarka krótsze studia pielęgniarskie. Lekarze są odpowiedzialni za diagnozowanie chorób medycznych a pielęgniarki nie mogą diagnozować. Poza tym jak napisałem wcześniej lekarz przeprowadzający zabieg/operacje po zakończeniu operacji również podpisuje się pod dokumentacja anestezjologiczna i razem z pielęgniarka anestezjologiczna biorą odpowiedzialność za znieczulanie. W przypadku znieczulenia przez lekarza anestezjologa, taka procedura jest pominięta. Dlatego są takie różnice w zarobkach, które nie są aż tak znaczące.
    Nie chciałbym widzieć ograniczania praktyki pielęgniarskiej do wypisywania pielucho majtek i opatrunków. Jeśli uznamy ze przepisywanie tych dwóch produktów należy wyłącznie do pielęgniarek, czy zabronimy nagle lekarzom ich przepisywania? bo „zastępują pielęgniarki”? Nie wydaje mi się. W dodatku uważam ze podstawowe zasady leczenia i działania leków nie jest aż tak skompilowane. Jest parę grup leków kardiologicznych, antybiotyków, i oczywiście leków przeciwbólowych i psychotycznych których działania nie są obce dla pielęgniarek. Nie róbmy wic z wiedzy medycznej i lekarzy jakiś magików którzy posiadają tajemnice skrywane przed pielęgniarkami i cały światem – nie te czasy.
    Musimy sobie uzmysłowić, ze możliwość przepisywania leków, skierowań, i zabiegów nie jest nowością dla światowego pielęgniarstwa, a Polski rząd przeprowadza jakiś „experyment” na skale międzynarodowa. W Ameryce, Kanadzie, Australii pielęgniarki z zaawansowanym wyksztalceniem medycznym wypisują leki od lat 70-tych ubiegłego stulecia. Umożliwienie pielęgniarką takich działań przyczyniło się do obniżenia kosztów opieki medycznej i ulepszenia opieki nad pacjentem. Jest to potwierdzone badaniami, wic nie brońmy się przed tym, i pozwólmy na prawdziwa współprace pomiędzy profesjami. I nie starajmy się wynaleźć ponownie kola.
    Krzys

    • Myślę, że Pan Krzyś ma rację. Tak jak mówi, nie unikniemy przenikania się kompetencji pomiędzy lekarzami, pielęgniarkami, rehabilitantami i innymi profesjami medycznymi, ponieważ wspólnie pracujemy dla jednego pacjenta.I praktycznie nie da się całkowicie wydzielić, że ta kompetencja należy tylko i wyłącznie np. do dietetyka, bo pielęgniarka również udziela porad odnośnie diety w schorzeniach, również lekarz może udzielić tego typu porad. Ważne żeby te porady, których udzielamy były profesjonalne i oparte na sprawdzonej wiedzy medycznej a nie znalezionej w kolorowych gazetach czy internecie (tam artykuły piszą często nie-profesjonaliści i niekoniecznie muszą one być zgodne z prawdziwą wiedzą medyczną).Tak jak napisałam- te kompetencje będą się przenikać i nigdy nie oddzielimy tego, że to jest „lekarskie” a to jest „pielęgniarskie”Zresztą nawet wśród pielęgniarek, w zależności od tego gdzie pracują, te kompetencje się różnią. Ja, pracując obecnie w Poradni Specjalistycznej,nie potrafiłabym pójść na blok operacyjny i instrumentować do zabiegu operacyjnego.Z kolei pielęgniarka, która pracuje na bloku nie potrafiłaby z marszu przyjść do mojej poradni i zrobić np. spirometrię na moim programie komputerowym lub immunoterapię swoistą, bo tam jest inna specyfika pracy. każda z nas pracując w określonym miejscu, nabywa doświadczenie, ale również kompetencje, związane z konkretnym miejscem pracy.Dlatego, pracując jako pielęgniarki, także mamy różne kompetencje, nazwałabym je „specyficzne dla miejsca pracy” i, sądzę, że jeśli w którejś z dziedzin pielęgniarstwa pomocne byłoby wypisywanie niektórych leków przez pielęgniarki, to nie należy odbierać im drogi do rozwoju w tym właśnie kierunku. Tym bardziej, że w opiece długotermin. i środowiskowej jest b. dużo pacjentów leżących w domu i nie przychodzą do lekarza przez wiele m-cy czy lat, a pielęgniarka ich odwiedza i ma z nimi kontakt, może ocenić ich stan i łatwiej jej to zrobić niż lekarzowi, który pacjenta nie widzi. Poza tym, jak mówi rozporządzenie, ma być to uprawnienie do wypisywania recept, a nie obowiązek.To uprawnienie daje jedną z dróg rozwoju dla pielęgniarek, jedne zostają kierownikami, inne oddziałowymi, inne zajmują się szkoleniem, jeszcze inne wolą bardziej techniczne i instrumentalne czynności i pracują np. na bloku operacyjnym, inne wolą opiekę paliatywną.Także w zależności od tego gdzie pracujemy, przeważają kompetencje instrumentalne, gdzie indziej edukacyjne, pielęgnacyjne lub istotne jest wsparcie emocjonalne czy duchowe, a w niektórych obszarach istotne jest wypisywanie niektórych leków przez pielęgniarki,więc zamykanie tej drogi chyba nie ma sensu.

