Ile podwyżki dostaną pielęgniarki za to, że zaczną wypisywać recepty?

pieniądzeDziś o aspekcie finansowym pomysłu Ministra Zdrowia dotyczącego wystawiania przez pielęgniarki recept. Wydaje się logiczne, że jeśli pracownik zaczyna wykonywać jakąś dodatkową pracę, powinien dostać za to dodatkowe wynagrodzenie. Jednak to, co logiczne, nie zawsze idzie w parze z tym, co rzeczywiste…

Temat recept drążę już od dłuższego czasu na moim blogu. Gdy pojawił się pomysł Ministra Zdrowia, aby pielęgniarki wypisywały recepty, zrodził on wiele pytań. O to, jak to wszystko będzie wyglądało w praktyce, czy podniesie to prestiż zawodu i czy w ogóle pielęgniarka powinna zajmować się wystawianiem recept. Pod moimi wpisami pojawiło się wiele ciekawych komentarzy. Wypowiadali się zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy pomysłu. Wszyscy jednak byli zgodni w jednej kwestii – wypisywanie recept nie może się odbyć bez wzrostu wynagrodzenia.

Jeżeli jakieś kompetencje regulujemy prawnie, to można przecież prawnie uregulować też kwestię wynagrodzenia za te czynności, np. ustanowić procentowo wysokość miesięcznego dodatku do pensji, który musi minimalnie otrzymać każda pielęgniarka wypisująca recepty.

Tymczasem, Ministerstwo Zdrowia nie przewiduje dla nas, w związku z tym uprawnieniem, żadnych ustawowych gratyfikacji finansowych.

Poniżej cytuję uwagę zgłoszoną w konsultacjach społecznych przez Naczelną Radę Pielęgniarek i Położnych:

„(…) Nie przedstawiono również skutków finansowych planowanych zmian, co może
powodować przypuszczenie, że pielęgniarki i położne zostaną obciążone
dodatkowymi obowiązkami i odpowiedzialnością bez wzrostu wynagrodzenia.”
Odniesienie się do uwagi przez organ wnioskujący:
„Uwaga nieuwzględniona. Projekt nie przewiduje skutków finansowych.”

Zobacz wszystkie uwagi zgłoszone w konsultacjach społecznych: 

http://legislacja.rcl.gov.pl/docs//2/213335/213337/213338/dokument115136.pdf

Jaki z tego wniosek? Pielęgniarki będą musiały zrobić sobie kurs, za który zapłacą pieniądze z własnej kieszeni (lub też kurs będzie organizowany przez Izby Pielęgniarskie ze składek, które im co miesiąc płacimy, a mimo to i tak dodatkowo trzeba będzie za niego odprowadzić podatek = kurs tak czy siak będzie dla nas wydatkiem). Pielęgniarki zatem wydadzą kasę na kurs z własnej kieszeni. A co dostaną w zamian?

  • Wzrost obowiązków (oj, mamy już ich wystarczająco dużo – nieraz aż się nie można wyrobić z tym wszystkim, co już mamy do zrobienia, a tu dojdzie jeszcze kolejny). Im więcej obowiązków, tym większy spadek jakości pracy przy każdym z nich. Dlaczego? Bo wówczas na każdy obowiązek poświęca się mniej czasu i uwagi. Więcej jest też stresu, aby ze wszystkim zdążyć. Prowadzi to do tzw. pracy „po łebkach”, która nie daje satysfakcji;
  • Poczucie bycia wykorzystanym - nasze nowe obowiązki ujmą pracy innej grupie zawodowej (mam tu na myśli lekarzy, bo wypisywanie recept to ich obowiązek, a nie nasz). Pielęgniarki będą zatem wyręczać lekarzy w ich obowiązkach, a nie dostaną za to żadnej gratyfikacji finansowej. Nazwałabym to, prosto z mostu i po imieniu – wyzyskiem. 
  • Wzrost obowiązków bez wzrostu wynagrodzenia dające razem poczucie wyzysku może doprowadzić do wypalenie zawodowego wśród pielęgniarek, niechęci do pracy i rezygnacji z zawodu, a także braku chęci do studiowania tego kierunku, co przy znanych już prognozach ogromnego braku pielęgniarek w Polsce w bliskiej już przyszłości jest bardzo niekorzystne dla polskiego społeczeństwa.

