W pogoni za prestiżem

prestiżNa Zachodzie pielęgniarki wypisują recepty, a czynnościami pielęgnacyjnymi zajmują się opiekunowie medyczni. Pielęgniarce zatem pozostaje praca bardziej „czysta.” Wydaje nam się to zajęciem znacznie bardziej prestiżowym niż nasze, polskie realia, gdzie pielęgniarka sama zajmuje się pielęgnacją, a jej rola w leczeniu ogranicza się do podawania zleconych leków. Tymczasem, na czym, tak naprawdę polega prawdziwy prestiż?

Wg słownika języka polskiego, „prestiż” oznacza ”znaczenie, poważanie, jakim ktoś lub coś cieszy się w swoim otoczeniu.”

Z prestiżem kojarzą nam się takie zawody jak lekarz czy prawnik. A co z naszym zawodem? Często mówimy o sobie: „Jestem tylko pielęgniarką”, narzekamy na niskie pensje, na brak uznania. Tymczasem, wg badań CBOS przeprowadzonych w 2013 roku, Polacy oceniają nasz zawód bardzo wysoko, bo na 6 (równorzędnej z piątą) pozycji w rankingu (o dwa oczka wyżej niż zawód lekarza!).

Jak widać, niski prestiż wykonywanych przez nas działań istnieje tylko… w naszych własnych głowach! To my same umniejszamy swoją rolę!

Część osób chciałoby się bardzo oddzielić od, tak naprawdę, sedna naszego zawodu, którym jest pielęgnacja chorego, a skupić się bardziej na czymś, co jest bliższe lekarzom. Dlatego część osób uznaje pomysł Ministra z wypisywaniem recept przez pielęgniarki za wzrost naszego prestiżu. Część osób chętnie oddałoby swoje obowiązki pielęgnacyjne opiekunom medycznym, twierdząc, że od zmiany pampersów i podawania basenu prestiż zawodu nie urośnie, w związku z czym nie urosną też zarobki. Uważamy, że pielęgnacja w podstawowym wymiarze nie wiąże się z prestiżem, bo nie wymaga specjalistycznej wiedzy ani umiejętności.

Tymczasem, o wiele większe znaczenie miałaby dla mnie pielęgniarka, która by mnie profesjonalnie umyła, w sytuacji, gdy sama bym tego zrobić nie mogła, która by poćwiczyła moje przykurczone ciało, zmieniała mi często pozycję, poczesała moje stargane włosy i myła je co kilka dni, by nie były tłuste, robiąc mi przy tym relaksacyjny masaż głowy niż ta (jedna z wielu, w okienku rejestracyjnym), która wypisałaby mi na szybko receptę na lek zaordynowany wcześniej przez lekarza.

Prestiż kojarzy nam się też z zadaniami, w których możliwy jest rozwój. Zarzucamy więc pielęgnacji, że nie wymaga ona długoletnich studiów, zbytniej wiedzy czy umiejętności. Wydaje nam się ona prostą czynnością, w której nie ma miejsca na rozwój.

Tymczasem, odpowiedzcie sobie szczerze: kto z Was lubi wykonywać toaletę u pacjenta? Kto chce jak najszybciej ją „odbębnić” i umyć szybko następnego? Jak często myjecie włosy pacjentowi leżącemu? Kto wykonuje mu przy tym relaksacyjny masaż głowy? Kto z Was masuje ciało pacjenta leżącego w łóżku podczas toalety? Kto z Was wykonuje z nim ćwiczenia bierne podczas zmiany pozycji? I jak często tę pozycję pacjentom zmieniacie?

A jak często zmieniacie swoją pozycję w łóżku, gdy na nim leżycie? Ja nieraz się odwracam co 5-10 minut, jeśli mi jest niewygodnie! Jak często myjecie swoje włosy? Ja myję je nawet codziennie, a najrzadziej co 3 dni!

Jak widać, na polu podstawowej pielęgnacji jest jeszcze sporo miejsca na rozwój. Można bowiem pacjenta „umyć” i można go Umyć. 

Można również połączyć pielęgnację z edukacją, ucząc rodzinę pacjenta właściwej opieki nad chorym. Zaangażujmy ją więc w działania, pokażmy jej, jak to się profesjonalnie robi. A jak rodzina będzie robić to dobrze i nam w tym pomagać na oddziale, to jest to nasz ogromny SUKCES!

Kolejny zarzut, jaki stawiamy pielęgnacji, to wyobrażenie, że nie zasługuje ona na duże zarobki. 

Pozwólcie, że zadam Wam pytania: Kto z Was robi sobie maseczkę rewitalizującą na twarz lub mikrodermabrazję u kosmetyczki i płaci jej za to grubą kasę? Czy nie uważacie wówczas kosmetyczki za cenną specjalistkę tylko dlatego, że robi Wam pielęgnację, podkreślam PIELĘGNACJĘ twarzy? Kto z Was płaci masażyście za rozluźniający masaż pleców? Czy masażysta ten nie ma dla Was wielkiego znaczenia i czy nie darzycie go szacunkiem po tym, jak wspaniale się czujecie po jego zabiegu – po tym, jak swoim profesjonalnym dotykiem ulżył Wam w bólu lub Was zrelaksował?

Leżenie bez możliwości ruchu musi być straszne! My możemy uczynić je przyjemniejszym!

Na tym polu, na polu pielęgnacji, już nawet tej podstawowej, jak widać, jest miejsce na prestiż i rozwój, jest powód, by więcej zarabiać. Musimy tylko, zacząć doceniać to, kim jesteśmy i co robimy. Musimy też skupić się na tym, co możemy jeszcze zrobić, aby tę pielęgnację wykonywać na wyższym poziomie.

Do pielęgnacji podstawowej dochodzi też wiedza specjalistyczna, tj. profesjonalne leczenie odleżyn. Mamy z tego zakresu wiedzę, posiadamy liczne kursy, znamy różne rodzaje opatrunków. A jak to wygląda w praktyce? Szpitale nie zawsze dysponują nowoczesnymi opatrunkami, a niekiedy, jak już dysponują, to ich nie stosujemy. Wolimy stare, „sprawdzone” metody. Ponieważ opieka nie jest zindywidualizowana (mam tu na myśli brak charakteru pracy mój pacjent-moja pielęgniarka), nie ma wydzielonej jednej pielęgniarki koordynującej proces leczenia odleżyn u danego pacjenta. I tak, jedna pielęgniarka jednego dnia przyklei na odleżynę Granuflex, a inna drugiego dnia go odklei, bo przecież wystarczy opatrunek suchy. Co więcej, nieraz nie wiadomo, kiedy założono dany opatrunek, bo pielęgniarka, która go zakładała powiedziała pielęgniarce, która uzupełniała dokumentację pacjenta, aby wpisała w kartę odleżyn nazwę i datę założenia opatrunku, ale ta tego nie usłyszała lub, po prostu, zapomniała (są to prawdziwe przykłady z życia wzięte)… Jak widać mamy jeszcze wiele do zrobienia na polu naszej organizacji pracy. 

Z pielęgnacją związana jest też bezpośrednio epidemiologia. By pościelić łóżko, nie trzeba studiów, ale studia są potrzebne, by mieć cały czas świadomość w swojej głowie, że każde łóżko powinno się ścielić w innych rękawiczkach.

Dodam, że pielęgnowanie to jednak nie tylko pielęgnacja. Pielęgnowanie to również edukacja pacjenta i jego rodziny, badania naukowe, komunikacja interpersonalna, doskonalenie sprawności manualnej w wykonywanych przez nas działaniach, profesjonalna obsługa i znajomość użytkowania sprzętu medycznego, udział w leczeniu, udział w rehabilitacji, promocja zdrowia. Wiele z tych kwestii jeszcze nie funkcjonuje prawidłowo lub nie funkcjonuje wcale.

Co do komunikacji z rodziną - Kto z Was przedstawia się rodzinie pacjenta z imienia i nazwiska, podając jej rękę i mówiąc: „Witam, nazywam się XY, jestem pielęgniarką, opiekującą się Państwa ojcem. W czym mogę Państwu pomóc?”

Kto z Was informuje rodzinę o stanie pielęgnacyjnym pacjenta, a kto odsyła ją od razu do lekarza? W jakim zakresie w ogóle możemy informować rodzinę? No, nie jest to dopracowane, często tego nie wiemy. Boimy się, że lekarz bądź rodzina oskarżą nas o to, że coś powiedziałyśmy za dużo bądź źle. Dlatego wolimy nie mówić nic i sami tworzymy nasz wizerunek w stylu: „Proszę do lekarza, ja tu tylko sprzątam.” Czy na tym ma polegać profesjonalizm? Na anonimowości, braku komunikacji, bezpodstawnym na wstępie strachu przed sądem i braku znajomości własnych kompetencji?

A co z promocją zdrowia? Jako pielęgniarki powinnyśmy wręcz świecić przykładem. A prawda jest taka, że spora część z nas pali papierosy, niezdrowo się odżywia, nie poświęca czasu na uprawianie sportu, ma nadwagę. Jak tu więc zmotywować pacjenta do zmiany nawyków? Nie zajmujemy się tym, tłumacząc, że nie mamy na to czasu, a tak naprawdę to sami nie widzimy w tym sensu. Na studiach narzekaliśmy, że takie przedmioty to „głupoty”. Tymczasem, społeczeństwo choruje właśnie dlatego, bo zaniedbuje zdrowy styl życia.

Odnośnie naszego udziału w leczeniu – on już jest i to bardzo istotny – to lekarz zleca, a do nas należy właściwe PODANIE leku i rozpoznanie objawów niepożądanych po jego podaniu. Taka jest nasza rola, a odpowiedzialność nie mniejsza niż lekarza. Lekarz bowiem, jak się pomyli, to zawsze może jeszcze poprawić zlecenie, a my? Jak się pomylimy, to… KAPLICA! Nasza rola jest więc tutaj bardzo poważna i już sama w sobie zasługuje na uznanie i sporą kasę. Nie musimy pchać się w czyjeś obowiązki, tj. wypisywanie recept, aby nasz udział w leczeniu zasługiwał na prestiż.

Poza tym musi istnieć podział zadań – nie da się bowiem prowadzić tego samego samochodu jednocześnie przez dwóch kierowców, bo powstałby na drogach wielki karambol. Jednak, żeby przyjemnie i bezpiecznie jeździć samochodem potrzebny jest zespół: kierowca, myjnia, stacja paliw, ubezpieczyciel, mechanik. Każdy z tych członków zespołu ma przydzielone SWOJE zadania, za których profesjonalne wykonanie jest odpowiedzialny.

Wyobraźmy sobie sytuację (która, notabene, zdarza się nie tak rzadko w naszej pracy), że rano jeden lekarz zleca jakiś lek, wieczorem inny lekarz go odstawia, nie konsultując tego z pierwszym, bo twierdzi, że tamten źle zrobił, że go przepisał, a rano przychodzi znów pierwszy lekarz, który dziwi się i wkurza, że jego lek został odstawiony… I tak możemy się przekomarzać w nieskończoność, kto z nas wie lepiej, kto jest mądrzejszy, jednak efekt leczenia w takim systemie będzie marny, bo zanim lek zdąży wykazać swoje działanie, już jest zastępowany innym. A pacjent ma przy tym niezły mętlik w głowie. Gdybyśmy miały samodzielnie wypisywać recepty i „z głową” kontynuować leczenie mogłoby dochodzić właśnie do takich konfliktów. No, a jeśli naszą rolą miałoby być tylko przepisanie dalej zleconego leku (z jednej kartki na drugą), zawsze w takiej samej formie, jak pierwotnie zlecona, to cóż to za prestiż? Taką czynność potrafi wykonać już dziecko w pierwszych klasach podstawówki! No, chyba, że chodzi o prowadzenie leczenia od podstaw, tzn. my je prowadzimy od początku do końca. My je ordynujemy i my kontynuujemy, modyfikujemy – tylko taką opcję rozumiem jako samodzielność zawodową. Tylko, czy wówczas lekarze nie okażą się w pewnym momencie niepotrzebni?

Obserwuję, jak dla wielu pielęgniarek czynności pielęgniarskie wydają się być mało prestiżowe, za to bardzo interesują się czynnościami, które wykonują lekarze.

Obecnie, na modę Zachodnią, zaczyna powstawać pewien paradoks. Pielęgniarki wypisują recepty, samodzielnie prowadzą znieczulenie, a pielęgnacją zajmują się opiekunowie medyczni. W Polsce opiekun medyczny jest nowym zawodem (we wrześniu 2007 r. rozpoczęto edukację w tym zawodzie). Dyplom potwierdzający kwalifikacje zawodowe można uzyskać na dwa sposoby:

  • W szkole policealnej (jeśli osoba posiada średnie wykształcenie);
  • W formie kwalifikacyjnego kursu zawodowego (jeśli osoba dorosła nie posiada średniego wykształcenia).

Kształcenie trwa rok. Czy coś Wam to nie przypomina? Czy nie od podobnego kształcenia startował nasz zawód?

Co należy do zadań opiekuna medycznego? Do jego zadań należy m.in. rozpoznawanie i rozwiązywanie problemów pielęgnacyjnych i opiekuńczych osoby chorej i niesamodzielnej (czy to Wam czegoś nie przypomina? Czy to nie istota naszego zawodu? Czy to nie część naszego procesu pielęgnowania?).

Opiekun zajmuje się pielęgnacją podstawową, tj. ścielenie łóżka, toaleta pacjenta, toaleta jamy ustnej, golenie, czesanie, zmiana pozycji ciała, profilaktyka przeciwodleżynowa, pielęgnacja stomii i wymiana worków stomijnych oraz cewników zewnętrznych, karmienie, a nawet wykonywaniem pomiarów (tętno, ciśnienie, oddech, temperatura). Pielęgnacja specjalistyczna pozostaje w kompetencji pielęgniarki.

Program nauczania w zawodzie opiekuna medycznego zawiera przedmioty tj. zarys anatomii, fizjologii i patologii z elementami pierwszej pomocy, zarys psychologii i socjologii, zdrowie publiczne, w tym treści nauczania tj. promocja zdrowia i profilaktyka, teorie pielęgnowania, a wykaz literatury jest taki sam jak u nas, na pielęgniarstwie! Zobacz program nauczania i wykaz literatury (pochodzący z 2007 roku) oraz nową kartę programową (z 2012 roku).