    • Krzyś, dziękuję za sprostowanie. Tak, mówiłeś o pracy pielęgniarki w USA. Wcześniej czytałam komentarz Studentki, która opisywała pod moim poprzednim artykułem pracę pielęgniarki właśnie w UK i dopuściłam się niechcący pomyłki. Dziękuję, że zwróciłeś na to uwagę.

      Zgodzę się, że nasze zawody: lekarza, pielęgniarki, dietetyka, psychologa i rehabilitanta się niejako przenikają. Uczymy się nieraz tych samych rzeczy, więc i wiemy to samo. Istotna jest dla mnie tutaj jednak różnica pomiędzy tym, czym są kompetencje, a tym, czym są obowiązki.

      Uważam, że każdy powinien mieć przydzielony swój zakres obowiązków. Dla przykładu: z mojego własnego życia zawodowego: na oddziale prowadzona jest książka ruchu chorych. Jest „niby” powiedziane, że ma ją uzupełniać lekarz (i tak też pisze na tej książce – pieczęć i podpis lekarza). Jednak na drodze mieszania się kompetencji doszło do tego, że nieraz tę czynność wykonywały pielęgniarki. Dlaczego? Bo przecież, co to za problem?- Pielęgniarka też to potrafi / Bo lekarz zapomniał uzupełnić książkę, a zanim go pielęgniarka do tego zmobilizuje, to już przecież sama szybciej to zrobi / Bo lekarz akurat robi w tym czasie coś innego – to przecież pielęgniarka może to zrobić, jak akurat ma wolną chwilę, prawda? I tak, nie mając wydzielonej osoby odpowiedzialnej za to zadanie, raz robi to pielęgniarka, a raz lekarz. Obowiązki się tu przenikają. I co się dzieje? Książka bardzo rzadko jest uzupełniana, bo nie ma konkretnie jednej osoby odpowiedzialnej za to działanie (rozumiem, że w pracy nie można być 24 h/dobę, ale chodzi mi o to, że można wyznaczyć, że zawsze zajmuje się tym lekarz, który akurat danego dnia ma dyżur). Jak jest nie zrobione na bieżąco, to potem trzeba uzupełniać wstecz. Uwierzcie mi, nikt tego nie lubi robić, bo wtedy z odszukaniem schowanych już dokumentów i uzupełnieniem większej ilości rubryk wstecz, schodzi duuużo więcej czasu niż jakby się to robiło na bieżąco, a w dodatku dlaczego mam uzupełniać coś za kogoś innego, jak mnie nie było wtedy na dyżurze? Takich przykładów można by mnożyć wiele (obserwuję ich naprawdę sporo).

      Kolejny przykład: niedawno wybrałam się do innego ginekologa niż zwykle. Mimo że ja sama byłam temu przeciwna, bo uważam, tak jak wcześniej napisałam, że kierowca od danego zadania musi być jeden, bo będzie karambol, gdy wsadzimy dwóch kierowców do tego samego auta, to jednak dałam namówić się mężowi. Wpływ też zapewne wywarła na mnie ostatnia reforma receptowa, która twierdzi, że przecież jeden lekarz może ordynować leczenie, a druga osoba (pielęgniarka) może to leczenie kontynuować i zlecać temu pacjentowi część badań, a nawet ordynować część leków. Niektórym pomysł ten się podoba, więc pomyślałam, że będzie to okazja do przetestowania go.