Ok, ale teraz koniec już użalania się nad sobą. Trudno, taka jest propozycja Ministerstwa. Nie mamy wpływu na czyjeś zachowanie i składane przez kogoś propozycje. Mamy jednak wpływ na to, jak odniesiemy się do tychże propozycji. Jak zatem, moim zdaniem, najlepiej się do niej odnieść? Poniżej przedstawiam trzy propozycje:

  • Po prostu nie robić kursu - wówczas nie mamy prawa do wypisywania recept, więc nikt nie może nas do tego zmusić. To z pewnością dobre rozwiązanie dla tych pielęgniarek, które uważają, że wypisywanie recept nie powinno należeć do ich obowiązków;
  • Co jednak z tymi, którzy chcieliby zająć się wypisywaniem recept, bo widzą w tym prestiż czy szansę na rozwój zawodowy? Tym osobom proponuję, by rozpoczęli studia medyczne i w konsekwencji zostali lekarzami. Powiecie – oj, drastyczne to rozwiązanie. A dlaczego aż tak? Bo, po pierwsze pielęgniarka zgodnie z tym rozporządzeniem, mogłaby zlecić tylko wybrane leki. Dlaczego jest to dla pacjenta niekorzystne, wyjaśniałam w poprzednim artykule, który możesz przeczytać tutaj. Po drugie – dlaczego mamy bać się drastycznych kroków? Jeżeli kogoś interesuje diagnozowanie, leczenie chorób i wypisywanie recept na leki, to dlaczego miałby nie realizować tego marzenia? Jeżeli zaś stanie się pielęgniarką z możliwością wypisywania recept, zawsze pozostanie mu jakiś niedosyt, bo nie będzie mógł zlecić wszystkiego, co jest dostępne na rynku. Jeśli zaś zostanie lekarzem, to będzie mógł wykorzystać pełen swój potencjał w tym zakresie;
  • Zdaję sobie jednak sprawę, że z pewnością znajdą się też pielęgniarki, które mimo, że Ministerstwo nie przewiduje skutków finansowych dla nas za wypisanie recepty, będą chciały zrobić sobie taki kurs i realizować plan Ministra. Wprawdzie, Ministerstwo nie przewiduje dla nas podwyżek ustawowych, ale pracodawca taką podwyżkę może Wam za to przecież dać. I powinien, jeśli bedzie chciał, aby pielęgniarki wypisywały recepty w jego placówce. Co w takim przypadku? Zadbajcie o to jeszcze przed zrobieniem kursu. Zagwarantujcie sobie na piśmie, że gdy skończycie kurs i zaczniecie wypisywać recepty, otrzymacie zadowalającą Was podwyżkę. Jeśli jednak pracodawca podwyżki Wam nie zagwarantuje, to… ja bym kursu nie zrobiła i nie wykonywałabym tych czynności. To normalna droga negocjacji, że kupiec chce kupić jak najtaniej (najlepiej dostać za darmo), a sprzedawca chce sprzedać jak najdrożej. Pamiętajcie, że Wy tu jesteście sprzedawcami i sprzedajecie pracodawcy swoje umiejętności i kompetencje - nie ceńcie się nisko, a już broń Boże nie sprzedawajcie się za darmo. Ceńcie siebie i swoje umiejętności. Jeżeli pielęgniarki nie zaczną same cenić się wysoko, nasz zawód nigdy nie otrzyma rozsądnych propozycji finansowych (zgodnie z powyższą zasadą, że kupiec chce kupić jak najtaniej). To jednak, że ktoś coś chce, nie oznacza wcale, że musi to otrzymać, jeśli jego propozycja jest dla Ciebie za mało korzystna. Dlatego, jeżeli jakaś propozycja Ci się nie podoba, po prostu nie przyjmuj jej. Dlatego, nie przejmuj się tym, że Ministerstwo nas nie ceni. Przede wszystkim Ty ceń siebie i wybierz właściwe dla siebie rozwiązanie z tej sytuacji.

24 komentarzy dla artykułu “Ile podwyżki dostaną pielęgniarki za to, że zaczną wypisywać recepty?