Podkreślam, opiekun medyczny to nowy zawód. Na pewno też będzie chciał się rozwijać. Kto wie, może na drodze poszerzania kompetencji niedługo opiekunowie medyczni będą mogli podawać leki doustne, skoro pielęgniarka będzie je przepisywać (a tym samym musieli by je zgodnie z prawem móc układać), wykonywać niektóre iniekcje (heparynę czy insulinę – to przecież takie proste), czy zmierzyć poziom cukru we krwi w szpitalu? Może to właśnie oni będą tymi osobami, które, z uwagi na węższy zakres obowiązków (a tym samym więcej czasu dla pacjenta) zajmą się wreszcie szerzeniem edukacji na temat zdrowego stylu życia w szpitalach (mają bowiem wpisane w wyżej wspomnianą nową kartę programową (str.25) umiejętności wynikowe, które uczeń powinien posiąść po zrealizowaniu zajęć, tj. „wyjaśnić zasady zdrowego stylu życia”, „zaplanować działania prozdrowotne” czy „zastosować zasady profilaktyki chorób”, więc dlaczego nie?). Opiekun medyczny powoli zastępuje więc pielęgniarkę, a pielęgniarka, rozszerzając swoje kompetencje zastępuje lekarza. Jest to z pewnością tańsze rozwiązanie, bo opiekun medyczny musi przecież zarabiać mniej niż pielęgniarka, a pielęgniarka mniej niż lekarz (porównaj zarobki tutaj:

Czy jest to umocnienie naszego zawodu czy raczej zboczenie z obranej ścieżki, pójście w innym kierunku, zgubienie istoty zawodu, zatracenie granicy między zawodami?

Prestiż zawodu

W tej sytuacji wartość finansowa tego, co robimy, tego, z czego istota naszego zawodu wyrosła, zostaje paradoksalnie zaniżona. Czynności pielęgnacyjne zostają bowiem wycenione niżej niż dotychczas z uwagi na to, że zaczyna wykonywać je opiekun medyczny.

I powstaje pytanie – co zatem robi lekarz? No, ten to ma dobrze, bo dzięki pielęgniarkom został odciążony ze sporej części obowiązków, a i tak zarabia najwięcej.

Może więc zamiast przejmować na siebie po kolei obowiązki lekarzy, zamiast ciągle ROZSZERZAĆ swoje kompetencje w kierunku lekarskim, należy zacząć DOSKONALIĆ, UMACNIAĆ i PROMOWAĆ te, które już posiadamy?

Weźmy przykład położnych. Mogłyby zacząć rozszerzać swoje kompetencje, wykonując USG, a odbieranie porodu zostawić akuszerkom lub popularnym ostatnio, doulom. One jednak podczas zajęć w szkołach rodzenia gloryfikują swój zawód, podkreślając jak dumnym zadaniem jest być odbiorcą nowego życia. Chociaż zawód douli zaczyna być coraz bardziej popularny i może wkrótce częściowo zastąpi położną?

Jak podaje źródło, ”doula to wykształcona i doświadczona, również w swoim macierzyństwie, kobieta, zapewniająca ciągłe niemedyczne, fizyczne, emocjonalne i informacyjne wsparcie dla matki i rodziny na czas ciąży, porodu i po porodzie.” Gdyby doula zastąpiła położną w części swych obowiązków, np. to ona pomagałaby mi przetrwać pierwszy okres porodu, pomagała wybrać pozycję porodową, pomagała przystawić dziecko do piersi i edukowała na temat tego, jak je nosić, ubierać, kąpać, a położna przyszłaby tylko na sam moment odebrania mojego porodu, to w moich oczach prestiż położnej by spadł, bo ja właśnie cenię położną również za wsparcie, które mi daje podczas ciąży, oczekuję od niej wsparcia podczas porodu, pomocy przy karmieniu piersią i pielęgnacji noworodka.

Kolejny przykład – rehabilitant. Przecież mógłby rozszerzyć swoje kompetencje w kierunku lekarza i zacząć wypisywać recepty na leki przeciwbólowe i rozluźniające mięśnie. Ale on się w to nie pcha. Woli zająć się swoim zawodem i leczyć ruchem, masażem czy zabiegami i pokazać, że nie musisz pakować leków w swój organizm i truć swojej wątroby – wystarczy fizykoterapia lub rozmasowanie ciała. Rehabilitant woli podkreślić swoją rolę, pokazując, że odpowiednio dobrane ćwiczenia mogą postawić na nogi człowieka, którego lekarze skazali na wózek inwalidzki do końca życia.

Dietetyk również mógłby zacząć wypisywać recepty na insulinę, ale on woli umacniać swoją rolę zawodową i podkreślać, że cukrzycy możesz UNIKNĄĆ dzięki podążaniu za jego radami odnośnie zdrowego stylu życia.

Psycholog również mógłby zacząć wypisywać recepty na leki psychiatryczne, mógłby zrobić sobie kurs farmaceutyczny i stać się „małym psychiatrą”, ale on woli podkreślać, że rozwiązanie problemu emocjonalnego nie zawsze tkwi w „ogłupieniu” pacjenta lekami, ale na zrozumieniu pewnych mechanizmów psychologicznych, na odkryciu prawdziwego siebie, na pokonaniu własnych lęków dzięki codziennej pracy nad sobą.

Tymczasem, pielęgniarka woli pozbyć się swoich atutów i oddać je w ręce innego zawodu – opiekuna medycznego, podkreślając, że jej zadania nie mają prestiżu. Woli stać się kimś innym. 

Prawda jest taka, że część osób, jak sami twierdzą, poszła na studia pielęgniarskie, dlatego że nie dostała się na medycynę. I teraz, po prostu, duszą się w tym zawodzie, bo mają inne zainteresowania – chcą leczyć, więc dążą do tego, by będąc pielęgniarką być takim „prawie lekarzem.” Jeżeli jednak kogoś interesuje prowadzenie leczenia, a źle się czuje wykonując czynności pielęgniarskie, to nie powinien umniejszać tego, czym pielęgniarka się zajmuje, tylko, po prostu, zmienić zawód i zostać lekarzem. Na realizację marzeń nigdy nie jest za późno. Uważam, że jeśli ktoś studiował pielęgniarstwo, a czynności pielęgniarskie mu nie odpowiadają, interesuje się natomiast czynnościami lekarskimi, to powinien móc pójść w tym kierunku i oprócz tytułu „pielęgniarka” zyskać osobny tytuł „lekarz”. Uważam, że studia lekarskie dla pielęgniarek z mgr powinny trwać znacznie krócej, np. podyplomowo (w ciągu dwóch czy trzech lat), wszak pielęgniarki mają już dużą wiedzę medyczną, nie powinny zatem startować od zera).

Chciałabym, aby studia pielęgniarskie nie były alternatywą dla medycyny, ale by szły na nie osoby, które faktycznie  marzyły o tym, by zostać właśnie pielęgniarką.

Fakt, leczenie może być interesujące, lecz warto wiedzieć, że leczenie to nie tylko farmakologia… Mamy tu tyle miejsca do popisu, a bywa, że w ogóle tego nie wykorzystujemy. Mam tu na myśli czas poświęcony na wsparcie psychiczne, edukację zdrowotną. Ale my nie mamy na to czasu, bo ciągle chcemy wzrostu naszych kompetencji, zaniedbując te, które już mamy. Bywa, że jak któraś dłużej rozmawia z pacjentem, to inne pielęgniarki ją obgadują, twierdząc, że się „pląta po oddziale”, zamiast zająć się robotą. Bo my „robotą” nazywamy tylko czynności instrumentalne (tj, podawanie leków, pobieranie badań, pomiary, pielęgnacja, asystowanie lekarzowi, zajmowanie się sprzętem) lub te związane z papierologią. Tymczasem, niekiedy rozmowa jest cenniejsza od leku, a lek bez rozmowy może okazać się trucizną.

Leczenie niefarmakologiczne może zatem nieraz okazać się cenniejsze od wypisanej recepty. Osobiście, jestem niezmiernie wdzięczna położnym, z którymi miałam kontakt w czasie swojej ciąży (poród już wkrótce! :)). Wyposażyły mnie one w ogrom użytecznej wiedzy, dały wiarę i siłę we własne możliwości, uspokajały i wspierały w trudnych momentach (czasem wykonanie kontrolnego pomiaru ciśnienia, po wcześniejszym uspokojeniu słowem i ciepłym uśmiechem może zdziałać cuda ;)) – niesamowicie cenię za to te osoby i darzę wielkim szacunkiem.

Z pewnością Wy też podczas swojej zawodowej ścieżki odegraliście ogromną rolę dla pacjenta właśnie poprzez pielęgnację, wykonanie pomiaru, wsparcie, uspokojenie, poświęcony na rozmowę czas, podanie cennej informacji, przekazanie wiedzy, empatię, a czasem po prostu rozweselenie. Przypomnijcie sobie to teraz i spiszcie to sobie wszystko na kartce.

Czasem tak mały drobiazg, jak podanie basenu we właściwym momencie, może mieć dla pacjenta ogromne znaczenie.

Żeby mnie dobrze zrozumiano, nie chcę umniejszać roli pielęgniarki wyłącznie do podawania basenów i mycia pacjentów. Chcę tylko podkreślić, że te zadania nie są wcale mało prestiżowe, że jest na tym polu jeszcze wciąż wiele do udoskonalenia i że te czynności też zasługują na duże zarobki, bo nie każdy byłby w stanie je wykonać. Trzeba mieć dużo empatii i delikatności, a jednocześnie trzeba być twardym i odpornym, bo pielęgnacji chorych ludzi raczej nie towarzyszą przyjemne zapachy. Poza tym, pielęgnacja ciała jest dla człowieka chorego tak bardzo ważna, bo jest to jego podstawowa potrzeba życiowa, a w sytuacji, gdy on sam nie może jej sobie wykonać, jesteś dla niego niczym zbawienie.

Nie chciałabym, aby mówiono o pielęgniarkach pracujących w ZOL-ach, że są mniej ambitne, czy że wykonują mniej prestiżowe czynności. Zainteresowania można mieć różne. To normalne, że jednych interesuje bardziej leczenie, innych rehabilitacja, innych praca ze sprzętem, zabiegi operacyjne, innych reanimacja, innych edukacja czy psychoterapia, a jeszcze innych właśnie pielęgnacja ciała. Które kwestie są wyższego rzędu? Które bardziej prestiżowe? Odpowiadam: TE, KTÓRE WYKONUJESZ PROFESJONALNIE. Wcale nie oznacza, że pielęgniarka pracująca w ZOL-u jest mniej ambitna. Ona jest specjalistką w swojej dziedzinie, opiece długoterminowej. Czy taka opieka ma mniejsze znaczenie dla pacjenta niż np. asystowanie podczas operacji czy prowadzenie znieczulenia? Nie, to tylko inny kierunek kariery zawodowej!

Pielęgniarstwo się rozwija – mamy coraz większą wiedzę, kończąc studia, liczne kursy kwalifikacyjne i specjalizacje. Zauważmy, że nasza specjalizacja to wiedza specjalistyczna z danej dziedziny… PIELĘGNIARSTWA, a nie MEDYCYNY. Pielęgniarka specjalistka nie staje się, np. anestezjologiem, kardiologiem czy lekarzem rodzinnym, tylko pielęgniarką anestezjologiczną, kardiologiczną czy rodzinną. Ona posiada większą wiedzę niż pielęgniarka bez specjalizacji, ale ta wiedza potrzebna jej jest do lepszego PIELĘGNOWANIA w tej dziedzinie, a nie do zastępowania lekarza.

W poprzednią niedzielę, gdy byłam w Kościele, bardzo zainspirowało mnie kazanie, w którym ksiądz opowiedział Legendę o Trzech Drzewach. Pomyślałam, że wspaniale pasuje ona do tematu mojego artykułu, a tym bardziej, że zbliżają się Święta Wielkanocne – zachęca do refleksji nad własnym zawodem i jego znaczeniem:

LEGENDA O TRZECH DRZEWACH

Dawno temu, w lesie, rosły trzy piękne drzewa. Każde z nich miało jakieś marzenie. Pierwsze drzewo marzyło, by zrobiono z niego piękną szkatułkę, rzeźbioną i obijaną złotem. Aby przechowywano w niej klejnoty, złoto, srebro i żeby wszyscy ludzie podziwiali jej piękność.

Drugie drzewo marzyło, by stać się wielkim statkiem, który miałby przewozić królów i by wszyscy czuli się bezpiecznie na jego pokładzie.

Trzecie drzewo chciało zaś rosnąć, by stać się najwyższym i najprostszym drzewem w całym lesie. Chciało, by każdy, kto zobaczy je na wzgórzu, podziwiał jego potęgę, widząc jak jego konary sięgają nieba i przez to pamiętał je na zawsze.

drzewoPo kilku latach przybyli do lasu drwale. Jeden z nich podszedł do pierwszego drzewa i stwierdził, że jest bardzo piękne i wygląda szlachetnie. Stwierdził że uda mu się sprzedać je cieśli. Drzewo się ucieszyło, bo pomyślało, że cieśla zrobi z niego piękną figurkę.
Następny drwal spojrzał na drugie drzewo i stwierdził, że jest bardzo mocne, więc idealnie nada na statek. Drzewo było zachwycone, wiedząc, że już wkrótce spełni się jego marzenie. W końcu drwale podeszli do trzeciego drzewa. Ono bardzo się przeraziło, bowiem wiedziało, że jeśli drwale je zetną, to nie spełni się jego marzenie. Drwal powiedział, że to drzewo nie jest co prawda jakieś szczególnie piękne ani mocne, ale w zasadzie on nie potrzebuje jakiegoś specjalnego drzewa, i to właśnie w zupełności mu wystarczy.

Cieśla po zakupie pierwszego drzewa długo zastanawiał się, co z niego zrobić. Postanowił, że zrobi z niego żłobek, który umieszczono w stajni, by zwierzęta mogły z niego jeść. Żłobek nie był tym, o czym drzewo marzyło, nie był bowiem ani piękny, ani ozdobny, nikt się nim nie zachwycał, nie trzymano w nim skarbów. Z drugiego drzewa zrobiono co prawda statek, ale była to raczej mała i skromna żaglówka rybacka. Jego marzenia o prestiżu płynącym z przewozu królów i bycia potężnym statkiem prysły jak bańka mydlana. Trzecie drzewo pocięto na duże belki i pozostawiono w ciemności bez użytku przez wiele lat. I tak marzenia drzew o wielkim prestiżu i podziwie przez społeczeństwo zostały zburzone.

Minęło trochę lat. Pewnego dnia do stajenki przyszedł mężczyzna i kobieta, która urodziła tam dziecko i położyła je w żłobku. Do tego dziecka zaczęli przybywać pasterze i królowie z dalekich stron świata i nagle drzewo zrozumiało, jak wielkie znaczenie w historii miało, bo leżał w nim największy i najdroższy skarb Wszechczasów.