      Dlaczego w mojej głowie w ogóle zrodził się pomysł pójścia do innego lekarza? Bo w tej placówce mogłam zrobić badania bezpłatnie dzięki posiadanej od kilku dni karcie z firmy mojego męża, dzięki której mam pakiet w prywatnej placówce gwarantujący mi bezpłatny dostęp do różnych specjalistów. Chciałam więc z niej skorzystać i zrobić sobie bezpłatnie badania krwi (chodziło o morfologię, mocz, potas i magnez – powiedzielibyście, że z powodzeniem mogłaby wystawić na nie skierowanie pielęgniarka, prawda?). Chciałam zatem, po prostu, zaoszczędzić pieniądze na badaniach (a podczas oczekiwania na dziecko pieniądze się rozchodzą w tempie ekspresowym, więc przyznacie, że jeśli można zaoszczędzić, to dlaczego nie?) Ale, jak się okazało, aby móc zrobić sobie te badania, lekarz z tej placówki musiał mi dać skierowanie na te badania. Niestety, nie mogłam ich sobie zrobić „sama z siebie”, tak jak to robię całkiem prywatnie. I wydawałoby się – co za problem – w myśl naszej nowej ustawy, nawet pielęgniarka mogłaby te badania zlecić. Ta lekarka, do której poszłam, pierwszy raz widziała mnie na oczy i się przestraszyła. Stwierdziła, że za mało przytyłam w ciąży i że ma za mały brzuch. Chciałam ją przekonać, że niecały tydzień temu byłam w szpitalu na KTG i robili mi tez tam USG i wszystko jest jak najbardziej w normie, a mój mały przyrost wagi wynika z tego, że jestem kobietą aktywną (regularnie uprawiał sport przeznaczony specjalnie dla kobiet w ciąży, a jedząc, kierowałam się głową, a nie zachciankami (zresztą nie miałam ich). Poza tym ja mam naprawdę szybką przemianę materii – wszyscy, którzy mnie znają dziwią się, że mogę dużo jeść, a nie tyję (bo ja jem regularnie co 3 godziny i dzięki temu to tak wszystko sprawnie hula). Mój przyrost wagi to zatem tylko waga ciążowa, ja po prostu się w ciąży nie utuczyłam. Ale ta lekarka widziała mnie pierwszy raz na oczy, nie wiedziała, czy ja mówię prawdę, czy kłamię. Wydruku ostatniego USG ze szpitala nie dano mi do ręki (abym mogła jej to udowodnić), tylko schowano u siebie w dokumentacji. Ona USG w gabinecie nie miała – nie mogła więc do końca sama mnie zdiagnozować. W dodatku jednorazowo wyszło mi u niej ciśnienie 140/100 mmHg (dodam, że idąc do niej okropnie kichałam i smarkałam po drodze, bo mam alergię na pyłki i akurat mi się to wtedy bardzo uaktywniło. Pewnie byłam tez poddenerwowana, że idę do lekarza, którego nie znam, a w zasadzie to moje poglądy w tej kwestii zaprzeczają temu, co właśnie robię). Pewnie stąd to ciśnienie. Tymbardziej, że całą ciążę CTK było w porządku. Lekarka nastraszyła mnie, że mogę mieć małowodzie i gestozę i skierowała do szpitala, twierdząc, że tam mi na pewno zrobią badania krwi i moczu, więc ona mi ich dzisiaj nie zleci.
      W szpitalu okazało się jednak – tak jak twierdziłam – że w moim małym brzuchu jest pełno wód płodowych, a Mała waży jak najbardziej w normie. CTK kontrolne w dwukrotnym pomiarze 120/80 mmHg. Personel nie miał zatem podstaw, by zostawić mnie zdrową w szpitalu, więc i nie zrobili mi badań krwi i moczu. W końcu zrobiłam je sobie sama – tak, jak do tej pory, prywatnie. Do tego, przez kilka dni nie mogłam dojść do siebie ze stresu, którego najadłam się, słysząc przerażenie lekarki i te jej diagnozy. I do tej pory, jak sobie przypomnę te słowa, to niezależnie od siebie mocno się stresuję i martwię, czy na pewno wszystko jest OK.

      Nie mam jednak do tej lekarki żalu – to ja nie powinnam była do niej pójść. Źle się kontynuuje leczenie u kogoś przypadkowego, kogo się nie prowadziło od początku. Tak naprawdę różnie dzieje się w ciąży – bywa, że jest dobrze, dobrze, a nagle pojawiają się komplikacje (tak samo jest też w każdej, nawet z pozoru najprostszej chorobie). Wystawienie zlecenia na badania, czy przepisanie recepty (jako kontynuacja czyjegoś zaordynowania) bez gruntownego, własnoręcznego przebadania też może się skończyć źle. Można coś bowiem przeoczyć. Jednak, gdyby ta lekarka znała mnie od początku, podejrzewam, że nie przestraszyłaby się niczego i nie postawiłaby tak stresującej mnie diagnozy.

      I zgodzicie się chyba ze mną, że wniosek z tego taki, że jak mówiłam wcześniej, kierowca od danego zadania musi być jeden, bo jak widać w praktyce, powstało tu bardzo duże zmieszanie. Doświadczyłam tego, niestety, na własnej skórze.

