O stresie w pracy pielęgniarek – wiadomości dla pracodawców

stresKtoś powiedziałby – niby proste czynności. Co to jest wyłuskać lek z blistra i porozdawać kieliszki, poroznosić termometry i pomierzyć ciśnienie. Albo siedzieć przed monitorem i spisywać z niego parametry. A jednak, w codziennej pracy pielęgniarki to właśnie te, jak i wiele innych, niedostrzeganych przez osoby postronne czynności, to źródłem stresu. Dlaczego?

Po pierwsze – odpowiedzialność - bezpośrednio za zdrowie i życie ludzkie. W każdej pracy zdarzają pomyłki. Ale, o ile informatyk może nacisnąć „cofnij” bądź „edytuj”, kasjer może wycofać nabity produkt, a obcięte za krótko przez fryzjera włosy odrosną, o tyle pomyłka w podaniu, np. błędnego leku lub zły sposób jego podania, niezauważenie istotnych objawów, czy brak natychmiastowej interwencji może kosztować pacjenta zdrowie, a nawet i życie. Dlatego tak ważne jest, aby pielęgniarka w pracy była skupiona.

Aby się skupić, nie wolno się jednak spieszyć, ale jak tu się nie spieszyć, jak trzeba tak wiele rzeczy wykonać: iniekcje, leki doustne, kontrola parametrów życiowych, toaleta, karmienie, pobieranie krwi i innych materiałów do badań, odbieranie zleceń lekarskich, dezynfekcja narzędzi i ich wysłanie do sterylizacji, rozmowa z pacjentami: ich edukacja, odpowiedzi na pytania i wyjaśnienie wątpliwości, których oni mają tak wiele. I do tego stos dokumentacji: część na papierze, część w komputerze. Wiele z niej się dubluje. Wiele z niej nie pomaga nam w pracy, a wręcz ją utrudnia, a i tak trzeba to wykonać – to bardzo frustruje.

Nieraz pielęgniarki mają pod swoją opieką kilkudziesięciu pacjentów. Nieraz samotnie pełnią nocne dyżury. W takiej sytuacji, nawet wyjście do toalety może stresować – bo przecież w tym czasie może zadzwonić dzwonek, ktoś może się przewrócić lub stracić przytomność. W dodatku, aby się „wyrobić” ze wszystkim, trzeba tę masę czynności wykonać bardzo szybko.

Pośpiech niekiedy jest jednak konieczny, bo w naszym zawodzie zdarzają się sytuacje nieprzewidywalne, np. nagłe pogorszenie się stanu pacjenta lub reanimacja, podczas której to minuty, a nawet sekundy, decydują o życiu pacjenta. Takim sytuacjom nieraz towarzyszą nieprzyjemne widoki i zapachy: spory ubytek krwi, chlustające wymioty, bardzo obfite, luźne stolce… Po takiej akcji wyczerpanie fizyczne i emocjonalne jest ogromne, a tu… trzeba nadal pracować.

Do tego dochodzą konflikty: ze współpracownikami, przełożonymi, pacjentami i ich rodzinami. A słowa potrafią wprowadzić napiętą atmosferę i bardzo zranić.

Również charakter pracy zmianowej jest w tym zawodzie bardzo dużym obciążeniem. Nocą „normalny” człowiek, zgodnie z fizjologią ludzkiego organizmu, smacznie śpi. A tu trzeba pracować, nieraz nie mniej niż na dniówce, w dodatku w hałasie monitorów, respiratorów i pomp infuzyjnych. Po takim dyżurze organizm jest bardzo wyczerpany, zmęczony i niewiele tu daje odespanie w domu kilku godzin.

Jak widać pielęgniarki są bardzo narażone na działanie czynników stresujących. Dodajmy jeszcze do tego poczucie irytacji, że za tak ciężką i odpowiedzialną pracę jest tak stosunkowo niskie wynagrodzenie…

Do czego może doprowadzić stres i przeciążenie organizmu?

  • Do bólów głowy i problemów z koncentracją;
  • Do przeróżnych chorób i związanych z nimi absencji w pracy, m.in. zawały serca, nadciśnienie tętnicze, udary mózgu, bóle mięśniowe i kostne, problemy gastryczne, obniżenie odporności i podatność na infekcje, depresje, nerwice;
  • Do wypalenia zawodowego;
  • Do ucieczki w nałogi (np. spora część pielęgniarek pali papierosy);
  • Do braku satysfakcji z pracy i wykonywania jej „po łebkach”;
  • Do rezygnacji z pracy;
  • Do zwiększenia ryzyka wystąpienia błędów medycznych.