Minęło znowu parę lat, kiedy to grupka mężczyzn wybrała się w podróż małym statkiem rybackim. Jeden z nich był bardzo zmęczony, ułożył się więc do snu. Kiedy już trochę oddalili się od brzegu, na morzu zerwała się wielka burza. Drzewo, z którego zrobiono statek, bardzo się obawiało się, że nie będzie w stanie sprostać zadaniu i nie uchroni tych ludzi przed utonięciem. Przerażeni mężczyźni obudzili wtedy śpiącego. Wstał on i powiedział: „Pokój”, a burza natychmiast się uspokoiła. Drzewo zrozumiało wówczas, że na swoim skromnym pokładzie wiozło kogoś potężnego, najwspanialszego, któremu nawet burza nie straszna. Wiozło Króla, o jakim nawet nie śmiało marzyć. Wiozło Króla Królów.

W końcu podszedł ktoś i zabrał ze sobą leżącą do tej pory bez użytku pociętą belkę z trzeciego drzewa. Ten ktoś niósł je ze sobą przez długą drogę na wysoką górę. Ludzie wyśmiewali, kpili i ubliżali temu człowiekowi. Gdy człowiek ten dotarł do celu podróży, przybito go do drzewa i pozostawiono, by na nim umarł. Wtedy to ziemia się zatrzęsła i zapadł zmrok w ciągu dnia, a drzewo zrozumiało nagle, że było tak bardzo wysoko, wyżej niż kiedykolwiek marzyło. Było najbliżej nieba i najbliżej Boga, jak tylko mogło być, bo właśnie zmarł na nim… Zbawiciel…

***

Uważam, że w moim zawodzie, w zawodzie pielęgniarki, jest sporo miejsca na rozwój, zgodny z naszymi kompetencjami. I to na tym polu, na polu własnej profesji, umacniajmy swój prestiż. Pielęgniarka nie musi stawać się lekarzem, by zyskać uznanie, ona zasługuje na uznanie właśnie dlatego, że jest pielęgniarką. Trzeba tylko docenić to, kim się jest i co się robi.

Pielęgniarko, pamiętaj, że to Ty jesteś NAJWIĘKSZĄ SPECJALISTKĄ OD TEGO, CO LUDZKIE. Bądź z tego z dumna!

Pamiętajmy zatem, że w naszym zawodzie jest miejsce na prestiż. Miejmy jednak na uwadze, że na prestiż zasługuje się jednak tylko wówczas, gdy swoje czynności wykonuje się w pełni profesjonalnie. A że na tym polu jest jeszcze wciąż dużo do doskonalenia, mamy więc szansę, aby się wykazać, aby pokazać, jak wspaniała i profesjonalna może być praca PIELĘGNIARKI! Praca w charakterze zgodnym ze swoją profesją.

Prestiż-sposób

Kraje Zachodnie zawsze wydawały nam się bardziej rozwinięte i prestiżowe. Dlatego uważamy je za wzór. Chciałam serdecznie podziękować wszystkim osobom, które w komentarzach pod dwoma moimi ostatnimi artykułami zamieściły cenne i szczegółowe informacje dotyczące pracy pielęgniarki za granicą. Wasze opisy z pewnością poszerzają moje horyzonty myślowe, otwierają mój umysł na inne rozwiązania, poddają nowe pomysły, skłaniają do refleksji. Tymczasem, ciężko jest mi coś jednoznacznie ocenić, gdy nie mam bezpośrednich, osobistych doświadczeń w danym zakresie. Żeby to jednoznacznie ocenić, musiałabym, po prostu tam popracować.

Dodam, iż to, że w innych krajach istnieje przytoczony na wstępie artykułu model, nie oznacza, że jest to pomysł idealny. A nawet jeśli jest dobry, to gdy już się na czymś wzorować, to w pełnym wymiarze.  Aby wprowadzić w życie innowacje pochodzące z innych krajów, NAJPIERW trzeba by było przygotować pod to odpowiedni grunt. Trzeba by stworzyć wizję, scenariusz tego, jak miałoby to wszystko wyglądać w praktyce, a jak wyglądać nie może. Trzeba „z głową”, w porozumieniu ze środowiskiem pielęgniarek-praktyków, ustanowić wykaz leków, które może przepisać pielęgniarka lub położna – tak, aby miało to związek z jej wykształceniem, np. jej specjalizacją, z tą dziedziną, którą ona się zajmuje. Trzeba by stworzyć algorytmy postępowania, kiedy można przepisać lek, a kiedy należy pacjenta skierować do lekarza. Trzeba by zreformować obecny system kształcenia, zwiększyć obsady pielęgniarek na dyżurze, stworzyć ścieżki kariery (tak jak w innych krajach) oraz satysfakcjonujący system wynagrodzeń. Trzeba więc podejść do tego zagadnienia bardzo poważnie, bo, póki co, na obecnym, polskim gruncie, z nawet bardzo cennego zagranicznego ziarenka może wyrosnąć brzydki, śmierdzący chwast.

A może zamiast narzekać na polskie realia i ciągle odgapiać od innych, czas „ruszyć samodzielnie głową”, i wypracować coś innego, lepszego? A wówczas, może to inne kraje zaczną się na nas wzorować?

48 komentarzy dla artykułu “W pogoni za prestiżem

  1. Przykro mi stwierdzić, ale o ile Twój poprzedni post był bardzo dobry i pokazałaś w nim szerokie spektrum widzenia, to w tym zrobiłaś coś odwrotnego.
    Droga pielęgniarstwa należy do rozwoju i poszerzania kompetencji. Dlaczego? Bo to, na temat czego toczy się teraz wojna, my mamy w programach nauczania od dawna (badania fizykalne, na przykład). Poza kursem wypisywania recept, oczywiście.
    Mieszkam w Finlandii i miałam okazję już zapoznać się bliżej z działającym tutaj systemem. Każdej polskiej pielęgniarce życzę pracy w takim systemie!
    Należy skopiować działający i sprawdzający się system, a nie tworzyć kolejnego, prawnego potworka…

    • Kami, ja się z Tobą zgadzam w 100%, że droga pielęgniarstwa należy do rozwoju. Pytanie tylko, w którym kierunku? W swoim artykule chciałam podkreślić, że to, co robimy teraz ma po pierwsze wielkie znaczenie, po drugie zasługuje na uznanie, szacunek i dobre zarobki, a po trzecie w wielu kwestiach wymaga jeszcze udoskonalenia. Chodziło mi o to, że chcemy ciągle poszerzać nasze kompetencje, a te które mamy nieraz zaniedbujemy. Dla mnie rozwój oznacza przede wszystkim stawanie się coraz lepszym w tym, co robię.

      Jestem też, jak najbardziej, przeciwna tworzeniu, jak to fajnie ujęłaś; „kolejnego, prawnego potworka”, dlatego tak, jak napisałam, jeżeli mamy coś kopiować z innych krajów, to w pełnym wymiarze, przygotowując pod to odpowiedni grunt, a nie tworząc na szybko, w sposób nieprzemyślany, ustawę.

      Wiesz, Kami, co podoba mi się bardzo w Twoim komentarzu? To, że wychwalasz system, w którym pracujesz. A co robi pielęgniarka pracująca w Polsce? NARZEKA, NARZEKA i jeszcze raz NARZEKA. Chciałabym, aby pielęgniarka równie dobrze wypowiadała się o pracy w Polsce, aby miała to poczucie satysfakcji i prestiżu. Tymczasem, z doświadczenia wiem, że i w Polsce jest miejsce na prestiż tego zawodu – to w dużej mierze zależy od nas samych, od naszej mentalności i od profesjonalizmu w tym, co teraz robimy. Tak, jak napisałam, prestiż nie zależy od rodzaju wykonywanych czynności, ale od sposobu ich wykonania.

      Z drugiej strony, jest na co narzekać – może się okazać, że wprowadzą nam więcej uprawnień, ale nie zwiększą obsady pielęgniarskiej ani wynagrodzenia, a recepty będzie wypisywała każda pielęgniarka, niezależnie od jej poziomu wiedzy na ten temat (bo tak jej każą) – no, typowy, polski obrazek.

      Dlatego nie jestem pewna, czy skopiowanie, wyrwanego tylko z całego kontekstu systemu, pomysłu z innych krajów, będzie tak samo funkcjonowało w naszych, polskich realiach.

      I jeszcze, co do kopiowania od innych – kiedyś jakiś kraj jako pierwszy wymyślił coś nowego, odmiennego, a potem inni zaczęli od niego kopiować. Dlaczego Polska ma być zawsze kopistą, a nie innowatorem? Ja mam właśnie taką duszę filozofa i innowatora. Uwielbiam tworzyć coś całkiem nowego, a jeśli już coś mam skopiować, to zanim to skopiuję, muszę to gruntownie przeanalizować i doświadczyć.

    • Zgadzam się z Tobą z powyższym postem. Jednakże te systemy, z których mielibyśmy kopiować, bo są lepiej zorganizowane, sprawniej działające i (co tu dużo ukrywać) lepsze, mają w szeregach opiekunów medycznych. Naprawdę nie trzeba robić studiów pięcioletnich, do tego specjalizacji i kursów kw., żeby zmienić komuś pozycję lub umyć włosy. „Chodziło mi o to, że chcemy ciągle poszerzać nasze kompetencje, a te które mamy nieraz zaniedbujemy.” niestety zaniedbujemy je, bo w chwili obecnej pielęgniarka musi być salową, pielęgniarką, panią psycholog, sekretarką i sama-nie-wiem-jeszcze-kim… Jest nas mało i się nie rozdwoimy, niestety. Dlatego najrozsądniejszym pomysłem wydaje się przeniesienie odpowiedzialności za czynności pielęgnacyjno/opiekuńcze (oczywiście nie wszystkie) na opiekunów medycznych. (ważne jest też aby powstał jakiś sensowny system drabiny płac, w którym pielęgniarka z takim-a-takim wykształceniem i doświadczeniem, nie mogłaby zarabiać mniej niż określona suma)
      Jestem rękami i nogami za stopniowym, ale całościowym wprowadzaniem gruntownej reformy opieki zdrowotnej. Bo doskonale zdaję sobie sprawę, że w chwili obecnej proponowana ustawa będzie kolejnym prawnym bublem.
      A mnie się wydaje, że lepiej jest skopiować sprawny i zadowalający system, niż starać się nieudolną innowacyjność. Co niestety jest u nas normą.

    • Tak, w naszym systemie jest nas na dyżurach bardzo mało. Nieraz pełnimy nawet samotne dyżury na 20-30 pacjentów (ja np. tak pełniłam), a jak to napisała jedna z moich czytelniczek, miała sama pod opieką 55 chorych! Ja myślę, że przede wszystkim w tym miejscu trzeba wprowadzić reformę, a nie jeszcze dokładać nam obowiązków.

      Piszesz, że pielęgniarka w naszym systemie jest: „salową, pielęgniarką, panią psycholog, sekretarką i sama-nie-wiesz-jeszcze-kim.” Jeżeli dojdzie nam wypisywanie recept, to zostaniemy jeszcze, oprócz tego, lekarzami.

      Reformę trzeba wprowadzić właśnie po to, by był podział obowiązków: by pielęgniarka wykonywała działania, których uczyła się na studiach, kursach i specjalizacjach (wypisywania recept nie uczyliśmy się, za to uczyliśmy się wielu innych czynności, których nie wykorzystujemy), by nie wykonywała obowiązków salowej – by była tu postawiona granica.

      Co do psychologa – nie widziałam, aby pielęgniarka prowadziła jakąś terapię behawioralną czy poznawczą na oddziale. Jednak wsparcie emocjonalne i psychoterapia elementarna, tj. aktywne słuchanie należy do kompetencji pielęgniarki (uczyliśmy się tego na studiach mgr i na licencjacie też). Jeżeli jednak psychoterapia elementarna nie wystarcza, powinien na oddział wkroczyć psycholog – i to też trzeba zreformować, czyli widzisz, znowu – podział zadań.

      Pisałam, że pchamy się w obowiązki lekarzy. Niektórzy pisali wcześniej w komentarzach, że nasze kompetencje z lekarzem powinny się przenikać. Dlaczego jednak nie chcemy, aby przenikały się nasze kompetencje z salową? Przecież to też członek zespołu interdyscyplinarnego. A to dlatego, że aby zostać salową, nie potrzeba studiów i jest to dla nas mało prestiżowe (chociaż, tak na marginesie, ja osobiście bardzo doceniam panie salowe i uważam, że mają do odegrania w naszym zespole ogromną rolę). Jakoś też nie bardzo lubimy być tym psychologiem i długo rozmawiać z pacjentem o jego problemie zdrowotnym, jakoś nie bardzo lubimy edukować pacjenta o zdrowym odżywianiu – nazwalibyśmy to wchodzeniem w kompetencje dietetyka (a edukację zdrowotną w zakresie żywienia mieliśmy przecież w programie nauczania), jakoś nie bardzo lubimy wykonywać ćwiczeń biernych (co do których mamy kompetencje, mamy to w programie nauczania) – mówimy, że od tego jest rehabilitant. Ale kompetencje lekarza (których, jeśli chodzi o wypisywanie recept, w Polsce jeszcze nie mamy i nie byliśmy kształceni w tym kierunku) wydają nam się jakoś dziwnym trafem… pielęgniarskie…

      Uważam, że dlatego, iż lekarz jest dla nas takim celem, do którego dążymy. Zawsze pielęgniarki narzekają, że on ma prestiż, że pacjenci darzą go szacunkiem, a pielęgniarka przy nim to jego służąca, popychadło. Nie chcemy być tak postrzegane, więc dążymy do tego, by zostać nim, by pokazać, że możemy być tacy jak on. Tylko, co wówczas? Nie ma już czasu na bycie pielęgniarką. Pacjenci zaczynają Cię cenić, ale za to, co robisz lekarskiego. Ja chcę umacniać to, co pielęgniarskie i wykorzystać wszystko to, czego byłam uczona na studiach.

      A zatem, jakie widzę innowacje w Polsce? Przede wszystkim zwiększenie obsady pielęgniarek na dyżurach, ustalenie jasnego podziału obowiązków między zawodami, zwiększenie naszego wynagrodzenia, podniesienie jakości zarządzania personelem, podniesienie jakości naszej komunikacji z pacjentem i jego rodziną (udzielanie im informacji, których udzielać możemy – opracowanie takiego zestawu informacji), wprowadzenie systemu „mój pacjent-moja pielęgniarka” docenianie samych siebie za to, co robimy, promocja naszego zawodu w tym zakresie, który teraz robimy.