      Jeżeli więc chcemy wprowadzić reformę receptową, trzeba się głęboko zastanowić, jak ma to wyglądać. Oby nie tak jak to napisałam w czarnym scenariuszu. No, chyba byście tak nie chcieli, prawda? Wiem, że w okienku rejestracyjnym powinna pracować rejestratorka, a nie pielęgniarka, jednak w polskich realiach nie zawsze tak jest. Chodzi o to, żeby zwizualizować sobie to, jak by to mogło w naszych realiach wyglądać, żeby nie dopuścić do czarnego scenariusza i do powstania zamieszania.

      Tak, jak pisałam, to właśnie w środowisku widzę, ewentualnie, największe powodzenie tej reformy (chociaż nadal twierdzę, że wypisywaniem recept powinien się trudnić lekarz rodzinny, który powinien tak, jak pielęgniarka odwiedzać pacjenta w domu). Jednak, czy Ministerstwu chodzi tylko o środowisko czy również o poradnie? Tego nie wiemy. Wiemy, że głównym celem Ministerstwa nie jest wzrost prestiżu zawodu pielęgniarki (to może jest cel poboczny, ale nie główny). Główny cel to skrócenie kolejek do lekarzy.

      Zgadzam się, że każda pielęgniarka specjalizuje się w swojej dziedzinie i że mamy różne kompetencje w zależności od miejsca naszej pracy. I właśnie dlatego nie rozumiem podziału wypisywania recept na mgr i licencjat, bo to wykształcenie daje wiedzę ogólną (mgr oczywiście szerszą, ale w programie mgr nie uczono nas prowadzenia leczenia i wypisywania recept). Uważam, że jak już co, to powinno iść to bardziej w parze ze specjalizacją i każda pielęgniarka powinna, ewentualnie, móc wypisać leki zgodne ze swoim kierunkiem działania. Lub po prostu każda pielęgniarka powinna móc zrobić kurs, po którym mogłaby wypisywać dane leki. I taki podział – „masz kurs – możesz wypisać, nie masz kursu – nie możesz wypisać.” byłby adekwatny do programu nauczania. Ewentualnie, w przyszłości można taką tematykę włączyć w program studiów mgr i wówczas podział taki będzie dla mnie zrozumiały.

      Poza tym, nawet nie wiemy, o jakie leki chodzi. Dlatego wczoraj wysłałam do Ministra Zdrowia drogą mailową zapytanie w tej kwestii. Zadałam Panu Ministrowi też kilka innych pytań dotyczących tego, jak miałoby to u nas wyglądać w praktyce (jaka jest tego wizja: czy chodzi o środowisko, czy o przychodnię, czy będzie to w gabinecie, czy w okienku, czy pielęgniarka będzie miała wcześniej pacjenta zbadać czy od ręki wypisać receptę?), na jakie badania mogłybyśmy kierować, czy w związku z nową kompetencją podniesie się nasze wynagrodzenie i czy zwiększy się obsada pielęgniarek. Mam nadzieję, że Pan Minister odpowie mi na te pytania i że zgodzi się na publikację swoich odpowiedzi na blogu, wszak uważam, że każda pielęgniarka powinna znać odpowiedzi na te podstawowe pytania. Brak znajomości tych odpowiedzi powoduje właśnie domysły (być może błędne?). Jeśli będziemy znać te odpowiedzi, będzie nam wszystkim dużo łatwiej zweryfikować to, czy pomysł ten jest dobry, czy zły. Na razie czekam na odpowiedź.