  1. Monika Kuliga na prezydenta!!! ;)

    Bardzo, bardzo mądrze piszesz. Chciałabym, aby wszystkie pielęgniarki i pielęgniarze mieli tak zdrowy, rzeczowy, pełen szacunku do siebie sposób podejścia do swojego zawodu.
    I aby wszyscy skorzystali z Twoich rad i nikt nie był wyzyskiwany na tych dodatkowych obowiązkach.

    Dzięki za ten wpis!

    • Hehe, dzięki za poparcie ;) Oj, gdybym została prezydentem to zrobiłabym duuużą pozytywną rewolucję w tym kraju. Może powinnam o tym pomyśleć? ;) Myślę jednak, że bycie prezydentem to zbyt dużo jak dla mnie wszystkiego na głowie i byłoby mi ciężko pogodzić życie prywatne ze służbowym. Chociaż chętnie mogłabym zostać jakimś doradcą prezydenta w kwestii pielęgniarstwa.
      Cieszę się, że wpis Ci się podoba :)

  2. Aha ci którzy nie chcą wypisywać recept mają po prostu nie robić kursu, a ci którzy chcą mają….zostać lekarzami! Pani Moniko, istne kuriozum, nie podejrzewałam Pani o coś takiego….Gwarantuję, że jeśli zrobię taki kurs i otrzymam takie uprawnienia to pierwsza zapukam do drzwi dyrektora o podwyżkę. Koleżanki pielęgniarki- porzućcie myślenie z czasów komuny, że rząd zapewni wam wysokie zarobki dlatego, że jesteście pielęgniarkami i macie ciężką pracę! Jeżeli ktoś się szkoli i zyskuje uprawnienia musi walczyć o swoje, a nie pić kawę w dyżurce i narzekać oj jak nam źle, oj jak nas nie szanują, oj jak mało płacą. I nie zapłacą więcej jak będziecie tak siedzieć i marudzić i oczekiwać, że dostaniecie coś w prezencie! Zadziwia mnie myślenie polskich pielęgniarek. Lekarze dużo zarabiają bo znają swoją wartość i potrafią się wybronić swoją wiedzą. My ( ja na szczęście nie) uważamy, że nam się należy, ale nie będziemy o to walczyć tylko będziemy siedzieć na kanapie i czekać na cud! I nie chodzi mi tu bynajmniej o strajki przed Sejmem!

    • Jak myślisz, jak zareaguje na Twoje żądanie dyrektor? Żądać, oczywiście zawsze można ale czy kogokolwiek to zainteresuje to już zupełnie inna kwestia. O „swoje” walczymy już od dawna. Jakoś np. ukończenie studiów i wykonywanie bardzo odpowiedzialnej pracy nie poszło w parze z zarobkami.
      Również uważam, że najlepszym rozwiązaniem jest tego kursu nie robić, skoro nie przynosi nam on korzyści, zwiększa wyzysk i obciąża dodatkowymi formalnościami.

    • Nurse, to dla Ciebie napisałam właśnie trzecie rozwiązanie – aby zagwarantować sobie podwyżkę u dyrekcji. W tym rozwiązaniu radzę, by o podwyżce ponegocjować ZANIM zrobisz kurs, bo jeśli pójdziesz po podwyżkę już po zrobieniu kursu, dyrekcja i tak już ma Twoje uprawnienia, a więc z punktu widzenia negocjacyjnego już „pozamiatane” i z podwyżki najprawdopodobniej nici. Właśnie to napisałam, że lekarze dużo zarabiają, bo znają swoją wartość, więc dla mnie godzenie się na wypisywanie recept za darmo to niedocenianie własnej wartości. A co do zostania lekarzem – wypisywanie recept to ich obowiązek, więc jeśli kogoś to tak bardzo interesuje, nie widzę nic złego, by rozpoczął studia medyczne i zaczął w pełni robić to, o czym marzy.

    • Powiedz jak konkretnie sobie taką „walkę” wyobrażasz? Pisma do dyrekcji były, protesty pod sejmem też, różne formy protestów, owszem, były. Czy wszyscy się nagle zwolnią z pracy – nie ma szans, bo brak solidarności, bo co druga dzieciata musi mieć co do gara włożyć. Zaczniesz „walczyć” w pojedynkę to wywalczysz bezrobocie. Przynajmniej we Wrocławiu takie są realia.
      Bynajmniej nie należę do osób, które bezkrytycznie przyjmują to co jest, ale też jestem realistką i doskonale wiem, że gadanie i dobre rady jeszcze nigdy żadnego skutku nie przyniosły.