Fakt, stresu w pracy nie da się wyeliminować. Pewnych rzeczy nie możemy zmienić, bo są wpisane w nasz zawód, taka jest jego charakterystyka. Na przykład, w szpitalu muszą być dyżury nocne, bo musi być zapewniona ciągłość opieki. Kontakt z patogenami też jest w tej pracy nieunikniony (choć na szczęście, dzięki stosowanym środkom ochronnym możemy uniknąć zakażenia od innych. Jednakże, co fruwa w powietrzu, to fruwa). Kolejny przykład to reanimacje i zgony – takie sytuacje będą się zdarzać i naszym zadaniem jest sobie w nich poradzić. A zatem, stresem trzeba właściwie zarządzać. 

A co to znaczy zarządzać stresem? To znaczy umieć poradzić sobie z emocjami w sytuacji stresującej: skupić się, zmobilizować i efektywnie pracować podczas sytuacji naglącej. To również umiejętność odreagowania już po stresującym wydarzeniu – odreagowanie, ochłonięcie, uspokojenie, relaks i zebranie sił na nowo. No i, oczywiście, eliminacja niepotrzebnych stresorów.

Strategie zwalczania stresu możemy podzielić na:

  • Indywidualne - czyli wszystko to, co tym sam możesz zrobić, aby się odstresować (o tym w następnym wpisie);
  • Organizacyjne - czyli to, co w celu lepszego radzenia sobie ze stresem może uczynić pracodawca.

Dziś zajmiemy się właśnie tym drugim. Co zatem może uczynić pracodawca, aby pielęgniarki lepiej radziły sobie ze stresem w pracy? Oto kilka moich przykładów:

  1. „Chillout room” – czyli pomieszczenie, do którego pracownicy mogą udać się w przerwie, aby się odstresować, odizolować od czynników stresujących (np. po reanimacji, po „nawale” pracy). Takie chillout roomy już są obecne Polsce (przykład pochodzi z branży IT). W takim miejscu powinny się znajdować:
    • wygodne sofy lub fotele – by pracownik mógł się zrelaksować, wygodnie usiąść, odpocząć;
    • kawa, herbata, cukier, mleko, woda, soki, owoce, słodycze (aby dostarczyć organizmowi energii) – na koszt pracodawcy. To taki drobny benefit, a o wiele przyjemniej, gdy pracodawca częstuje niż gdy trzeba się na poczęstunek samemu składać;
    • gazety, krzyżówki, sudoku – coś, co skieruje uwagę w inną stronę… lub pomoże zebrać myśli;
    • można pokusić się o jakąś grę, np. piłkarzyki, lotki (rzutki) – aby „odreagować”, „wyżyć się”;
  2. Karnety na masaż, do salonu spa, kosmetyczki, karnety sportowe czy kulturowe - odpręży to, już po pracy, ciało i umysł, no i jest korzystnym benefitem w sytuacji naszych marnych pensyjek;
  3. Szkolenia miękkie dotyczące rozwiązywania konfliktów, współpracy w zespole, zasad efektywnej komunikacji, zarządzania czasem – o wiele łatwiej jest pracować, gdy w pracy panuje przyjazna atmosfera i gdy potrafimy się wzajemnie „dogadać”. Nieraz bowiem sami stwarzamy sobie sytuacje stresujące poprzez niewłaściwą komunikację: niejednoznaczny przekaz informacji, złą organizację pracy czy destruktywną krytykę;
  4. Imprezy integracyjne organizowane i opłacane przez pracodawcę – może nawet jakieś pracownicze wycieczki? 
  5. Spotkania z przełożonym mające na celu rozmowę o problemach personelu i znajdowanie rozwiązań;
  6. Mentoring - opiekun dla nowych pracowników – po to, by zminimalizować stres związany z adaptacją zawodową i przyspieszyć efektywność pracy młodej kadry;
  7. Coaching i konsultacje mających na celu ułatwienie radzenia sobie z trudnymi sytuacjami zawodowymi;
  8. Dbanie o przeszkolenie pracowników - tak, aby wszelkie czynności wykonywali zgodnie z uprawnieniami (np. kursy toczenia krwi), gruntowne przeszkolenie każdego pracownika w zakresie obsługi sprzętu, wsparcie techniczne w zakresie obsługi nowego sprzętu;
  9. Dbanie o właściwą liczbę personelu na dyżurze i brak pojedynczych dyżurów.

To tylko kilka przykładów na to, w jaki sposób pracodawca może zarządzać stresem w swoim miejscu pracy. Warto zainteresować się tym tematem, ponieważ stres personelu wpływa bardzo niekorzystnie zarówno na ich zdrowie, jak i na efektywność pracy.

A już za tydzień napiszę o kilku sposobach mówiących o tym, jak Ty sam możesz poradzić sobie z stresem w miejscu pracy.