  15. Pani Moniko,
    Pierwsze dwa przyklady przerazaja mnie, ze Pani mogla cos takiego wymyslec! Ale z 3 i 4tego wybralbym poszczegolne elementy i polaczyl w calosc. Poza tym: kto powiedzial, ze majtki i pieluchy beda stalym elementem w naszej opiece zdrowotnej, ktore trzeba wypisac na recepte? Tu chodzi o szerszy poglad na calosc systemu: nalezy zwiekszyc jakosc i dostepnosc uslug, przy mozliwie nie podwojonym koszcie, bo kto na to da?
    Prosze popatrzec na rodzine: jest okreslony budzet i potrzeby, ktore sie zmieniaja wraz z dynamika rodziny. Jej czlonkowie dorastaja i przejmuja pewne role, ktore mogly byc wczesniej wykonane tylko przez doroslych/rodzicow. Teraz jest wiecej rak do pracy, ale pojawiaja sie tez inne problemy, aspiracje i warunki srodowiskowe. Co wczoraj bylo dobre dal malucha, nie jest adekwatne dla mlodzienca. Tymi dziecmi jest spoleczenstwo. Srodowiskiem jest budzet i problemy do rozwiazania /coraz bardziej kompleksowe ze wzgledu na zaawansowane leczenie, wydluzajacy sie wiek i swiadomosc, poziom, wymagania, oczekiwania klienta. Rodzicami sa lekarze. Co jest w tym zlego, jesli dzieci zajma sie dziecmi wtedy kiedy potrafia, a kiedy nie , poradza sie albo przekaza problem rodzicowi? Rodzicow ma sie tylko jednych i nikogo nie stac na ich dublowanie /koszt/, ale odpowiedzialnych dzieci mozna miec wiecej, jak sie tylko podejdzie do sprawy wlasciwie. Spoleczenstwo sie rozwija, pielegniarstwo musi podazac za tym rozwojem, a lepiej zeby wyprzedzalo /profilaktyka/. Jak ktos chce pozostac w pewnym wieku, to nie ma problemu, kazdy czlonek rodziny obdarzony jest szacunkiem i jest potrzebny. A jak dla kogos jest wane inne wyzwanie, to dlaczego go hamowac, wykluczac z rodziny? Kazdy robi to co potrafi najlepiej, najwaznjiejsze zeby sie z tym identyfikowal. Kiedys takiej identyfikacji sluzyly teorie pielegniarskie. Jak juz sie „wyodrebnilismy” i zyskalismy „autonomie” to nagle przestaly byc takie wazne.Sam kiedys wyjechalem, by studiowac teorie pielegniarskie. Dzisiaj sluza one budowaniu kultury pracy pielegniarskiej oraz gdzieniegdzie badaniom naukowym. najwazniejsze hasla dzisiaj to jakosc, ilosc, bezpieczenstwo, satysfakcja. Era identyfikacji jest za nami: z wieku dojrzewania przeszlismy do wieku doroslego.W tym wieku rozwojowym wzrasta samodzielnosc, odpowiedzialnosc, wydajnosc i przewidywanie. Wiem, ze stanie sie z mlodzienca nagle doroslym boli i wprowadza poploch /absolwent szkoly/, ale wokol mamy innych do wsparcia /doswiadczenia innych krajow/, co nie znaczy, ze nie zachecam do poszukiwania wlasnych, rodzimych rozwiazan.
    Dziekuje Pani za stymulacje do myslenia kazdego z nas, kto czyta i mu zalezy na rozwoju.
    PS jaka najkrotsza definicje diagnozy pielegniarskiej Pani lubi?
    Mietek, mwtek@msn.com

    • Przepraszam, Panie Mietku, że dopiero teraz odpisuję – mam masę zajęć na głowie związanych z pojawieniem się Małej na świecie ;) Odpisuję więc na komentarze „na raty.” Na bieżąco jednak czytam każdy z nich i bardzo, ale to bardzo się cieszę, że tak dużo się ich pojawia :)

      Jeżeli chodzi o scenariusze, które wymyśliłam – no, właśnie chodzi mi o to, żeby wypisywanie recept przez pielęgniarki nie wyglądało tak jak w pierwszym scenariuszu – w Polsce bywają, niestety, tego typu tendencje :( Dlatego napisałam taki scenariusz ku przestrodze, by nie poszło to w tym kierunku. Drugi scenariusz i część z trzeciego, tak jak Pan słusznie zauważył, podwaja koszty i się dubluje, więc też jest bez sensu.

      Bardzo ciekawe i inspirujące jest to porównanie do rodziny, które Pan opisał w komentarzu. Ja bym je jednak w jednej kwestii zmodyfikowała. W mojej wizji pielęgniarstwa rodzicem nie jest lekarz, ale inna, bardziej doświadczona pielęgniarka, posiadająca większą wiedzę niż ja. O to mi chodzi, by wyłaniać mentorów z własnego zawodu, a nie z innego. Niech rodzicem dla lekarza będzie inny, bardziej doświadczony lekarz, a dla pielęgniarki – inna pielęgniarka.

      Odnośnie teorii pielęgniarskich – jestem ich zwolenniczką i byłoby wspaniale, aby przestały być tylko teoriami, a znalazły swoje odzwierciedlenie w praktyce. Co do diagnozy pielęgniarskiej – nie będę może cytować tu stricte definicji. Napiszę własnymi słowami, czym ona dla mnie jest. Najkrócej, jest ona dla mnie rozpoznaniem potrzeb, problemów i stanu pacjenta. Diagnoza jest dla mnie pierwszym ogniwem rozpoczynającym proces pielęgnowania, czyli ciąg naszej pracy z pacjentem. O procesie pielęgnowania wiele mówi się na studiach, dużo się go pisze na studiach, a w pracy? Jest on żmudnym wypełnieniem dokumentacji. Tymczasem diagnoza pielęgniarska i proces pielęgnowania to dla mnie cenne narzędzie w rozwoju naszej profesji. Mam w planach napisać o tym osobny artykuł.