      Oczywiście mogę się mylić, jeśli przeżyłaś inną sytuację, chętnie o tym poczytam.

  3. A ja sie dziwie ze w tym chorym kraju sa jakies pielegniarki ,wyjezdzajcie puki mozecie wszedzie nas potrzebuja ,przestaniecie narzekac i zaczniecie normalnie zarabiac i zyc.

  4. Zgadzam się, osoby, pracujące w państwowych ośrodkach nie mają żadnego interesu w robieniu kursu, za który muszą zapłacić. Przybędzie im tylko obowiązków, a podwyżek na pewno nie będzie, nie ma co się łudzić.
    Patrząc na sprawę z perspektywy położnej muszę przyznać, że w jednej sytuacji może się to opłacić – w przypadku położnych, które prowadząc samodzielnie ciążę w gabinecie prywatnym ale mają kontrakt z NFZ. Jeśli w tej sytuacji NFZ będzie refundował również badania pacjentek, zlecone przez położną to ułatwi nam to opiekę nad nimi.

    • Tak, jeżeli położna prowadzi samodzielnie ciążę – taki kurs może się przydać i opłacić. Analogicznie – pielęgniarka specjalistka z danego zakresu też mogłaby zacząć prowadzić samodzielnie pacjenta, np. z chorobą niedokrwienną serca czy cukrzycą. Tylko, jeżeli zacznie też mu zlecać leki dostępne na receptę, to lekarz okazuje się wówczas niepotrzebny. Pielęgniarka zastępuje więc lekarza kardiologa lub diabetologa, tak jak położna zastępuje lekarza ginekologa. Hmmm… to po co nam w takim razie Ci lekarze?
      W tej sytuacji pielęgniarki stają się dla lekarzy konkurencją. Ok, mamy wolny rynek – możemy konkurować. Tylko nie konkurujmy niższą ceną, a jakością usług. Czy jednak pielęgniarka z mgr bez wymaganej specjalizacji z danego zakresu, po kursie specjalistycznym (jak to ustaliło rozporządzenie, o którym mówimy) pozwalającym wystawić receptę tylko na wybrane leki, zapewni lepszą jakość usługi w zakresie lecznictwa niż lekarz specjalista?

      I druga kwestia – ok, powiedzmy, że lekarzy jest mało. Część pielęgniarek ich zastąpi, zmniejszą się więc kolejki do lekarzy, bo ich pracę przejmą pielęgniarki. Pojawia się zatem pytanie: kto zajmie się pracą pielęgniarek??? Czy nie lepiej zatem, aby pielęgniarka zajmowała się swoją pracą (i za to negocjowała podwyżki), a lekarz swoją? Wówczas te dwa zawody się pięknie uzupełniają, a nie konkurują. Każdy z nich może rozwinąć skrzydła we własnej dziedzinie i być specjalistą w swoim fachu.

  5. Maria- nie żądać, ale negocjować. Nie bo lepiej jest siedzieć i czekać aż dyrektor zapuka do twych drzwi i powie „Nie chciałaby pani więcej zarabiać”? Nie bardzo rozumiem oczekiwania niektórych osób- chcę więcej zarabiać, ale nie zamierzam nic robić w tym kierunku. Skończyłam studia i mam ciężką pracę więc mi się należy. Jak nie chcą płacić więcej to szukasz pracy tam gdzie spełnią twoje oczekiwania finansowe, albo zakładasz własną praktykę/ firmę i masz w nosie dyrekcję szpitala. Siedzenie w jednym miejscu przez 20 lat i czekanie na lepsze czasy też jest oczywiście jakimś rozwiązaniem, ale radziłabym wtedy pozbyć się złudzeń na jakąś zmianę:D

    • Jasne, że łatwo powiedzieć… szukać innej pracy możesz ale nie jest powiedziane, że znajdziesz. W szpitalach, z którymi miałam dotychczas kontakt nikt nie dyskutuje o stawkach, bo jak tak zrobi jednostka, to nikt się tym nie przejmie, niech sobie jednostka szuka pracy za więcej. A trudno znaleźć jakąkolwiek. Szukałam, pracowałam to wiem.
      Można otworzyć swój biznes, tylko w większości potrzeba najpierw odpowiedniego doświadczenia. Można popracować w szpitalu parę lat, a potem próbować przejść „na swoje”, ale dla mnie jednak praca w szpitalu jest ważna. Wychodzi na to, że aby pogodzić kompetencje, możliwość i zarobki muszę wyjechać z kraju, co wydaje się być coraz bardziej realne ;-)