    • W 100% zgadzam się z Panią. Nie bardzo rozumiem co autorka miała na myśli biorąc pod uwagę wyjaśnienia poniżej. Przeczytałam artykuł i mam wrażenie, że cofnęłam się w czasie.

    • To zależy od miejsca zatrudnienia. Z tym, że w Fi są pielęgniarki z różnym wykształceniem. RN po zawodówce i BC z RN po studiach lic.
      Co chciałabyś wiedzieć dokładnie?

  2. Bardzo dobry artykuł. Ciszę się, że wreszcie jest osoba, która mówi wprost na Nasz temat. Zgadam się, że nie powinnyśmy wchodzić w rolę lekarza. My Pielęgniarki mamy bardzo dużo swojej pracy i z tego powinnyśmy się wywiązywać. Bardzo dobrze pani zauważyła, że jednym z największych naszych problemów jest brak szacunku do samych siebie. Wiele razy słyszałam od koleżanek, że są TYLKO pielęgniarkami. Ja nie wstydzę się tego, że jestem pielęgniarką i nie ukrywam tego przed pacjentami i jego rodziną. Jestem z tego DUMNA, że właśnie ja jestem osobą, która jest najbliżej pacjenta i zna jego potrzeby.

    • Bardzo się cieszę, że ma Pani właśnie takie podejście do swojego zawodu. Umacniajmy się w tym, co robimy, a nie stawajmy się kimś innym :)

  3. Jestem niezwykle wdzięczny autorce tego jakże pięknego artykułu odnoszącego się do istoty i powołania zawodu pielęgniarki oraz opiekuna medycznego. Polecam powyższy tekst wszystkim opiekunom medycznym jako swoisty powrót do źródeł dlaczego zostałem/am opiekunem medycznym. Pamiętajmy pielęgniarki i opiekunowie medyczni RAZEM TWORZYMY ZESPÓŁ a wszystko to dla dobra pacjenta. NIE JESTEŚMY DLA SIEBIE KONKURENCJĄ !!!!!
    Pozdrawiam wszystkie pielęgniarki i opiekunów medycznych. ☺

    • Dziękuję Ci, Dariuszu, za tak pozytywną recenzję mojego artykułu. Cieszę się, że doceniasz to, kim jesteś :) Przy okazji, chciałam Cię zapytać, jak wygląda sytuacja u Ciebie z pracą? Czy pracujesz już w tym zawodzie (czy jest to praca w Polsce?)? Czy łatwo jest znaleźć pracę jako opiekun medyczny w Polsce?

  4. Autorka jak sądzę jest osobą młodą , pełną ideałów ! Po 30 latach pracy ideały wyblakły bo „leżą w szafie na półce tych niespełnionych”, satysfakcji” dwa pełne pawlacze” ! Nadal czekam na dobre normy zatrudnienia i satysfakcję finansową !Wypalenie zawodowe-chyba już mnie dopadło , ale staram się wykonywać moją pracę jak najlepiej, najuważniej , ale jestem już zmęczona oczekiwaniem zmian i ich brakiem !Troszkę dziegciu do lukru nadziei dodałam , ale patrzę ze smutkiem na przyszłość pielęgniarki w Naszym Kraju.Dodam ,że dyrektorzy łakomym wzrokiem patrzą na możliwość zatrudnienia np.Ukrainek, bo nadal można będzie płacić mało za ciężką pracę !

    • Młodą… umiarkowanie – 30 lat na karku w sierpniu, stażu w zawodzie 7 lat. Idealistka – tak, ale konfrontująca ideały z rzeczywistością i chcąca wprowadzić je w życie. Co do doświadczenia – zwykle z jednego dyżuru wyciągam masę różnych wniosków, a potem cała masa godzin i dni przemyśleń na dany temat w domu – taki już ze mnie filozof ;) Często muszę aż zapisywać te wnioski i myśli, bo jest ich tak dużo, więc żeby mi nie uciekły (często nawet kilka na jedną minutę!).

      Uważam, że normy zatrudnienia i stworzenie satysfakcjonujących systemów wynagrodzeń dla zawodu pielęgniarki jest to właśnie to, czym polski rząd powinien się zająć. Czy wypisywanie recept nam w tym pomoże czy tylko dołoży obowiązków? Dyskusja byłaby o wiele prostsza, gdyby brało w niej udział… Ministerstwo. Dlatego wysłałam ostatnio zapytania w tej kwestii do Pana Ministra i liczę na jego odpowiedź.

      Wypalenie zawodowe pielęgniarek w Polsce będzie coraz większe, jeśli nadal będzie taka mała obsada pielęgniarek na dyżurze, a obowiązków coraz więcej przy braku lub niewielkim tylko wzroście wynagrodzenia. Co więcej, wypalenia nie unikniemy, jeśli nie będziemy doceniać tego, co robimy, gdy będziemy same podkreślać, że nasz zawód nie ma prestiżu. Gdy będziemy mówić (jak w poniższym komentarzu), że „UMYĆ PACJENTA MOŻE KAŻDY IDIOTA” – no jak się tu nie wypalić, słysząc takie słowa o sobie? Dlatego nam płacą mało, bo same twierdzimy, że nie zasługujemy na dobrą kasę (no, jak tu płacić dużo idiocie? – no, same tak mówimy o sobie!).

      Odnośnie ideałów – każdy powinien mieć taki ideał siebie w swojej głowie i nieustannie do niego dążyć. Może na Pani półce tych niespełnionych marzeń leżą jakieś, które w Pani pracy są zależne od Pani – nie od rządu, nie od zakładu pracy? Może trzeba je odkurzyć i zacząć działać? :)

  5. Czytając Pani artykuł jedyny wniosek jaki mi się nasunął to: studia to strata czasu. By zostać pielęgniarką wystarczy ukończyć szkołę podstawową. Wykąpać, umyć głowę (nawet wykonując jakże skomplikowany masaż skóry głowy) i pościelić łóżko potrafi każdy idiota. Przeciętny Kowalski zrobi to prawidłowo po 2 prezentacjach. 3 lat na to nie potrzebuje. 5 lat tym bardziej. Ukazując te jakże „odpowiedzialne” czynności w takim świetle jak Pani raczyła to przedstawić zwyczajnie się ośmieszamy. To tak jakby za prestiżowy uznać zawód salowej, bo dobrą salową poznasz po tym, że nie umyje podłogi i nie wytrze klamki, ale je Umyje i Wytrze (ach!)
    Widać też, że nie pracuje Pani w środowisku domowym pacjenta. Gdyby tak było zupełnie inaczej spojrzałaby Pani na kwestię wypisywania recept, czy zlecania badań. Jeśli kiedyś zmierzy się Pani z opieką nad obłożnie chorym – najlepiej w rodzinie (ABSOLUTNIE Pani tego nie życzę!!!) zrozumie Pani jakim błogosławieństwem dla pielęgniarki i rodziny chorego jest możliwość samodzielnego wypisania recepty, czy zlecenia do NFZ. Pozdrawiam

    • Przykro mi, że taki wniosek wyciągnęła Pani z artykułu. Po pierwsze, pisałam nie tylko o myciu pacjenta i ścieleniu łóżka, ale też m.in. o leczeniu odleżyn, promocji zdrowia, edukacji pacjentów i ich rodzin, komunikacji, organizacji pracy, podawaniu leków. To te czynności, które tak naprawdę wykonujemy w szpitalu – a pielęgnacja to znaczna ich część. Jest to część naszego zawodu – dla pacjentów leżących, obłożnie chorych i nieprzytomnych – niezwykle istotna część naszego zawodu. Dlaczego nie być z tego dumnym? Dlaczego umniejszać tę rolę? Osobiście wiem, jak bardzo przedmioty, które wymagają studiów, tj. komunikacja interpersonalna, epidemiologia, psychoterapia czy edukacja zdrowotna pomogły mi lepiej wykonywać swoje czynności, w tym również lepiej wykonywać pielęgnację podstawową.

      Co do pracy pielęgniarki w środowisku – we wcześniejszym moim artykule dotyczącym recept, jak i pod kilkoma wcześniejszymi komentarzami, pisałam już, że ewentualnie, recepty mogłyby mnie przekonać, właśnie jedynie w tej dziedzinie. W tym artykule napisałam również, że jeśli już coś kopiować i wprowadzać reformę receptową „trzeba by stworzyć wizję, scenariusz tego, jak miałoby to wszystko wyglądać w praktyce, a jak wyglądać nie może. Trzeba „z głową”, w porozumieniu ze środowiskiem pielęgniarek-praktyków, ustanowić wykaz leków, które może przepisać pielęgniarka lub położna – tak, aby miało to związek z jej wykształceniem, np. jej specjalizacją, z tą dziedziną, którą ona się zajmuje. Trzeba by stworzyć algorytmy postępowania, kiedy można przepisać lek, a kiedy należy pacjenta skierować do lekarza. Trzeba by zreformować obecny system kształcenia, zwiększyć obsady pielęgniarek na dyżurze, stworzyć ścieżki kariery (tak jak w innych krajach) oraz satysfakcjonujący system wynagrodzeń.” Przyzna mi Pani, że takie działania należałoby podjąć, zanim ewentualnie wprowadzi się pomysł receptowy w życie, prawda?

      Tymczasem, pozostaje mi jeszcze jedna, dręcząca mnie kwestia – dlaczego lekarz rodzinny nie może odwiedzić pacjenta w domu, gdy temu kończą się leki lub gdy źle on się czuje i wypisać pacjentowi recepty w jego domu, tylko miałaby to robić pielęgniarka? Może Pani, jako praktyk w środowisku, odpowie mi na to pytanie?

    • O pracy pielęgniarki opieki długoterminowej napisałam z punktu widzenia opiekuna. W bliskiej rodzinie mam osobę objętą tego typu opieką. To wspaniałe co Pani mówi o wizytach lekarza POZ, tyle tylko, że musiałyby to być codzienne wizyty, bo nie wiem czy zdaje sobie Pani sprawę z tego jak często stan ciężko chorego pacjenta ulega zmianom. Do tego wspaniale byłoby gdyby chory był prowadzony przez jednego lekarza. Niestety to nierealne. W domu odwiedza pacjenta lekarz, który aktualnie pełni dyżur. Na wizytę czeka się wiele godzin, bo pacjent podlegający domowej opiece nie jest dla lekarza priorytetem. W weekendy należy korzystać z usług „obcej” placówki i nigdy nie ma się wpływu na to kto przyjdzie. Taki lekarz nie oceni postępów leczenia (!) Pielęgniarka op. długoterminowej doskonale zna swoich pacjentów, najlepiej potrafi ocenić ich stan zdrowia i wyłapać czego w danej chwili potrzebują. Dziś kończy się to tym, że pielęgniarka wypisuje „zlecenie” dla lekarza, rodzina rejestruje się do przychodni i załatwia oficjalne zlecenie wypisane przez lekarza – na kroplówkę, na określone plastry, na badanie krwi, na sondę, na leki uspokajające, czy przeciwbólowe. Paranoja i strata czasu.
      Wspomina Pani o pielęgnacji odleżyn. Hmm, w porządku. Jedna wizyta u lekarza, który wyjaśnił jak rozpoznawać tego typu zmiany spowodowała, że moi bliscy przez 4 miesiące opieki nad osobą leżącą przez niedopatrzenie doprowadzili do 1 małej odleżyny 2 stopnia, którą na dodatek samodzielnie wyleczyli granuflexem. Pielęgnacja odleżyn nie jest wielką filozofią – i to mówię z własnego doświadczenia. Znów powtórzę: studia do tego są całkowicie zbędne. W miejscu gdzie zaczyna być istotna wiedza specjalistyczna kończą się uprawnienia pielęgniarki i pacjent trafia pod opiekę lekarza :D (po np. są oznaki zakażenia). Edukacja pacjenta? Fajnie. Tylko czego Pani chce nauczać? Na temat choroby nie ma Pani prawa nic mówić, w żaden sposób uświadomić chorego. Czego w takim razie Pani nauczy? Jak zmienić pozycję? Jakiej maści użyć (i tak użyją innej, którą przepisze/doradzi im lekarz)? Jak wstrzykiwać jedzenie przez sondę? Co przez nią wstrzykiwać wykracza poza Pani kompetencje(!) – przypominam. Idźmy dalej: pacjentowi, który cierpi na zaparcie doradzi Pani, by się więcej ruszał i masował brzuszek? Bo przecież środka przeczyszczającego nie może mu Pani zalecić – takie uprawnienia ma lekarz… no i sąsiadka, która ewentualnie poratuje jakąś tabletką. Wow! Już poczułam prestiż zawodu pielęgniarki.
      Pani Moniko, w moim odczuciu Pani (podobnie jak wiele innych pielęgniarek) po prostu boi się odpowiedzialności. Chciałoby się być „kimś” nie decydując o niczym i przerzucając odpowiedzialność na inne osoby. To bardzo wygodne, przyznaję. Ale nigdy nie będzie „kimś” (w oczach świadczeniobiorcy) osoba, która wybiera spod niego nieczystości i z każdą wątpliwością odsyła pacjenta do lekarza. Osoba, która wykonuje zlecenia, a sama o niczym nie decyduje – och pardone! Decyduje o tym kiedy zmieni pampersa :/
      Myślę jednak, że ogromna ilość pielęgniarek i pielęgniarzy jest gotowa do samodzielnego wykonywania zawodu i nie boi się odpowiedzialności jaka się z tym łączy. Nie potrafi Pani wykorzystać w praktyce umiejętności wykonywania badania fizykalnego? Są kursy, nic nie stoi na przeszkodzie, by posiąść tę „tajemną wiedzę” i Z NIEJ KORZYSTAĆ. Warto przypomnieć sobie jakie są normy labor. i co który parametr oznacza. Odczyta Pani wynik, zbada Pani pacjenta i nie będzie Pani ordynowała leków w ciemno! Przecież nikt nie proponuje nam byśmy zastąpiły lekarzy. Chcą jedynie umożliwić nam wypisywanie PEWNYCH leków i zlecanie OKREŚLONYCH badań! Takich, które potrzebne są NAM w pracy. Nikogo nie zmuszą do korzystania z tego przywileju. Co do przepisywania zleconych wcześniej leków pacjentom przewlekle chorym – tu tak samo – kontrola stanu ogólnego pacjenta i wykrycie ewentualnych odchyleń od normy (= skierowanie do lekarza przed przedłużeniem terapii) chyba nie jest poza naszymi możliwościami… Jeśli tak, to należy się wstydzić i szybko uzupełnić luki w wiedzy.
      I jeszcze jedno Pani Moniko: gdybym uważała za kwintesencję tego zawodu pielęgnowanie pacjenta i chciała się tym zajmować (w obecnych czasach) zostałabym opiekunem medycznym. Skoro wybrałam prestiżową uczelnię (UJ – tak samo jak Pani), to nie po to, by po studiach ścielić łóżka, czy myć chorych i szczycić się tymi jakże wspaniałymi umiejętnościami, ale właśnie po to, by zajmować się czymś z czym osoba niezwiązana z ochroną zdrowia by sobie nie poradziła. Po to się studiuje droga Pani. Przykre jest to, że ambitni ludzie muszą wyjechać z kraju by móc pracować w zawodzie i czerpać satysfakcję z owoców 5 letniej ciężkiej nauki.
      PS. Proszę wybaczyć moje wzburzenie, ale jestem w szoku obserwując to co się dzieje w naszym zawodzie i nie mogę pojąć dlaczego polskim pielęgniarkom tak bardzo zależy na tym, by ten zawód utknął w martwym punkcie. Sama należę do tej grupy, która uważa, że kompetencje lekarza i pielęgniarki jak najbardziej POWINNY się zazębiać, gdyż charakter pracy tego wymaga.