  16. Po pierwsze mam wrażenie,że niektóre koleżanki mają przerost… co obserwuje się na dyżurach,wchodzą w kompetencje lakarza wręcz wyrywając lekarzowi historie choroby czy wyniki badań,uważam też,że jesteśmy wykorzystywane przez osoby które otwarly szkoły licencjackie w których powtarza się materiał którego uczyliśmy się przez 5 lat LM,przez lekarzy(może nie wszystkich)którzy tylko zacierają ręce na wieść poszerzenia kompetencji pielęgniarskich.Śmieją się z nas i zbijają kasę a my robimy ponad siły za bzdurne pieniądze i a żadne pieniądze za tym nie idą,jak lekarz zrobi specjalizację zostaje za to odpowiednie wynagrodzenie jak pielęgniarka zrobi specjalizacje dostaje grosze może zamiast dokładać pielęgniarką roboty najpierw niech rząd zastanowi się nad odpowiednim wynagrodzeniem bo mam wrażenie,że mają już nas za takich imbecylów,że to,że będę mogła wypisywać recepty podniesie moje kwalifikacje i tyle… a ja bedę chodzić z naklejką na czole i plecach,że wypisuje recepty i jestem prawie jak lekarz ale prawie robi dużą różnice.A lekarze dostaną tą samą pensje a obowiązków mniej.

  17. A ja uważam, że studia wyższe z pielęgniarstwa są zbędnymi studiami. Tak jak ktoś napisał, lekarz jest od leczenia, a pielęgniarka od pielęgnowania. Wydaje mi się, że technikum + odpowiednia praktyka = zawód pielęgniarka. Szkoda straconego czasu i pieniędzy na tytuły naukowe. To jest zawód III kategorii czyli wykorzystywania i świecenia oczami za kogoś innego. Kasa marna i w ogóle praca nie adekwatna do wykształcenia MGR.

  18. Dochody lekarzy zagrożone !!! Kwalifikacje pielęgniarek podważane . Pacjent nie ważny. Liczy się tylko kasa dla wracza. W tym tempie to przepis nie będzie obowiązywał jeszcze i za 10 lat?
    Lekarze jak lwy walczą , aby nie dopuścić pielęgniarek do wypisywania recept . Za każdą wizytę lekarz kasuje od pacjenta od 50 do 150 zł i więcej . Często właśnie takie pieniążki biorą tylko za wypisanie recepty na zdiagnozowaną i leczoną wcześniej chorobę.
    Łatwo policzyć , tylko 10 pacjentów dziennie (a wiadomo, że bywa i więcej) daje od 500 do 2000 zł dziennie. Przemnóżmy to przez 20 dni roboczych jak trafimy na ,,pracusi” i wychodzi , że lekarz ciężką pracą (ah te długopisy są takie ciężkie) tj. powielając kolejną receptę , potrafi zarobić od 10 do 30 tysięcy .
    Pielęgniarki chętnie odciążą te spracowane lekarskie dłonie. W końcu ukończone przez pielęgniarki studia magisterskie , nie rzadko też podyplomowe oraz specjalizacje są dostatecznym dowodem na to, że pielęgniarki posiadają odpowiednie kwalifikacje również do wypisywania recept. A do powielania to już na pewno.
    Będzie to z korzyścią dla pacjenta bo 10 -20 zł za receptę to nie 50 albo 200. Rozluźni również trochę kolejki. Lekarze niech wezmą się za robotę i zaczną leczyć pacjentów z chorób a nie z zawartości portfela. Jakim cudem lekarz za dyżur otrzymuje nawet 2000 zł a z pielęgniarki robi się żebraczkę i niewolnika za 1600 zł miesięcznie. (dane z Warszawy)
    Już podnosi się fałszywy krzyk , ze trzeba było uczyć się na lekarza . Nie dajmy się zwieść tym obłudnym krzykaczom. Oni dobrze wiedzą jaka jest rzeczywistość. A prawda jest taka , że możesz mieć i 150 IQ ale jak nie jesteś synusiem albo córusią lekarza to bardzo ciężko dostać się na studia medyczne mimo zdanych egzaminów. Możesz być miernotą ale wystarczy , że rodzic jest lekarzem a już masz indeks prawie w kieszeni.