  6. A no i jeszcze jedna sprawa, otóż gdybyśmy nie obstawiały każdego szpitala w mieście ( dodatkowe etaty, kontrakty) to nagle by się okazało, że nie ma wystarczającej liczby pielęgniarek i nasza wartość na rynku pracy by wzrosła. Ale jeśli ktoś zasuwa tu i tam i jeszcze gdzieś to niech chociaż ma świadomość, że przyczynia się do tworzenia rynku pracodawcy, a nie pracownika.

  7. Też uważam że pielęgniarki „oszalały” z pracą na kontraktach…. i to przez nie właśnie mamy taką sytuację w zawodzie. Co to za „przedsiębiorca ” który pracuje 450 godzin w miesiącu.. ? widziałam takie grafiki … strach się bać..A komentarz Izb – ” prawo na to pozwala więc Izby też.” .

    • Małgorzata i Nurse, w pełni zgadzam się z Wami, że dodatkowe etaty i wielogodzinne kontrakty są przyczyną, że mało zarabiamy. Nie chodzi przecież o to, by zarobić więcej kasy, bo się pracuje więcej godzin, ale o to, by za te godziny, które wypracowujemy otrzymać większe wynagrodzenie.

  8. Nie mam problemy bym pisał recepty…. tylko za ile.? bo nie mam zamiaru ich pisać za frajer ;) I nikt mnie do tego nie zmusi.

  9. Dokładnie tak, praca w wielu miejscach przyczynia się do tego, że pracodawca nie musi martwić się o ilość personelu i dlatego może stawiać warunki. Trzeba to sobie w końcu głośno powiedzieć. Niektórzy patrzą krótkowzrocznie- będę dużo pracować to będę dużo zarabiać, ale nie myślą już o tym, że to rozwiązanie na dłuższą metę jest niewykonalne, ile bowiem można pracować? Aż się zostanie wrakiem człowieka, wiecznie niedospanym, złym, z gorszą odpornością?( bo takie są skutki przepracowania). Powinniśmy myśleć o tym, żeby pracować normalnie, ale mieć wyższe stawki.
    Maria- ja sobie walkę o wyższe zarobki wyobrażam trochę inaczej. Nie interesują mnie głodówki, protesty i inne pikiety pod Sejmem. Sory, ale nie mam mentalności związkowej, poza tym czasy się trochę zmieniły. Pielęgniarki to już nie „robotnice”, to osoby z wyższym wykształceniem. Niestety każdy powinien myśleć o sobie przede wszystkim, masz mgr, rozwijasz się, kończysz kursy, studia podyplomowe, znasz angielski, masz pomysł na siebie- idziesz do dyrekcji i przedstawiasz siebie od jak najlepszej strony. Musisz przekonać pracodawcę, że jesteś mu niezbędna, że drugiej takiej jak ty nie znajdzie! Zdrowy egoizm, wbrew pozorom, może zrobić też dużo dobrego, reszta koleżanek zamiast siedzieć na tyłku i narzekać zobaczy, że zmiana jest możliwa, ale ona musi zacząć się w tobie, a nie na zewnątrz! Nie rozumiem co masz na myśli mówiąc: „zaczniesz walczyć w pojedynkę to wywalczysz bezrobocie”. Ja naprawdę nie pojmuję skąd te gadki o bezrobociu wśród pielęgniarek! Nie widziałam jeszcze bezrobotnej pielęgniarki!!! Jeśli chodzi o własną działalność- pielęgniarki mogą zakładać prywatną i zbiorową praktykę, trzeba mieć tylko pomysł na firmę, NZOZ czy cokolwiek innego, są fundusze unijne, można starać się o dofinansowanie, opieka nad osobami starszymi w tym kraju praktycznie nie istnieje, a ty mi tu o bezrobociu piszesz?
    Ja widzę jedno źródło wszelkich problemów w polskim pielęgniarstwie- myślenie!!!! Zamiast wyjeżdżać twórzmy standardy światowe u nas, tu możemy być pierwsze i najlepsze! Przestańmy wreszcie narzekać, zacznijmy działać, po to, żeby coś zmienić!