    • Pani Aniu, dziękuję za przedstawienie tego, jak wygląda sytuacja z wizytami lekarza rodzinnego w środowisku. Myślę, że to właśnie powinno ulec reformie. Nie powinno być tak, że pielęgniarka wypisuje zlecenie dla lekarza, a on się pod tym tylko później podbija, bo to jest właśnie wyręczanie lekarza w jego obowiązku. Skoro pielęgniarka środowiskowa może mieć swoich pacjentów, może lekarz też powinien? Pielęgniarka mogłaby odwiedzać swoich pacjentów i robić dalej to, co robi, a gdy występuje zaostrzenie choroby lub kończą się leki dla pacjenta i potrzebna jest recepta, pielęgniarka lub pacjent powinni zamówić wizytę domową u SWOJEGO lekarza, który przyjdzie do niego i zajmie się leczeniem. Tak to, jak widzimy, na razie, niestety, nie funkcjonuje, ale jeżeli mówimy o reformach, to ja to właśnie widzę w tym kierunku. Wypisywanie recept to problem lekarzy, a nie pielęgniarek, dlaczego więc to pielęgniarki, a nie lekarze mają ten problem rozwiązywać?

      Co do działań edukacyjnych pielęgniarki: mogę nauczać, np. o czynnikach ryzyka chorób, o korzyściach z aktywności fizycznej, o zasadach zdrowego żywienia, o negatywnym wpływie stresu i palenia papierosów, o rodzaju i celu badań profilaktycznych, mogę motywować do zmiany zachowania (mieliśmy taki trening motywacyjny na studiach mgr na uj).

      Odnośnie zaparć – mogę edukować pacjenta o niefarmakologicznych metodach walki z zaparciami. Dla przykładu: ostatnio, z uwagi na zaparcia, które zaczęły dawać o sobie znaki u mnie w ciąży, musiałam sobie z tym radzić. Jak? Codziennie jogurt activia, rano na czczo woda z miodem i cytryną, dużo błonnika, suszone morele? I jaki efekt? Obeszło się bez leków, a moje jelita funkcjonują znakomicie! Dla porównania, moja mama, stosuje codziennie lactulozę, a nie chce stosować powyższych metod – efekty ja mam lepsze. Ponadto, wg Rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 7 listopada 2007 r. w sprawie rodzaju i zakresu świadczeń zapobiegawczych, diagnostycznych, leczniczych i rehabilitacyjnych udzielanych przez pielęgniarkę albo położną samodzielnie bez zlecenia lekarskiego, pielęgniarka może samodzielnie, bez zlecenia lekarza wykonać pacjentowi lewatywę (jest to napisane w paragrafie 1 punkcie 3 g). Ponadto, zgodnie z tym rozporządzeniem, pielęgniarka może podać pacjentowi samodzielnie leki przeczyszczające, tj. Suppositoria Glyceroli czopek doodbytniczo oraz doustnie Altra, Alax (uważam, że lista tych leków powinna zostać rozszerzona o wszystko to, co można kupić w aptece BEZ RECEPTY – wszak, mamy na tym rynku co chwilę różne nowośc – wymaga to więc małej reformy).

      Odnośnie sondy – tak, kiedyś, edukowałam rodzinę pacjenta, jak karmić przez sondę – była to dla nich czarna magia i to właśnie ja ich tego nauczyłam. Byli mi za to wdzięczni.

      Uczyłam też na oddziale, jak stosować leki wziewne (taka niby prosta czynność, a wielu starszych osób ma z tym problemy i wymaga, aby kilkakrotnie im to pokazać i aby mogli przy pielęgniarce poćwiczyć – wymaga to nieraz dużej cierpliwości z naszej strony, ale trzeba to zrozumieć – a niestety, nie każdemu się chce). Zdarzały mi się takie sytuacje w poprzedniej pracy, że pacjent dostał od nas inhalatorek, miał raz pokazane i powiedział, że rozumie i że sam będzie sobie zapodawał lek zgodnie z zaleceniem. Dużo pielęgniarek zatem w ogóle go nie pytało, czy bierze ten lek, bo w zeszycie było napisane: „Chory sobie SAM podaje”. Gdy przyszłam do niego i zapytałam, czy podał sobie lek wziewny, trochę się zmieszał i powiedział, że nie, bo nie umie tego zrobić. Dopiero po kilkukrotnym pokazie i ćwiczeniach – załapał. I wie, Pani, co? Ten chory nie był wyjątkiem. Takich osób mieliśmy dużo więcej.

      Co do pielęgnacji odleżyn – to świetnie, że bliscy z Pani przykładu, poradzili sobie tak dobrze z tym zadaniem – to wielki sukces edukacyjny! Sukces również dlatego, że leczeniem w tym przypadku zajmowała się jedna osoba. Jeżeli leczeniem (czegokolwiek) zajmuje się kilka osób na raz i nie ma wyznaczone jednej osoby koordynującej, leczenie odleżyn może wyglądać tak, jak opisałam to w tym artykule (życiowy przykład z pracy).

      Ja nie boję się odpowiedzialności – wręcz przeciwnie. Odpowiedzialność jest większa, gdy każdy ma wydzielone swoje zadania i za nie odpowiada (bo wtedy wiadomo, kogo za nie rozliczyć), a mniejsza wówczas, gdy kompetencje się zazębiają (kogo pociągnąć do odpowiedzialności? Tego, kto wypisał receptę czy tego, kto się pod nią podbił? Tego, kto zaordynował leczenie czy tego kto je kontynuował?

  6. Pani Aniu M nie zgadzam sie z tym że :”Wykąpać, umyć głowę (nawet wykonując jakże skomplikowany masaż skóry głowy) i pościelić łóżko potrafi każdy idiota. Przeciętny Kowalski zrobi to prawidłowo po 2 prezentacjach. 3 lat na to nie potrzebuje. 5 lat tym bardziej.”
    Przepraszam ze w takim dniu ale prosze sobie wyobrazic ze jest Pani pacjentką oddziału intensywnej terapii i ma pani wszystkie rurki swiata w zylach , tetnicach, jamach i wielu otworach Pani ciała i wie Pani bo szczesliwie sie zadarzyło ze lekarz pani powiedzial ze jeszcze tydzien moze dwa no moze ze dwa miesiace z tym całym systemem ma pani realne szanse na życie i powrót do domu, pracy, dzieci, ukochanego…i ma Pani szanse polezec w łózku intens. terapii z profesjonalnym myciem lub bez profesjonalnego?, kapielą?umyciem włosów?zebów? aaa przepraszam pielegniarki własnie skonczyły studia i tego nie robią, w zwiazku z tym poprosimy kogos kto zobaczył to pare razy na filmie, albo przeszkolił się?
    Ostatnio mialam taka sytuacje gdy po 4latch przyszła pacjentka która przezyła intensywna terapię i zapamietala mnie z takiego powodu ze uczesałam jej włosy i powiedzialam do studentów : zobaczcie jaka mam y piekna pacjentke w umytych i uczesanych włosach:)
    Nadal po 30latach pracy cieszy mnie fakt, ze „takie nic”moze kogos ucieszyc i oczywiscie że pacjentka przezyła:)
    Spokojnych Swiat Wielkanocnych!!!

    • Nie, w związku z tym poprosimy kogoś kto ukończył 2 letnie studium i uzyskał tytuł opiekuna medycznego droga Pani :) Ja – pielęgniarka po studiach zajmę się tymi wszystkimi rurkami i obsługą owego sprzętu do którego pacjent jest popodpinany. Będę obserwować parametry, podam leki, w razie konieczności zmodyfikuję ich dawkę (nic nowego), założę wkłucie, pobiorę materiał do badań… Mam co robić. Nie muszę czesać pacjenta. Mogę za to pochwalić jak pięknie wygląda, podkreślić jak świetnie dba o niego profesjonalny opiekun medyczny :))

    • Idzie wiosna, dziękuję za przedstawienie swojego przykładu. Co do rurek i kabelków – Panie salowe, które na co dzień pracują u nas na intensywnej mówiły, że one bałyby się umyć takiego pacjenta, właśnie z uwagi na te kabelki i rurki. I słusznie, bo co salowa zrobi, jak któraś rurka się wysunie? Czy w ogóle będzie wiedziała, co to za rurka i jakie może nieść następstwa jej wysunięcie się? Jak widać, nie wystarcza tu dwukrotna prezentacja czynności podczas wspólnego dyżurowania.

      Pani Aniu, pisze Pani, że ”Wykąpać, umyć głowę (nawet wykonując jakże skomplikowany masaż skóry głowy) i pościelić łóżko potrafi każdy idiota. Przeciętny Kowalski zrobi to prawidłowo po 2 prezentacjach”, a teraz Pani pisze, że poprosi o wykonanie tej czynności opiekuna medycznego… Czy zatem tego opiekuna medycznego nazwiemy wówczas „idiotą”? Mam nadzieję, że nie myśli Pani o nim w ten sposób. Jednak z powyższego toku wypowiedzi można wysnuć właśnie taki wniosek! Nasz zawód nigdy nie będzie szanowany, jeśli my same będziemy nazywać osoby, które wykonują czynności pielęgniarskie, idiotami. Podkreślam, czynności pielęgniarskie – bo póki, co toaleta ciała jest również nauczana na studiach pielęgniarskich. Jest to część, podkreślam, część (bo pielęgniarka wykonuje też inne czynności), naszego zawodu, a w dodatku, jak pokazuje przykład Pani Idzie_Wiosna, bardzo istotna dla pacjentów część naszego zawodu – są nam oni za to bardzo wdzięczni.

      Owszem, jeżeli mamy w pracy opiekunów medycznych (póki co, w szpitalach, to raczej w Polsce rzadkość) – mogą oni pomagać przy toalecie. Jednej pielęgniarce ciężko jest wykonać toaletę u pacjenta leżącego z uwagi na konieczność zmiany jego pozycji, dlatego najczęściej myjemy we dwie. Tacy opiekunowie też się sprawdzają w DPS czy w domu chorego.

      Jednak, idąc na studia pielęgniarskie, wiedziałam, że do moich czynności będzie RÓWNIEŻ należała pielęgnacja chorego. Kiedyś pielęgniarstwo było nauczane tak, jak właśnie teraz zawód opiekuna medycznego. Później ewoluowało na wyższy poziom studiów. Czy jednak pielęgniarka z mgr to już nie-pielęgniarka, a mycie pacjentów do dla niej ujma? Mam wrażenie, że dlatego chcemy się całkowicie wyzbyć pielęgnacji chorego, bo to ciężka praca fizyczna – pacjenci są ciężcy, nieraz zanieczyszczeni, brudni i śmierdzący – nic przyjemnego, więc… zrzućmy to na kogoś innego. Opiekun medyczny? Super sprawa! Wreszcie pielęgniarka nie będzie tą dyrygowaną, wreszcie to ona będzie mogła sobie kimś podyrygować!

      Osobiście, jestem za modelem pielęgnowania, w którym podział pracy nie jest zadaniowy, lecz podmiotowy. Kiedy to pielęgniarka ma wydzielonych swoich pacjentów i robi wszystkie czynności, ale tylko przy tych pacjentach.

      Powołanie do życia zawodu opiekuna medycznego to trochę taka forma zastępczej, mniejszej pielęgniarki. Dlaczego powstał taki zawód? Może dlatego, że my chciałybyśmy wyzbyć się naszej roli i zostać zastępczym, małym lekarzem? Z punktu widzenia ekonomicznego – dla kraju to czysty zysk – podałam w artykule linki do zarobków – wówczas wykonywanie tych samych czynności staje się po prostu… tańsze. Może i my wówczas zarabiałybyśmy trochę więcej (ale mniej niż lekarz, którego czynności miałybyśmy wykonać). Opiekun medyczny zaś… zostaje tą pielęgniarką z kształcenia sprzed lat i powtarza nasz los z przeszłości… Może też będzie chciał w pewnym momencie zrzucić z siebie te, jakże ciężkie i nieprzyjemne, czynności pielęgnacyjne, i za 100 lat (tyle mniej więcej ma historia pielęgniarstwa w Polsce) wykształci sobie swoich pomocników – asystentów opiekunów medycznych?

      Może więc zamiast ciągle zrzucać z siebie część obowiązków na innych, a przejmować na siebie obowiązki innych, trzeba zatroszczyć się o umacnianie pozycji tego, co się robi?