  19. Spór o mur……., tak na prawdę.
    Ustawa o wypisywanieu recept powinna wejść w życie i kto posiada kompetencje, tzn. specjalizacje czy studia oraz odpowiednie kursy i chce podwyższyć zakres swoich obowiązkw, jak najbardziej ma prawo z tej ustawy skorzystac. nie wypowiadajmy sie w imieniu tłumu.
    Niechcesz – zatrudnij sie tam, gdzie nie pisze sie recept ot i prosta sprawa, nikt Ci nic koleżanko nie narzuci/
    A druga kwestia to też analogia/
    Nie chcesz leczyć lecz tylko pielęgnować, zajmij się ta stron zawodu.
    A jesli ktos ma wyższe aspiracje i kwalifikacje dlazcego ma nie leczyc.
    Sa kursy specjalistyczne, np/ leczenia ran 9 nie tylko pielęgnowania) i dlazcego nie miałyby panie po kursie zajmowa sie ich leczeniem. wypisywaniem recept na opatrunki np.
    I dlaczego uważać, że jest to praca za lekarzy? to praca w zakresie kometencji jeśli takowe posiadamy.
    ot i wszystko na ten temat.

  20. Witam wszystkich:)Nie jestem ciałem medycznym, jestem synową 83 letniej kobiety przewlekle i bardzo powaznie chorej, 70 dni po wymianie zastawek i bajpasów z cukrzycą chorobą wiencowa i mogłabym dodawac wiele innych chorób. Trafiłam tu szukając podpowiedzi w jaki sposób mogę pomóc swojej tesciowej w przedłuzaniu recept U niej w przychodni panuja takie zwyczaje iż chory jednego dnia przychodzi do rejestracjii z karteczką zapisaną jakie leki są mu potrzebne.Następnego dnia po odbiór recepty.Z jednej strony rozumię ok ale z drugiej nie bo 83 lata kobieta nie biega jak sarna a z przyjemnością posiedziałaby te 30 mni odpoczeła i recepte odebrała ale nie niema takiej opcji aby zarejestrowac sie do lekarza trzeba przyjsc pod przychodnie o godz 7 rano i czekac do 8 w kolejce i nie jednokrotnie jak dojdzie kolejka to numerków brak a zarejestrowac sie na nastepny dzień nie nie ma takiej mozliwości prosze jutro albo inny lekarz To jest straszne to w głowie sie nie miesci I na dodatek Panie są oburzone ze muszą pracowac osobiscie z szacunkiem do słuzby zdrowia macie ciężko ok ale jeszcze usmiech nikomu nie zaszkodził Omijac szerokim łukiem przychodnie na Wyszynskiego w Olsztynie

  21. Odnośnie zawodu felczera- no właśnie- był problem z lekarzami po wojnie, to powołano u nas szkoły felczerskie (były to albo 3-letnie licea, albo 2-letnie szkoły typu studium!). Mając więc w zasadzie coś koło średniego wykształcenia mogli oni ordynować i przepisywać leki- również te z wykazu A zdaje się, kierować na badania, wystawiać zaświadczenia o stanie zdrowia czy niezdolności do pracy! Ludzie byli ponoć zadowoleni z ich usług. W pewnym momencie dano im również możliwość uzupełnienia wykształcenia do lekarskiego w trakcie trzyletnich studiów już bez egzaminów wstępnych na medycynę! To odnośnie sugestii Pani Moniki odnośnie tego by wykształcenie można było uzupełnić.Właściwie to pielęgniarki w samych tylko liceach medycznych uczyły się kiedyś pięć lat. Szkoły typu studium wiadomo ile.. A obecny system kształcenia też wiemy jaki jest (po szkołach średnich- i wszyscy nowi już obowiązkowo z maturą- lic. 3 lata + ewent. 2 lata mgr). Niestety niektóre panie z dawniejszych lat nie robią teraz licencjatów, bo nie mają matury i taka jest prawda, a jest ich trochę. Czy np. lek. dentysta, który wypisuje leki uczy się dłużej? A farmakologi na lekarsko-dentystycznym jest łącznie wykładów i ćwiczeń nie więcej niż 90 h wszystkiego. Kiedyś- niedawno to sprawdzałam, ale teraz już tak dokładnie nie pamiętam. Aktualnie dostępność do lekarzy jest kiepska toteż dawniejszym śladem próbuje się uzupełnić te braki, tym kim jest i kim da się. Na medycynie też zresztą przecież staż robią już na ostatnim roku studiów by skrócić ścieżkę. Reasumując pielęgniarki, którym się rzeczywiście chciało uczyć wcale nie są głupie. Niektóre dziewczyny po liceach medycznych idąc na uczelnie medyczne wiedziały sporo więcej prosto po szkole niż studenci medycyny na początku czy do połowy swych studiów i przed rozpoczęciem przedmiotów klinicznych. Pielęgniarki nie mają wcale gorszego wykształcenia niż felczerzy, których kilkuset jeszcze wciąż i nadal pracuje/praktykuje. Czy zazębią się tu pewne kompetencje? Cóż- już w różnych sferach się zazębiają (fizjoterapeuta i piel. też w jakimś stopniu może prowadzić rehabilitację; pielęgniarka ratunkowa i ratownik medyczny także niektóre przynajmniej te same czynności). W niektórych sytuacjach uprawnienia pielęgniarki do wypisywania recept (co i tak niejednokrotnie czyniły one w przychodniach, choć podbijał się lekarz) mogą ułatwić czasem niektóre sprawy. A tak dla siebie- czasem może się to przydać w jakichś błahych, a czasem bardziej doraźnych sprawach, nie mówiąc o zwykłym przedłużaniu zleconych leków. Kiedyś tak było, że pacjent leczący się w jakiejś poradni miał zeszyt ze zleceniem na jakiś czas w swojej przychodni, zgłaszał w rejestracji potrzebę wystawienia recepty, bo leki się kończyły i na drugi dzień receptę w rejestracji odbierał. Oczywiście wypisywał ją lekarz POZ, ale pacjenta takiego też nawet wówczas nie widział. Moja mama leczyła się w poradni kardiologicznej, a było to pewnie ze dwadzieścia- może dwadzieścia parę lat temu- pamiętam to. Ustawa ta nadaje tu jednak pewne uprawnienia, a nie obowiązek i o tym jej przeciwnicy powinni pamiętać