    • Nurse, bardzo podoba mi się Twój komentarz i popieram go w 100%. Myślę, że trzeba tu jeszcze dodać, że warto popracować i nad mentalnością pracodawców, którzy zatrudniają pielęgniarki. Często związki zawodowe próbują podejmować negocjacje, ale dyrekcja nie przyjmuje ich argumentów i nie wysłuchuje problemów, jakie pracownicy zgłaszają. Bo wiedzą, że choć pielęgniarki się sfrustrują, to i tak zrobią, co im się każe. To jednak powoduje ogromne niezadowolenie personelu i przyczynia się do spadku satysfakcji z pracy, a tym samym jej jakości. Dla mnie ideałem jest pracodawca, który motywuje i dba o potrzeby pracownika, nie wykorzystując go i uczciwie płacąc za dodanie nowych obowiązków. Ale pracownik nie może być tu bierny i czekać tylko, aby mu się dało podwyżkę tylko dlatego, bo zdobył jakiś „papierek”. Ten papierek musi przynosić wymierne korzyści dla pracodawcy. Pracownik musi dbać o interesy pracodawcy i mieć swój wkład w prosperowanie firmy. Przecież danie podwyżki pracownikowi musi się pracodawcy w jakiś sposób opłacić. Pracownik zatem musi przyczynić się do wzrostu dochodów w firmie.
      Co do zakładania własnej działalności przez pielęgniarki – bardzo popieram i myślę, że tego nam tu właśnie w Polsce trzeba – pielęgniarek i pielęgniarzy – ludzi biznesu.

    • Jeśli pracujesz w państwowym szpitalu dyrektor raczej się nie przejmie oczekiwaniami jednej położnej. Za chwilę może zatrudnić inną i mało go interesuje która ma lepsze wykształcenie, umiejętności, wiedzę czy doświadczenie.. Po pierwsze dlatego, że jak coś jest państwowe to jest „niczyje”, po drugie dlatego, ze płytkie „myślenie” dyrekcji większości szpitali polega właśnie na przekonaniu, że na ranga i funkcjonowanie placówki są zależne jedynie od kadry lekarskiej!
      Znajdź chociaż jeden szpital czy oddział, który w dziale „zespół” np. na stronie internetowej wymienia położne czy pielęgniarki z imienia, nazwiska, tytułu zawodowego (czy nawet stopnia naukowego) wraz z zakresem obowiązków. Taki opis pracujących w placówce lekarzy pojawia się bardzo często. Świetny dowód na to jak interpretowany jest nasz wkład w opiekę nad pacjentem.

    • Mario, ciekawe spostrzeżenie – też to zauważyłam. Pierwszy z brzegu przykład z internetu: http://www.medicers.pl/nasz_zespol/. Wprawdzie, są tu wymienione pielęgniarki i położne z imienia i nazwiska, ale bez tytułów (lekarze i fizjoterapeuci są wymienieni z tytułami; ciekawe, czy te pielęgniarki i położna posiadają tytuły lic. lub mgr? Jeśli nie, wypadało wpisać przed ich imionami i nazwiskami: piel. dypl. lub położna dypl.) Zwóćmy też uwagę na kontrast w opisie. Lekarze to „uznani specjaliści, pracujący również w warszawskich szpitalach, co stanowi gwarancję najlepszej opieki i użycie rekomendowanych metod terapeutycznych, tak, aby Państwa powrót do zdrowia był możliwie najszybszy.” Fizjoterapeuci to „wykształceni specjaliści w wielu metodach rehabilitacji, którzy pomogą Państwu odzyskać sprawność utraconą wskutek choroby lub urazu.” A pielęgniarki to… „zgrany zespół, którego członkinie z oddaniem służą Państwu pomocą w zdrowiu i chorobie”. I jakie są Twoje wrażenia? Moim zdaniem, zupełnie inny jest wydźwięk opisu lekarzy i rehabilitantów (jako specjalistów), niż pielęgniarek (których specjalistkami nie nazwano, lecz… służbą, pomocą). To świetnie, że są one zgranym zespołem i że są oddane pacjentom – można by to samo napisać o lekarzach i fizjoterapeutach. Chodzi o to, że jest to opis zupełnie innej kategorii niż pozostałe dwa. Nie ukazuje on zawodu pielęgniarki jako specjalistki. Dlaczego by nie pójść tym samym tropem w opisie, co u rehabilitantów i lekarzy, że pielęgniarki to: wykształcone specjalistki w zakresie stosowania rekomendowanych metod sprawowania opieki nad pacjentami w różnych stanach chorobowych, co gwarantuje Państwu najwyższą jakość świadczonych usług?