    • Przykro mi to pisać, ale przez takie osoby jak Pani polskie pielęgniarstwo stoi w miejscu. Na siłę próbuje Pani wszystkim wmówić, że to co robi zasługuje na szacunek, poważanie i społeczne uznanie. Służalczość nigdy nie zdobędzie uznania. Proponuje Pani doskonalenie zawodowe w zakresie tego w czym pielęgniarka jest taka doskonała – pielęgnacji. „Jak widać, na polu podstawowej pielęgnacji jest jeszcze sporo miejsca na rozwój. Można bowiem pacjenta „umyć” i można go Umyć”. Właściwie trudno to komentować. Myślę, że wystarczy uśmiech politowania. Jeśli chce się Pani doktoryzować w tym zakresie, to trzymam kciuki – sama jestem ciekawa Pani naukowych „odkryć” w tym temacie ;-)
      Czy nazywam idiotami opiekunów medycznych (czy też wolontariuszy) tylko dlatego, że wykonują oni „idiotycznie” proste czynności? Absolutnie nie. Nazwałabym ich bardziej ludźmi wielkiego serca czerpiącymi przyjemność z pomagania drugiemu człowiekowi, w jego wspieraniu i towarzyszeniu mu. Ja postrzegam ten zawód tak jak niegdyś postrzegane było pielęgniarstwo (za czasów gdy zajmowały się tym zakonnice) – jako misja. Mieli wybór, mogli wybrać studia pielęgniarskie. Wybrali inaczej i jestem pełna podziwu. Światowe pielęgniarstwo postrzegam natomiast jako ZAWÓD – taki sam jak zawód lekarza, psychologa, logopedy, czy fizjoterapeuty. Wszystkie te profesje łączy jedno – praca Z pacjentem. Praca z i dla drugiego człowieka. Żaden z wymienionych specjalistów nie jest postrzegany jako „siostra miłosierdzia”. Każdy jest darzony szacunkiem i każdy pełni zadania, które są efektem długoletniego kształcenia. Postronny obserwator nie ma wątpliwości, że do pracy w którymś z powyższych zawodów konieczne są studia. O naszym zawodzie stale krążą opinie, że finansowanie studiów jest stratą pieniędzy. Że licea pielęgniarskie w zupełności by wystarczyły. Ludzie wydają takie opinie na podstawie własnych obserwacji Pani Moniko.
      Absolwenci pielęgniarstwa nie wyjeżdżają zagranicę wyłącznie z powodu wyższych zarobków. Wyjeżdżają, gdyż chcą się rozwijać. Rozwijać naprawdę, a nie tylko w swojej fantazji. Zdobywać wiedzę i się nią dzielić ze swoimi pacjentami. Wyjeżdżają ludzie ambitni, odważni i odpowiedzialni. Ludzie, którzy wiedzą po co tyle lat się kształcili. W naszym kraju nie ma perspektyw, a każda próba zrównania naszego zawodu z pielęgniarstwem krajów wysokorozwiniętych jest hamowana przez ludzi prezentujących podobną postawę do tej widocznej w Pani wypowiedziach.

    • Pani Aniu, po pierwsze, bardzo się cieszę, że nazywa Pani opiekunów medycznych jednak nie „idiotami”, a „ludźmi wielkiego serca czerpiącymi przyjemność z pomagania drugiemu człowiekowi, w jego wspieraniu i towarzyszeniu mu.” I tak właśnie powinniśmy mówić również o sobie, czyli POZYTYWNIE. Czy jednak człowiek „wielkiego serca” nie może być jednocześnie cenionym i szanowanym profesjonalistą? Czy mycie włosów i zębów to służalczość? Przecież fryzjer też w toku swoich czynności myje nasze włosy – i jest profesjonalistą. Dentysta też zagląda nam w zęby i mówimy, że jest profesjonalistą!

      Ja również, podobnie jak Pani, postrzegam światowe pielęgniarstwo (w tym również pielęgniarstwo w Polsce) jako ZAWÓD – taki sam jak zawód lekarza, psychologa, logopedy, czy fizjoterapeuty. Postrzegam pielęgniarstwo jako ZAWÓD, który zasługuje na uznanie i duże zarobki właśnie dlatego, że jest się pielęgniarką. Tak jak zawód logopedy zasługuje na uznanie, dlatego, że jest się logopedą. I zgodzę się, że „wszystkie te profesje łączy jedno – praca z pacjentem. Praca z i dla drugiego człowieka.” A jeżeli przy swoim profesjonalizmie ma się jeszcze wielkie serce, to jest to cudowne połączenie! Aż pozazdrościć takiej pielęgniarki pacjentowi!

      Pisze Pani, że „O naszym zawodzie stale krążą opinie, że finansowanie studiów jest stratą pieniędzy. Że licea pielęgniarskie w zupełności by wystarczyły.” Dlaczego tak piszą? Bo my często nie wykorzystujemy wiedzy zdobytej na studiach, nie komunikujemy się za wiele z rodziną, odsyłamy ze wszystkim do lekarza (pisałam o tym w tym artykule), nie edukujemy, a pielęgnację często wykonujemy od niechcenia. Po prostu nie promujemy swojego zawodu. I to tu trzeba wprowadzić zmiany. Jeżeli zaczniemy wykonywać obowiązki, które należą do lekarzy (podkreślam, tego NIE uczyliśmy się w toku swojej wieloletniej edukacji), może i zyskamy, na pozór, wyżej w hierarchii w oczach niektórych osób, ale to „wyżej” nie zyska działanie pielęgniarskie, a działanie lekarskie, które będziemy wykonywać. Mnie chodzi o to, by promować wszystko to, czego na studiach się nauczyłam, wszystko to, co jest pielęgniarskie, a jest tego naprawdę bardzo wiele. Część przykładów już przedstawiłam w swoim artykule, dalsze moje naukowe i praktyczne odkrycia w tym temacie również na pewno przedstawię na blogu.

    • moi il m’a rappelé à mon vocabulaire passé en m&iorus;instqursant sur des nuances de langage que je ne pouvais pas appréhender donc merci et si le savoir vous ébloui n’en tenez pas rigueur au messager mais intéressez vous au message et poursuivez l’instruction et ouvrez vous à découvrir par vous même les prémices de se savoir qui me parait un bon début pour se forger un Å“il critique.

  7. Pani Moniko, bardzo ciekawy artykuł. Zgadzam sie z większością tez. Natomiast nie rozumiem Pani negatywnego nastawienia do zawodu opiekuna medycznego. Sama skończylam ten kurs w 2010 roku zanim zdecydowałam się ostatecznie na studia pielęgniarskie. Zawód opiekuna medycznego jest bardzo ważny i potrzebny własnie po to, aby odciążyć pielęgniarki. Aby pielęgniarki nie musiały wynosić basenów i zmieniać pampersów (chociaż absolutnie nie mam z tym problemów i jest to jak najbardziej część pielęgnacji i naszego zawodów). Odciążone pielęgniarki będą mogły skoncentrować się na specjalistycznej pielęgnacji, dokładniejszej obserwacji pacjenta, rozmowie z pacjentem, edukacji, współpracy z rodziną, być może rozwijaniem swoich kompetencji w kierunku przepisywania recept itp.

    Nie chcę skłamać, ale sporo czytałam o pielęgniarstwie w różnych europejskich krajach, przed świętami mialam kontakt ze studentkami pielęgniarstwa z Łotwy, więc mam wiadomości z pierwszej ręki. W wielu krajach, w tym na Łotwie istnieją pomoce pielęgniarskie, które przejmują obowiązki podstawowej pielęgnacji. Dziewczyny dziwiły się, że pielęgniarki tutaj wynoszą baseny!. Nie oszukujmy się, mimo, że umycie ciała jest ekstremalnie ważne dla chorego, od samego profesjonalnego mycia prestiż nie wzrośnie.

    Też kończę UJ i miałam praktyki w hospicjum św Łazarza. Bardzo spodobał mi się tam klarowny podział na opiekunów medycznych zajmujących się podstawową opieką i pielęgniarki zajmującej się lekami, cewnikami, pobieraniem krwi, opatrunkami.

    Czułam, że to jest własnie istota pielęgniarstwa, że nie biegam spocona do kolejnego pacjenta, żeby poprawić mu łóżko i przebrać, a za chwilę przygotowuję kroplówkę. (To jest rzeczywistość w ZOL, na geriatrii, na rehabilitacji), Natomoast mam czas przygotować leki i porozmawiać z pacjentem, poznać jego stan i potrzeby.

    Pani wizja pielęgniarki jako specjalistki od pielęgnowania skóry głowy i masażu itd mogłaby się sprawdzić, gdybym była odpowiedzialna wyłącznie za jednego pacjenta i zajmowała się nim od A do Z. Wtedy faktycznie, byloby to prestiżem, że to właśnie mój pacjent jest profesjonalnie zaopiekowany. W sytuacji, gdy na jedną pielęgniarkę przypada 20 pacjentów i stajemy się spoconymi zabieganymi „dużymi?” salowymi, o jakimkolwiek prestiżu nie ma mowy

    • Studentko, mój stosunek do zawodu opiekuna medycznego nie jest negatywny, wręcz przeciwnie. Uważam, że kształcenie opiekunów osób chorych jest bardzo ważne, ale nie po to, by w szpitalu odciążyć pracę pielęgniarki.

      Jak sama piszesz, wyniesienie basenu czy zmiana pampersa nie jest dla Ciebie problemem (i dla mnie właśnie też nie) i uznajesz to za część swojego zawodu (byliśmy tego przecież uczeni na studiach). O co mi zatem chodzi z tymi opiekunami?

      Chciałabym, by ten zawód również miał swoją autonomię, bo tylko dzięki samodzielności możliwy jest rozwój i satysfakcja z pracy. Dlatego ideałem pracy pielęgniarki jest właśnie dla mnie, tak jak piszesz, podział personalny na pacjentów (w zależności od oddziału – to wcale nie musi być 1 na 1 – nie przesadzajmy, ale na pewno obsada pielęgniarek powinna wzrosnąć – i tu właśnie widzę potrzebę reformy!). Marzę o takim podziale pracy. Tymczasem, jeśli w tym modelu zatrudnimy do tego, np. 1 opiekuna w szpitalu do pomocy, będzie on obskakiwał wszystkich pacjentów i pomagał wszystkim pielęgniarkom. Będzie on TYLKO personelem pomocniczym. Jego samodzielność będzie marna. Będzie co chwilę słyszał: „Opiekunie, u Pana Kowalskiego trzeba podać basen, Panią Janinę trzeba umyć, Panią Beatę nakarmić taką, a taką dietą” – będzie on tylko asystentem pielęgniarki i wykonywał jej polecenia, a to pielęgniarka będzie osobą odpowiedzialną za proces pielęgnowania.

      Tymczasem, ludzie z natury, dążą do samodzielności i umacniania swojej pozycji (czego dowodem jesteśmy my same – pragniemy rozwoju i samodzielności, więc dlaczego opiekun medyczny miałby tego nie zapragnąć?). Dlatego ja widzę opiekunów, ale w domu pacjentów, widzę potrzebę kształcenia rodzin pacjentów lub osób obcych, które miałyby się opiekować naszymi bliskimi, gdy rodzina nie może lub nie chce (i tu przy okazji widzę fajną pracę edukacyjną dla pielęgniarki), by potrafili się profesjonalnie zająć swoim podopiecznym. To daje opiekunom samodzielność – wtedy on jest odpowiedzialny za swoje działania, planuje je, układa plan pielęgnowania, nie jest przez nikogo dyrygowany.

      Co do porównania pielęgniarki do salowej – pielęgniarka nie jest większą salową – salowa odpowiedzialna jest za mycie basenów, ale nie za pracę przy pacjencie. Pielęgniarka podaje basen, zabiera go, zmienia pampersa, ale już nie myć basenu, podłogi, łóżka lub szafki chorego. Fakt, w szpitalach na nocnych dyżurach często nie ma salowych – uważam, że to też trzeba zreformować. Rozumiem, że salowa nie jest potrzebna na każdej nocy na każdym oddziale, ale może powinna być 1 bądź 2 na cały szpital (ilość salowych uzależniona od wielkości szpitala i zapotrzebowania) i dostępna gdzieś w swoim pokoju pod telefonem (tak jak np. elektryk).

      Zgadzam się z Tobą, że prestiż pielęgniarki nie polega tylko na profesjonalnym myciu (uważam, że na tym również, ale nie tylko na tym). W tym artykule pisałam też o wielu innych funkcjach pielęgniarki, tj.edukacyjna, promocji zdrowia, wspierająca, pisałam o profesjonalnej obsłudze sprzętu, o podawaniu leków. Wszyscy jednak koncentrują się na pielęgnacji – fakt, opisałam ją najszerzej, a to właśnie dlatego, że jej nie doceniamy – chciałabym, aby to się zmieniło.

      Pisząc ten artykuł, wiedziałam, że będzie bardzo kontrowersyjny. Zawsze tak jest, gdy mamy już pewne utarte szlaki (w tym przypadku przez inne kraje), więc gdy ktoś myśli inaczej, odbierany jest za dziwaka ;) Jestem jednak przekonana, że inne nie znaczy gorsze, a czasem to „inne” może zrodzić lepsze (choć na początku zawsze jest krytykowane, niezrozumiałe, często nawet wyśmiewane). Z natury i zainteresowań jestem takim kreatywnym filozofem, który poszukuje nowych rozwiązań i nie robi czegoś tylko dlatego, że inni tak robią. To, o czym piszę bardziej do mnie przemawia niż to, co czytam i słyszę z innych krajów. Poparte jest to moimi wnioskami z moich osobistych doświadczeń.

      W Polsce narzekamy, że na studiach uczymy się wielu niepotrzebnych rzeczy, a chcemy brnąć w to, czego na studiach się nie uczyliśmy (mam na myśli wypisywanie recept i prowadzenie leczenia). Tymczasem, nie wykorzystujemy wiedzy zdobytej na studiach – no, kto np. układa proces pielęgnowania na oddziale? Tymczasem, ja widzę w nim sens. Uważam, że to kolejny powód do reformy – wykorzystywać to, czego na studiach się nauczyliśmy.