18 komentarzy dla artykułu “O stresie w pracy pielęgniarek – wiadomości dla pracodawców

  1. Przede wszystkim gratuluję!Bycie mamą,to najpiękniejsza rzecz na świecie:)
    a to co piszesz jest najprawdziwszą z prawd.Nikt,ani przelozeni,ani „zwykli”ludzie nie są w stanie pojąć co tak naprawdę my pielęgniarki przeżywamy na dyżurach.Jedna osoba na nocy i 24 pacjentów,przełozony powie,macie monitoring.
    Tak,mamy,w jednej sali.A reszta?Pozdrawiam gorąco.

    • Dziękuję :) Mała ma być na świecie w kwietniu :) A ten wpis jest właśnie po to, aby uświadomić przełożonych i „zwykłych ludzi”, że nieraz nie zdają sobie sprawy, na co jesteśmy narażone w pracy. Przełożeni, dyrekcja nie siedzą w naszej skórze, nie są z nami 24 h/ na dyżur, więc wielu kwestii nie widzą, nie słyszą i nie odczuwają. Jeden monitor wszystkiego nie załatwi. I, no właśnie, czy w Waszym przypadku jeden monitor jest wystarczający na cały oddział? Może warto o tym podyskutować z przełożonym? Ogólnie, monitoring jest dobry – to pewne usprawnienie, ale to nadal człowiek obserwuje, analizuje i musi umieć odpowiednio zareagować.

    • Pani Marzeno jestem wzburzona, że pełni Pani sama dyżur z 24 chorymi osobami!!!
      Dlaczego Pani się na to zgodziła?
      Dlaczego nie zaproponowała rozmowy bezpośredniej z oddziałową lub przełożona
      Dlaczego nie zaproponowała przełożonej, aby przyszła na ten dyżur z Panią aby razem to przeżyć.
      Ja jestem normalnie w szoku,
      To się w głowie nie mieści. Ja na Pani miejscu bym się nie zgodziła na pełnienie dyżuru w którym pacjenci są narażeni na niebezpieczeństwo oraz sama Pani. Uważam, że jest Pani nieodpowiedzialną osobą. Wstyd że mamy właśnie pielęgniarki które nawet nie próbują na ten temat rozmawiać z oddziałową.

  2. Patrząc na obecne realia, pracodawcy w wielu szpitalach nie obchodzi stres jego pracowników. Zależy im jedynie na cięciu kosztów i nie dopuszczenie do oskarżenia szpitala.

    Pacjent zmarł na nocnym dyżurze? Błąd popełniła pielęgniarka. Co z tego że była sama i miała 30 pacjentów.

    • Tak, Dominiku, pracodawca (w tej branży) rzadko zajmuje się tzw. „miękkim zarządzaniem personelem.” A potem konsekwencje tego słyszymy w telewizji, czytamy w prasie. Dlatego poprzez swoje artykuły – uświadamiam.

  3. Smutna rzeczywistość..
    Jestem na III roku Pielęgniarstwa i zewsząd słyszę tylko zniechęcenie ze strony Pielęgniarek i chodzi zwykle o te sprawy o których jest mowa w artykule… smutne. To pokazuje ile trzeba mieć siły motywacji do tego żeby naprawdę chcieć być PIELĘGNIARKĄ i robić to co się tak naprawdę chce.. Niestety nie brakuje osób, które są na III roku i kończą te studia, bo już jest za późno żeby się wycofać… Teoria teorią, ale praktyka na szpitalu dopiero pokazuje smutną rzeczywistość.. Dla mnie pierwszy dzień w szpitalu był ogromnym zaskoczeniem.. tym bardziej, że nigdy nie byłam pacjentem, który był w szpitalu dłużej niż dzień…
    Artykuł świetny, można się zreflektować..

    • Dla Was studentów mam wielkie przesłanie – NIE DAWAJCIE SIĘ. Bądźcie tacy, jacy chcecie być. Twórzcie pielęgniarstwo, jakie chcielibyście, aby było. Bądźcie asertywni i wykorzystujcie ogrom wiedzy zdobytej na studiach. Będą Was „sprowadzać na ziemię”, ale Wy i tak róbcie swoje ;)