  22. I jeszcze dwie kwestie: 1. Nie chodzi o to by nie wiadomo jak zaraz leczyć, ale chore jednak było to, że pielęgniarka mając wykształcenie medyczne, jakąś wiedzę, nie mogła często w razie potrzeby podać leku, który pacjent posiadający niekiedy blade pojęcie (albo i to nie) mógł sobie sam kupić nie tylko w aptece, ale i supermarkecie czy nawet na stacji benzynowej. W prostych, albo też czasem doraźnych sytuacjach lub u pacjentów przewlekłych, objętych opieką domową. W zakresie nie nie wiadomo jakich schorzeń, ale nawet choćby leczenia ran, odleżyn. Co chyba leży w kompetencjach pielęgniarki? A szkoły medyczne to były kiedyś dobre szkoły. Myślę, że miało to trochę uprościć pewne sprawy, by z każdą drobnostką nie latać zaraz nie wiadomo gdzie. 2.Wykaz leków podany przez Ministra jest taki, że nie potrzeba tu chyba szczególnie wielkiej farmakologii. Minister wiedział co mówi wiedząc pewnie co tam się znajdzie i twierdząc, że pielęgniarki są do tego przygotowane. Do tego co tam jest chyba tak. Te kilkanaście (no może trochę więcej leków- pomijając te ze sprzedaży odręcznej), to chyba nie wielka filozofia- zwłaszcza dla praktykujących, tyle to i zawsze doczytać można : ) Tylko czy biorąc pod lupę leki podane w owym wykazie -kto go ustalał?- rzeczywiście zmniejszy to kolejki?
    A ratowników medycznych po co przeniesiono na nasz grunt (nie tak dawno zresztą) wzorując się na zachodnich praktykach? Tam wprowadzono to, bo byli oni po prostu tańsi od lekarza! I tyle. Tam lekarz jest kosztowny!

  23. Nie wiem czy to dobry pomysł żeby pielęgniarki wypisywały recepty i tak lekarze sprzedają już recepty a co dopiero by się działo jakby pielęgniarki mogły

  24. SMIECH NA SALI NA ZACHODZIE JUZ DAWNO PIELEGNIARKA WYPISUJE STAŁE LEKI .NOWY POMYSL JAKI NOWY WSTARCZY POPATRZEC JAK TO DZIAŁA CHOCBY W NIEMCZECH I SKOPIOWAC .TAK SAMO ZE SMIECIAMI POLACY OBUDZCIE SIE I ZOBACZCIE JAK TO DZIALA U SASIADOW ALE U NAS Z WSZYSTKIM SA PROBLEMY

  25. Witam, chciałam w woli ścisłości, czy wykonywanie immunoterpii na pewno należy do zadań i kompetencji pielęgniarki??? z góry dziękuję za odpowiedź, jestem niedługo w zawodzie i z moich obserwacji wynika że czynność ta kontraktowana jest na lekarza, a konsultant do spraw pielęgniarstwa zaznacza nawet że pielęgniarka nie ma żadnych uprawnień do odczulania. Czy ktoś jest w temacie i mógłby mi pomóc rozwiać wątpliwości?

  26. harpy and beat her senseless with a stack of romance stats. *deep cleansing breath* I feel better now. As someone who’s read your work cover to cover and moaned, panted, cried, laughed, sighed and finally, grinned – I am qualified to say you made me HAPPY. And did so without chocolate. Now TH;8T#&217As hard.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>