    • Pani Moniko, króciutko odniosę się do Pani słów na temat samodzielności opiekunów medycznych. Nie uważam aby rozsądnym było powierzyć im pod opiekę pacjenta przebywającego poza szpitalem. Moim zdaniem opiekę w środowisku domowym jednak powinna sprawować pielęgniarka. Nieraz konieczne jest podejmowanie szybkich decyzji, fachowa pomoc przedlekarska podparta wiedzą, którą my dysponujemy – opiekun niekoniecznie.
      Co się zaś tyczy wypowiedzi „studentki” – również odbywałam praktyki w hospicjum św. Łazarza i w pełni się z Panią zgadzam. Wprowadzony podział obowiązków doskonale się tam sprawdza. Moim zdaniem jest to wzorcowa placówka. Przyznam szczerze, że dopiero tam po raz pierwszy poczułam, że ‚to jest to’ :) że tak chcę pracować. Mimo, że byłyśmy studentkami nikt nie wykorzystywał nas do czynności pielęgnacyjnych. Owszem, wykonywałyśmy poranną toaletę, ale tylko u 1 pacjenta. Nikomu nie zmieniałyśmy pampersów, nikogo nie kąpałyśmy, nawet karmienie nie było naszym obowiązkiem. Wszystkie te czynności wykonywali opiekunowie medyczni i wolontariusze. Mimo to miałyśmy ręce pełne roboty. Fantastycznym był podział obowiązków i nie ukrywam, że wspaniale było odczuwać szacunek pracujących tam osób. Opiekunowie odbywający tam staż podglądali naszą pracę, wypytywali nas o wiele rzeczy i to było fantastyczne! ;) Przyznam też, że były to jedne z lepszych praktyk jakie odbyłam w czasie studiów. Bardzo dużo się tam nauczyłam, wiele widziałam i wiele czynności pozwolono mi wykonywać, których niestety na innych oddziałach nie miałam już okazji zaliczyć.
      PS. Pani Moniko dziękuję za dyskusję :) Jeśli moje komentarze były za ostre, to przepraszam. Taka już jestem – nie owijam w bawełnę i zawsze mówię co myślę. ;)
      Pozdrawiam serdecznie

    • Co do pracy opiekunów w domu – absolutnie nie wykluczam tu pracy pielęgniarki. Jeśli chce, to pewnie, że może pracować w takim charakterze. Myślę, że opiekun jednak też może. Wszystko zależy od tego, w jakim stanie jest nasz pacjent, jakich działań wymaga. Jeżeli wymaga tylko pielęgnacji podstawowej, wsparcia i zorganizowania czasu wolnego, uważam, że opiekun medyczny da sobie radę. Uważam, że pielęgniarka środowiskowa również powinna mieć pod opieką tego pacjenta, jednak wiadomo, że ona nie może być z każdym swoim pacjentem codziennie całymi dniami. Gdy pielęgniarka wychodzi, z pacjentem pozostaje rodzina lub odwiedza go (częściej niż ta pielęgniarka) właśnie jego opiekun (nie zawsze rodzina chce zająć się pielęgnacją swoich bliskich). Pielęgniarka jest tu więc takim mentorem dla rodziny lub opiekuna, daje im wskazówki, jak pielęgnować i służy pomocą, gdy ich kompetencje nie wystarczają. Dlatego uważam, że taki opiekun powinien mieć zawsze pod ręką kontakt do pielęgniarki środowiskowej.

      Czym zatem różni się praca opiekunów w domu, a praca opiekunów w szpitalu? Tym, że w szpitalu tym samym pacjentem zajmują się NARAZ dwie osoby: pielęgniarka, która zleca i opiekun, który wykonuje jej polecenia. Dla mnie to niepotrzebny podział. Wolałabym zatrudnić po prostu więcej pielęgniarek i zrobić podział podmiotowy na pacjentów. W domu chorego zaś w większości jest z pacjentem tylko jego opiekun (pozwala mu to na większą swobodę własnych działań, samodzielność i odpowiedzialność), który ma zawsze pod telefonem swojego mentora, pielęgniarkę.

      Co do praktyk na św. Łazarza – akurat nie miałam okazji tam być, bo licencjat robiłam w Krośnie, dopiero mgr w Krakowie. A szkoda, bo jak Panie piszecie można się tam wiele nauczyć, dzięki temu, że personel pozwala na wykonywanie wielu czynności, których inne placówki nie chcą powierzyć do wykonania studentom. U nas, w Krośnie, miałam praktyki na oddziale paliatywnym. Tam wtedy nie było opiekunów medycznych. Wykonywałam masę toalet, zmian pampersów, dużo karmiłam przez sondę, odsysałam (odsysanie i karmienie przez sondę wykonywałam właśnie tam po raz pierwszy – i cenię sobie to doświadczenie), układałam też leki. Pamiętam też, jak kąpaliśmy w takiej specjalnej wannie transportowej pacjenta w łazience, a nie w łóżku – dostrzegłam to, jak wiele radości sprawiło to pacjentowi. Ja nigdy nie odczuwałam, że ktoś mnie WYKORZYSTUJE do zmiany pampersów, mycia czy karmienia. Zawsze odbierałam to jako jedną ze swoich czynności zawodowych, wyuczoną właśnie na studiach. Czuję, ze jako pielęgniarka jestem również i od tego.

      Pani Aniu, ja również dziękuję Pani za bardzo ciekawą dyskusję :) To, że mamy w tej kwestii inne poglądy, to normalne i wręcz dobre, bo to właśnie różnica zdań nas inspiruje, skłania nas do refleksji, do spojrzenia z drugiej strony. Dzięki dyskusji pewne kwestie możemy sobie szerzej wyjaśnić, mamy okazję podać nasze argumenty. Nie zawsze one przekonają drugą osobę do naszego zdania, czasem wręcz umocnią nas na swoim stanowisku. Różnica zdań zawsze jednak doprowadzi do jakiegoś wniosku.

      Mój wniosek z naszej dyskusji jest taki: Rozumiem, że wykonywanie czynności pielęgnacyjnych do przyjemnych nie należy. Można tego nie lubić. Można się tym nie interesować. Pielęgniarka ma, na szczęście, jeszcze szereg innych możliwości rozwoju. Można być świetną pielęgniarką wykonując pracę, gdzie nie trzeba myć czy karmić pacjentów. Uważam, że każdy powinien robić to, w czym czuje się dobrze, w tym, jak Pani sama napisała, co „czuje, że to jest to.” Chciałabym jednak, aby osoby, które nie lubią wykonywać czynności pielęgnacyjnych, nie umniejszały tej roli pielęgniarki, by nie nazywały tych czynności idiotycznymi czy niższymi rangą i by nie wykluczono ich z naszego zawodu. W pielęgnacji też można się, jak to Pani fajnie określiła, „doktoryzować.” ;) I ja właśnie zamierzam tę pielęgnację ciągle ulepszać i nie chcę wyrzec się z mojego zawodu tej funkcji. Pani, Pani Aniu, pewnie ma wiele pomysłów na to, jak promować i umacniać inne nasze funkcje zawodowe. Te inne funkcje również są dla mnie bardzo interesujące. O tych innych funkcjach również napiszę artykuły i jak najbardziej, zapraszam Panią do dyskusji :)

  8. „Absolwenci pielęgniarstwa nie wyjeżdżają zagranicę wyłącznie z powodu wyższych zarobków. Wyjeżdżają, gdyż chcą się rozwijać. Rozwijać naprawdę, a nie tylko w swojej fantazji. Zdobywać wiedzę i się nią dzielić ze swoimi pacjentami. Wyjeżdżają ludzie ambitni, odważni i odpowiedzialni. Ludzie, którzy wiedzą po co tyle lat się kształcili. W naszym kraju nie ma perspektyw, a każda próba zrównania naszego zawodu z pielęgniarstwem krajów wysokorozwiniętych jest hamowana przez ludzi prezentujących podobną postawę do tej widocznej w Pani wypowiedziach.”
    Rozumiem Pani Aniu M. ze skoro w naszym kraju nie ma perspektyw to i Panią juz utraciliśmy, a szkoda bo ja uwazam ze tam gdzie sa emocje i wiele pomysłow/propozycji to jest szansa na zrobienie wielu pozytecznych modernizacjii naprawe tego co zostało zepsute przez chory system. Chciałam Pani tylko zwrócic uwage, ze i Pani zmieniła juz zdanie i też uwazam że 2 lata wystarcza aby ktos nauczył sie toalety u pacjenta intensywnej terapii, bardziej niz 2xprojekcja na youtube;)Wnioskuje że jesli „w razie konieczności zmodyfikuję ich dawkę (nic nowego)” moze modyfikowac Pani dawke leku na OIT i nie jest to insulina to ma Pani zupełnie inne uprawnienia niz ja, a tez skonczyłam studia i specjalizacje:) I prosze zrozumiec że ja nie muszę czesać pacjenta, ale chce to robic, bo wtedy mam czas porozmawiac z pacjentem, bo wtedy mam ten czas, bardziej niz pobieram krew na gazometrię (bo to trwa krótko)Pacjenci którzy przezyli intensywna terapie cenia sobie niezwykle gdy pielegniarka ma dla nich wiecej czasu:) A niestety nie znam oddziałów intensywnej terapii w Polsce gdzie zatrudniony byłby opiekun medyczny, znam wiele miejsc ale o takim fakcie nie słyszałam…..
    Jestem ambitna, odwazna i odpowiedzialna, zostaje w Polsce, wiele zrobilam dla pielegniarstwa anestezjologicznego i intensywnej terapii, i mam jeszcze wiele do zrobienia.I naprawde chce mi sie jeszcze wiele zrobic:) Fantastycznych dalszych świat!!!:):):)

  9. Aha, Dziekuje Pani Moniko,za ten blog ,bo mozemy sie tu spotkac i Pani i Pani Ania m.in…to tylko znaczy, ze jest w nas ogromna siła i że warto bylo sie spotkac!!!

    • Ja również cieszę się, że moje artykuły tak bardzo skłaniają Was do przemyśleń i do dzielenia się otwarcie tymi przemyśleniami. To dobrze, że wypowiadający się mają różne zdania, bo to właśnie na drodze dyskusji dochodzi się do najcenniejszych wniosków. Na drodze dyskusji niektórzy zmieniają zdanie, a niektórzy umacniają się w swoim przekonaniu. Nieraz też na drodze dyskusji można wypracować coś jeszcze innego.

      Cieszę się, że taka dyskusja toczy się dzięki mojemu artykułowi. Pisząc go wiedziałam, że będzie kontrowersyjny, bo reprezentuję w nim inny schemat myślenia, niż ten zaczerpnięty z innych, atrakcyjnych dla nas krajów. Tak, jak odpisałam wyżej studentce na jej komentarz: „Zawsze tak jest, gdy mamy już pewne utarte szlaki (w tym przypadku przez inne kraje), więc gdy ktoś myśli inaczej, odbierany jest za dziwaka ;) Jestem jednak przekonana, że inne nie znaczy gorsze, a czasem to „inne” może zrodzić lepsze (choć na początku zawsze jest krytykowane, niezrozumiałe, często nawet wyśmiewane). Z natury i zainteresowań jestem takim kreatywnym filozofem, który poszukuje nowych rozwiązań i nie robi czegoś tylko dlatego, że inni tak robią. To, o czym piszę bardziej do mnie przemawia niż to, co czytam i słyszę z innych krajów. Poparte jest to moimi wnioskami z moich osobistych doświadczeń.”

      To, co na drodze dyskusji umacnia mnie w moim przekonaniu to Pani cytat zaczerpnięty z Pani doświadczenia: „I prosze zrozumiec że ja nie muszę czesać pacjenta, ale chce to robic, bo wtedy mam czas porozmawiac z pacjentem, bo wtedy mam ten czas, bardziej niz pobieram krew na gazometrię (bo to trwa krótko)Pacjenci którzy przezyli intensywna terapie cenia sobie niezwykle gdy pielegniarka ma dla nich wiecej czasu:)” – Pani idzie_wiosna – dziękuję za te słowa – właśnie mi o to chodzi – o ten czas, o tę więź z pacjentem, która jest istotą mego zawodu, która jest największym atutem mojego zawodu i której nie chcę zatracić, wyzbyć się i oddać innemu zawodowi, bo pobierając tylko krew czy gazometrię, podając tylko lek, a nawet i go zlecając, już nie będę mieć tej wyjątkowej więzi. A jest to dla mnie właśnie największa więź spośród wszystkich zawodów medycznych.

  10. Moniko kontrowersyjny ale bardzo ciekawy artykuł! Podoba mi się, że ukazujesz sedno naszego zawodu i podkreślasz jak wiele zmian trzeba dokonać nie tylko w polskim pielęgniarstwie ale przede wszystkim w głowach pielęgniarek. Najwyższa pora abyśmy same zaczęły się doceniać i nie umniejszać swojej roli w procesie pielęgnowania i leczenia pacjenta. Ja chociaż nie wstydzę się swojej pracy (również wykonywania toalety, karmienia pacjentów, podawania basenów) chętnie skorzystałabym z pomocy opiekunów medycznych. Nie musiałabym biegać od pacjenta do pacjenta co chwile odrywając się od wcześniej wykonywanych a jeszcze nieskończonych czynności. Pytanie tylko kto mi ich zatrudni i może tutaj rząd powinien rozpocząć proces zmian w ochronie zdrowia zamiast uszczęśliwiać wypisywaniem recept. Dla mnie rzucenie hasła” wypisywanie recept przez pielęgniarki” i brak wyjaśnienia tego pomysłu jest tylko „zamydleniem oczu”. Moim zdaniem wmawianie nam, że od tego urośnie prestiż zawodu jest tylko kolejnym wyręczeniem się pielęgniarkami. Niech rząd konkretnie przedstawi ten pomysł, które pielęgniarki miałyby to robić, te w przychodni, te w opiece środowiskowej, za chwile dojdzie ze może i te ze szpitala, z jakim wyksztalceniem, po jakich kursach, obligatoryjnie wszystkie czy tylko te chętne specjalnie przeszkolone do wypisywania recept (w moim wyobrażeniu jest kurs, po którym pielęgniarka będzie miała WIEDZĘ – jakie leki prawnie = bezpiecznie dla siebie i pacjenta może zlecić, UMIEJETNOSCI i DOŚWIADCZENIE – prawidłowo wykonać badanie fizykalne, MOZLIWOŚCI LOKALOWE – gabinet w którym zbada pacjenta, porozmawia i wypisze na spokojnie receptę a nie np. w okienku rejestracyjnym i ODPOWIEDNIE WYNAGRODZENIE – a nie kolejną czynność dopisaną do obowiązków już wykonywanych i w tej samej pensji. Wszyscy doskonale wiedzą, ze polskie pielęgniarki maja duża wiedzę, zaangażowanie, pomysłowość i potrafią dać z siebie 200% = super, ale wiedzą też, zwłaszcza dyrektorzy, że są naiwne i łase na komplementy = wypisywanie recept podniesie prestiż zawodu. Podniesie albo nie. Pytanie też czy pacjenci zechcą przyjść po receptę wypisaną przez pielęgniarkę, czy od razu urośniemy w ich oczach i „ będziemy małymi lekarzami”… zdecydowanie dużo wątpliwości. Chciałabym znać konkrety w tej sprawie a nie tylko domniemywać i zastanawiać się. Jeśli już pielęgniarki muszą wypisywać recepty to może na próbę jakiś program pilotażowy? Przykre jest to, że ze zdaniem pielęgniarek rząd się nie liczy, a co gorsze powoduje, że nasze środowisko pogrąża się jeszcze w większym rozłamie. Moim zdaniem jeśli pielęgniarki nie zaczną prezentować jednego wspólnego zdania, to nadal będziemy lekceważone i wykorzystywane przez rząd, pracodawców, pacjentów i samych siebie.