  10. Moniko, specyfika pracy położnej trochę się różni od pracy pielęgniarki. Pielęgniarka nie zastąpi lekarza, wypisując recepty, nie diagnozuje i nie leczy sama chorób. Położne też tego nie robią, ale ciąża nie jest chorobą i położne już teraz mają prawo prowadzić własne gabinety a w nich opiekować się samodzielnie ciężarnymi. W tej sytuacji wystawianie skierowań na badania może się przydać tym z nas, które mają kontrakt z NFZ. To lekarz wchodzi w kompetencje położnym, prowadząc ciąże fizjologiczne i niech może zostanie położną, skoro zamiast leczyć chorych jak na lekarza przystało, wtrąca się w prowadzenie ciąż i porodów. :-)

    • Tak, dlatego pisałam, że w samodzielnym prowadzeniu ciąży miałoby to sens. Myślę jednak, że nie w takiej formie, jak zostało to przedstawione w rozporządzeniu. Zlecanie badań kobiecie w ciąży przez położną – jestem jak najbardziej na tak, ale zlecaniem proponowanych leków, tj. wymienione w rozporządzeniu antybiotyki (które nieraz przecież ciężarna musi otrzymać) czy hormonów w przypadku komplikacji ciąży, myślę, że powinien już zająć się raczej ginekolog, bo to już jest działka lekarza (a Ty co myślisz o tej kwestii?). Prowadzenie ciąży fizjologicznej – oczywiście działka położnej i myślę, że może ona swobodnie zastąpić tu lekarza, chociaż, przyznam, że słusznie napisałaś, że, tak naprawdę, to lekarze wkroczyli w Waszą działkę i obecnie zdominowali prowadzenie ciąż, zmedykalizowali je bardzo. Myślę, jednak, że jest tu miejsce zarówno dla nich (np. wykonywanie USG, które też jest bardzo ważne, podtrzymywanie farmakologiczne ciąży zagrożonej, porody przez cesarskie cięcie, leczenie kobiety w trakcie ciąży, ciąże powikłane), jak i dla Was (np. prowadzenie szkoły rodzenia – uczestniczyłam i jestem bardzo wdzięczna położnym za te lekcje – bardzo mi się przydały w praktyce podczas porodu, czy edukacja nt. karmienia piersią, pielęgnacji noworodka, no i, oczywiście odbieranie porodu fizjologicznego).

  11. Jeśli chodzi o zlecanie np. antybiotyków uważam, że jest niepotrzebne. Położne nie zajmują się leczeniem, a przynajmniej nie powinny. Uważam wręcz, że powinnyśmy od tego odejść tam, gdzie to możliwe. W procesie leczenia jesteśmy personelem asystującym, wykonującym zlecenia, współdziałającym z lekarzami, którzy jednak w większości sami podejmują większość decyzji. Prawo położnych do wypisywania recept na antybiotyki czy przedłużania recept na leki, zlecone przez lekarza doda nam tylko zbędnych obowiązków. Nie uważam też, aby prestiż zawodu położnej mógł przez to wzrosnąć. Może wręcz jest odwrotnie – staniemy się „sekretarkami lekarzy”, wykonującymi czynności, których lekarzowi się po prostu nie chce wykonywać.Wiele położnych i pielęgniarek juz tak robi uzupełniając bloczki z podpisem i pieczątką lekarza. Nowa ustawa tylko to ułatwi. Szanujmy siebie, swój czas i wiedzę, korzystajmy w pełni ze swoich kompetencji zamiast domagać się nowych, zbędnych.

    • Zgadzam się w pełni z tym, co napisałaś. Stąd właśnie moje negatywne podejście do proponowanych (w tej formie) przez Pana Ministra zmian.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>