    • Sylwio, bardzo podoba mi się Twój tok myślenia – co by tu zrobić, żeby zyskać więcej czasu na spokojne, a co za tym idzie – efektywne, wykonywanie swoich czynności, a nie co by tu zrobić, by tych czynności było jeszcze więcej i by jeszcze bardziej w pracy się rozpraszać. Uważam, że obecnie mamy już ich aż nadto i że te czynności, jeśli je efektywnie i spokojnie wykonamy, dadzą nam wymarzony i zasłużony prestiż.

      Co do opiekunów medycznych – osobiście wolałabym, żeby zatrudniono nam, po prostu, więcej pielęgniarek. Marzy mi się ten podział podmiotowy na pacjentów, o którym wyżej pisałam. Jest on mało popularny w Polsce, a i same pielęgniarki nie są zbytnio chętne, aby taki podział wprowadzić. Jesteśmy bardziej przyzwyczajone do zadaniowości, a nie do podmiotowości. Ma to jeszcze swoje korzenie w starym systemie funkcjonowania ochrony zdrowia (który jeszcze się, niestety, nie wykorzenił), gdzie pacjent był traktowany jak przedmiot (po prostu zlepek narządów), przy którym trzeba wykonać pewne czynności, niewiele mu przy tym tłumacząc. Tymczasem, ja chciałabym, aby ktoś zajął się mną jako pacjentem holistycznie, by ten ktoś miał pod sobą mniej pacjentów (a tym samym lepiej znał mnie i moje potrzeby i nie mówił, jak to niektóre pielęgniarki praktykują, że: „Nie jest Pani jedynym pacjentem na tym oddziale”) i bym miała tych wszystkich specjalistów i ich asystentów wokół siebie mniej, ale za to, bym czuła z nimi większą więź.

      Podoba mi się też to, że przedstawiasz konkretne warunki, wizję, jak mogłoby, ewentualnie, wyglądać wypisywanie recept. I ważne, by tak jak piszesz, zanim na dobre wprowadzi się to w życie, zrobić pilotaż.

  11. Abstrahując od treści, chciałbym tylko przypomnieć, że choć w znaczącej mniejszości, to jednak w tym zawodzie pracują również faceci. Autorka tego artykułu zdaje się tego nie zauważać. Niestety :(

    • Jamat czuje się pokrzywdzony, dlatego proponuję temat następnego artykułu w całości poświęcić pielęgniarzom :)

    • Jamat, fakt w naszym zawodzie również pracują mężczyźni i oby było ich więcej ;) Dlatego w swoich artykułach bardzo zwracam na to uwagę. Często zwracam się po prostu „czytelniku”, czasem piszę w rodzaju żeńskim, a czasem w męskim (żeby było sprawiedliwie ;)), np. tutaj: http://biznurse.pl/droga-do-zmian/dlaczego-pielegniarki-malo-zarabiaja – używam tu zwrotów typu: „Czy CHCIAŁBYŚ zarabiać więcej?”, „Droga Koleżanko, Drogi Kolego” lub tutaj: http://biznurse.pl/pielegniarstwo-bez-cenzury/jestem-pielegniarka-i-nic-co-ludzkie-nie-jest-mi-obce, gdzie używam zwrotu „Kochana Koleżanko – Pielęgniarko / Kolego – Pielęgniarzu.”

      Ostatnio też myślałam o tym, że mężczyźni w naszym zawodzie mogą mieć problem ze zwracaniem się do nich (tak, jak piszesz, często mówi się na konferencjach w rodzaju żeńskim). Wszystkiemu winna jest nazwa naszego zawodu. Popularny zwrot we wszelkich ustawach i rozporządzeniach to „pielęgniarka”, a więc w rodzaju żeńskim. Nazwa ta wymusza już stosowanie w dalszej wypowiedzi również formy żeńskiej. Inne zawody mają swoją nazwę popularną w rodzaju męskim, np. psycholog, dietetyk, lekarz (i tak też widnieją np. na pieczątkach), a nie psycholożka, lekarka czy dietetyczka. Na pieczątce kobieta ma napisane, np. Anna Kowalska, lekarz (lub psycholog), a kobieta w naszym zawodzie – Anna Kowalska, pielęgniarka.

      Dziękuję Wam za podsunięcie pomysłu na artykuł poświęcony męskiej części naszego zawodu – napiszę właśnie o tym problemie i o wpływie nazwy naszego zawodu.

  12. Nie urażam się tak szybko, ale na wszelkich konferencjach, we wszystkich artykułach wszyscy zwracają się do moich kolegów i do mnie per drogie koleżanki ;-)
    Taki artykuł poświęcony brzydszej części naszej grupy zawodowej byłby super B-)

    • Dziękuję, cieszę się, że dzięki Pani przeczyta go większe grono osób :)

  13. Witam, Z niepokojem sledze jak polskie pielegniarstwo radzi sobie z rozwojem, bo mi na tym zalezy. Ksztalcilem sie w Polsce, w Krakowie, tam tez pracowalem, a od 20- u lat pracuje w USA. Jak trzeba, to zbadam pacjenta, wyjasnie mu jego diagnoze, naucze rodzine jak postepowac po wypisie z oddzialu, wypisze pacjenta do domu, a jak trzeba to podam basen, wyprowadze go do lazienki, czy zmienie opatrunek. Innego dnia poprowadze zajecia kliniczne ze studentami, naucze badania fizykalnego w klasie, albo przeprowadze zajecia na fantomie. Jak mi sie nie podoba zlecony lek pacjentowi, to zglosze to albo lekarzowi, albo farmaceucie klinicznemu, zmienie diete w zleceniach, jak uwazam, ze moze zostac zaawansowana, a jak zechce, to przyjme pacjenta w gabinecie, zdiagnozuje go i zalece leczenie farmakologiczne lub inne, bo MAM tez takie uprawnienia. No i jeszcze zapomnialem, ze jak sie zatka muszla, bo wlasnie wylalem dorodnego „batona” po wczesniejszych terapiach holistyczno-farmakologicznych, to zadzwonie po wlasciwego czlowieka, zeby zrobil z tym porzadek. Moze jeszcze dodam, ze jak pracowalem na intensywnej terapii w malym szpitalu na terenie gdzie diabel powiedzial dobranoc /Belle Glade, Floryda/, to konsultowalem sie z lekarzem przez telefon, fax itp, zeby pomoc pacjentowi, bo lekarza nie bylo w szpitalu. Nawet, co zawsze opowiadam moim studentom, wykonalem wycofanie sie z terapii podtrzymujace zycie u pacjenta, ktory na to zaslugiwal i stworzylem jemu i jego rodzinie warunki godnego umierania. Jak widzisz, Moniko, potrafie sie zachowac w roznych sytuacjach jakie spotyka czlowiek na drodze zycia. Ze wszystkich jestem dumny, bo wiem, ze kazdym dzialaniem pomagam przede wszystkim czlowiekowi. Nie wyreczam lekarza, ani opiekuna, czy dietetyczke, ale dzialam w roznej roli. Kazda z nich sie gdzies zazebia, jak pisze Anna M., ale jednoczesnie ma swoj zakres umiejetnosci, odpowiedzialnosci i kompetencji, ktorych do dzis jeszcze wszystkich nie posiadam, ale z tego powodu nie jest mi przykro. Wiesz , ze wiele zawodow zazdrosci nam uniwersalnosci? Ja nie obawiam sie, ze pomoc pielegniarska wkroczy w moje kompetencje, ani ze lekarz nie bedzie mial co robic. Ja chce, zeby opieka nad czlowiekeim byla profesjonalnie zorganizowana, efektywna i na miare obecnej kultury.
    Czy jestem „za” przepisywaniem recept przez pielegniarke w Polsce? Oczywiscie tak! Ale tak ale do tego trzeba sie przygotowac w wielu aspektach. Czy jestem za stopniowaniem i zakresu odpowiedzialnosci w opiece? Tak, praca zespolowa w demokratycznej kulturze jest super efektywna i satysfakcjonujaca, oraz pouczajaca.
    Ostatnio w moim szpitalu wprowadzono nowy system podawania lekow pacjentowi. Kazdy lek musi byc skanowany, sprawdzony przez komputer zanim sie go poda. Czy myslicie, ze jest to proste od samego poczatku? Czy myslicie, ze nie jestem wsciekly jak komputer sie zacina, albo , ze musze stac tylem do pacjenta, bo tak ktos wymyslil pozycje komputera? albo, ze musze przerwac skanowanie w polowie do interwencji gdzie indziej, a potem zaczynac wszsytko od poczatku z komputerem, a system sie pyta, czemu jestem spozniony z podaniem leku? Zanim sie wdrozymy w nowosc, to boli, scieramy sie dodatkowo i kosztuje to nas mase energii. Ale jest to dobre dla pacjenta, bo bezpieczniejsze!
    Do Pani Moniki: trzeba sie dowiedziec wiecej o „wypisywaniu recept” na Zachodzie, i nie zamykac sie na cos, co zostalo wprowadzone ciezka praca pielegniarek w innych krajach i sie sprawdza. Podziwiam Pani entuzjazm, refleksje i umilowanie czlowieka. A z tymi drzewami, to ja jestem przekonany, ze marzyc trzeba i marzenia sie spelniaja.
    Do Anny M: podziwiam Cie za dojrzalosc i analityczne myslenie nad systemem w pielegniarstwie. Napisz do mnie, prosze: mwtek@msn.com
    Mietek, absolwent AM, Piel. w Krakowie

  14. Czytam Pani bloga z zaciekawieniem :) A ten temat to faktycznie temat na czasie.. Jednak totalnie się z Panią nie zgadzam w tej kwestii. Pani chyba czuje się niedoceniana pisząc niektóre rzeczy.. Pielęgniarka nigdy nie dorówna lekarce, czemu? Otóż powód jest jeden najważniejszy- ma mniejszą wiedzę od absolwentów studiów lekarskich. A ten pomysł o „szybszym” dokształcaniu się i osiągnięciu tytułu lek. med to po prostu chore.. Czyżby Pani nie dostała się na studia lekarskie? Takie działania w Polsce nigdy nie będą możliwe.. Gdyby tak było, Ci po ratownictwie – mający absolutnie większą wiedzę od pielęgniarek od razu mogliby pracować na SORach, technicy farmacji mogliby bez 5 letnich studiów być farmaceutami, a technicy weterynaryjni- operowaliby zwierzęta? no śmiech na sali. Nie tędy droga, po to jest rekrutacja aby wszyscy mogli się dostać, każdy skorzystałby z tej furtki.. nie dostałam się na medycynę, idę na pielęgniarstwo żeby potem nazywać się Wielkim lekarzem.. Ja jestem tym wpisem wręcz oburzona. Dla wszystkich czytających, oczywiście z pochyleniem czoła dla pielęgniarek- nic nie zastąpi studiów lekarskich, nawet najlepsza pielęgniarka. TO LEKARZ LECZY< pielęgniarka zajmuje się pielęgnowaniem pacjenta. Pozdrawiam! :)

  15. Doceniam Wasze zaangażowanie w wątek, jednak nie zgadzam się niestety z żadną powyższą wypowiedzią.

    u230326 – Warto sprawdzić:

  16. Uważam, że nie potrzebnie zostały zlikwidowane licea pielęgniarskie bo rozumie, że do wypisywania recept, czy podawania leków trzeba umieć coś więcej i studnia tu są potrzebne, ale do zwykłej pielęgnacji mycia pacjenta, czy zmiany pościeli wystarczy liceum pielęgniarskie. I tu podział jest prosty: chcesz zarobić więcej? Ok, studia masz to zarabiasz więcej, masz tylko liceum to mniej. Nie może być natomiast tak, że jedna pielęgniarka ma tylko studia i w „gównach” za marne grosze nie będzie się paplać. Byłam nie jednokrotnie w szpitalu i spotkałam się na nie jedną pielęgniarkę, i co nigdy nie miałam „ale” do Nich, tak po dłuższych namysłach doszłam do wniosku że niektórym pielęgniarkom trzeba by dać w pysk bo strasznie aroganckie. Były jednak i takie, które mimo iż mało zarabiały, podchodziły i z sercem do człowieka. Raz miałam zabieg zrobiony i kurczę, jedna pielęgniarka to była przyłóż do rany. Choć ją nie prosiłam, starałam się nie być upierdliwa to ona co chwile zaglądała i dopytywała się. Co do opiekunów medycznych, nie dziwcie się, że taki zawód powstał. Półtora roku temu byłam w jednej z klinik i był problem bo pielęgniarek było jak na lekarstwo a opiekunów wcale. Po biopsji wątroby myślicie że ktoś przyszedł? Zero reakcji ze strony lekarzy czy pielęgniarki. Dwie godziny leżałam jak nie powiem co, sikać mi się chciało jak cholera, mimo że przed biopsją kilkakrotnie odwiedziłam wc. Po dwóch godzinach, po mojej prośbie przyszła pielęgniarka i zezwoliła iść do wc. I żeby było zabawniej zamiast ze mną iść do wc to poszła se do koleżanek. No sorry, ale takie zachowanie nie powinno mieć miejsca tym bardziej że robiło mi się słabo ledwo co doszłam do wc i z niego wróciłam. Tyle dobrze, że jedna pani z sali poszła ze mną i pilnowała mnie. Pytam się, dlaczego żadna z pielęgniarek nie poszła ze mną? Nie musiała ze mną wchodzić ale mogła przynajmniej być w pobliżu, że jakby coś. A co jeśli bym zemdlała? Albo przed biopsją, przepraszam bardzo ale dlaczego dostałam skierowanie na badania i kazano mi iść na nie nie informując gdzie mam się udać? A co to ja jestem? Alfa i Omega, żeby wiedzieć gdzie zrobić ekg czy usg? Na 5 pielęgniarek żadna nie zainteresowała się tym. Nie mówię, że wszystkie pielęgniarki są złe, bo są też takie kochane. Ale czasami mam wrażenie, że co niektórym zależy bardziej na forsie niż na dobru pacjenta.

  17. Witam widze ze chyba nie zarabiasz na swoim blogu.
    Mozesz polączyć swoją pasję z zarobkiem. Szkoda marnowac ruchu na stronce.
    Jest sposob żeby wyciagnać dodatkowo ladną sumkę, wpisz
    sobie w google – jak zarobić na blogu drugą wypłatę

    • Nada, nada, aunque se que tal cosa nunca va a suceder, lo mejor que podria pasarle a la informatica es la estandarización, como en la epoca del MSX.Un sistema operativo y un hardware comun haria a los ordenadores y a su software muchiiisimo más eficaces…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>