  4. TEN artykuł należy schować do szuflady.
    a oto jeden z pierwszych cyt;” Aby się skupić, nie wolno się jednak spieszyć, ale jak tu się nie spieszyć, jak trzeba tak wiele rzeczy wykonać”
    No właśnie i tutaj Pani uświadamia Nas pielęgniarki, że nie mamy wyjścia, że pośpiech jest wpisany w nasz zawód, a o skupieniu nie ma mowy więc dochodzimy do sedna sprawy, że nasza odpowiedzialność jest prowizoryczna.
    Cały artykuł nie wnosi NIC poza tym, jak można sobie radzić ze stresem, którego NIE powinno być w tak dużej ilości. Po co mi pielęgniarce pomoce do walki ze stresem wzięte z kosmosu skoro po pierwsze: to nie pomoże mi podnieść prestiżu w wykonywaniu pracy, a wręcz odwrotnie uzyskam większą możliwość wykonywania swojej ciężkiej pracy dla kogo???
    dla prezesów szpitala, dyrektorów, premiera, lekarzy czy tez może dla Moniki, która chce zrobić mały biznes na biedzie jaka panuje w pielęgniarstwie.
    poniżej znajduje się link, tylko proszę przed przeczytaniem uzbroić się w spokój, a już na pewno zbytnio się nie zestresować!!!
    Proszę nie odpowiadać na mój komentarz, gdyż nie chcę uzyskać odpowiedzi po dłuższym zastanowieniu się na korzyść odpowiadającego:) NIE interesują mnie cytaty wzięte z książek od psychologów, psychiatrów, mądrych duszków, czy też mądre krajowe i zagraniczne przysłowia szczególnie z Japonii. Interesuje mnie życie i realia jakie panują tu i teraz.

    http://www.fakt.pl/wiemy-ile-zarabiaja-lekarze-,artykuly,438634,1.html

    • „Proszę nie odpowiadać na mój komentarz” – właśnie takie podejście jest często obecne w naszym zawodzie. Właśnie takie są realia „tu i teraz.” To przykre. Bo, jeśli podejmujemy jakąś dyskusję, bądźmy otwarci na argumenty drugiej strony – tylko wtedy dyskusja może wnieść coś wartościowego (dla obu stron). Zgodnie z tym, o co Pani prosi, nie podam w komentarzu żadnych cytatów. Powiem, jednak, co myślę – bo Polska jest wolnym krajem, a ja bardzo nie lubię, gdy ktoś coś krytykuje i nie pozwala drugiej stronie wyrazić własnego zdania. Rozumiem, że artykuł się Pani nie podoba i ma Pani do tego pełne prawo. Nie zamierzam swoim komentarzem nakłaniać Pani do zmiany na niego swojego poglądu. Pozwolę sobie tylko wyrazić własne zdanie w kwestiach, które Pani porusza. Tak, pośpiech w naszym zawodzie w obecnych realiach jest, niestety wszechobecny – dlatego właśnie o tym piszę. Piszę o tym, co nieraz sama odczuwam i co mówią inne pielęgniarki oraz pacjenci. Wiem również, nie tylko z książek, ale z codziennej praktyki, że pośpiech można zmniejszyć dzięki skutecznej organizacji pracy, a po sporej dawce adrenaliny trzeba odpocząć. Kolejna kwestia, to czy pomoce w radzeniu sobie w walce ze stresem nie zwiększą prestiżu zawodu pielęgniarki? Sądzę, że jednak zwiększą. Bo ja osobiście wolę, żeby mną jako pacjentem, zajęła się pielęgniarka, która jest pogodna, spokojna, skupiona i zadowolona z życia niż chaotyczna, zestresowana, z napiętą miną i opryskliwym tonem głosu, mówiąca, np. „Nie jest Pani jedyną pacjentką na tym oddziale.” Kolejna kwestia to „dla kogo pracować?” Przede wszystkim dla siebie. Dla mnie najważniejsze, by to mnie samej dobrze się pracowało. A gdy się stresuję, pracuje mi się źle. Trzeba też pamiętać, że pracujemy w zespole – również dla dyrektora, prezesa. Nauczyliśmy się traktować dyrekcję jak wroga – to błąd. Mamy przecież wspólny cel: dyrekcja potrzebuje ludzi do pracy, a my pracy. Nie oznacza to, ze mamy być potulni jak baranki. Współpracę rozumiem przede wszystkim jako otwarcie się na dialog, ciągłe ulepszanie, niekiedy konsensus, a niekiedy kompromis (obopólny). I na koniec odniosę się do przesłanego przez Panią linku. Fakt, lekarze potrafią dużo zarabiać. I co? Czy mam z tego powodu płakać, zazdrościć im, życzyć im, aby mniej zarabiali, a może użalać się nad swoim losem? To, że lekarze zarabiają dużo oznacza, że już wyrobili sobie odpowiednią pozycję. My, najwyraźniej jeszcze nie.

  5. a tutaj dla równowagi, bo takowa w przyrodzie istnieje, podaję link z informacją odnośnie stawek proponowanych pielęgniarkom przez prezesów-lekarzy spółek medycznych.

    http://psz.praca.gov.pl/hr/PoSearch/index.php?fastword=piel%C4%99gniarka&fastcountry=&fastlocation=&rodzajoferty=&startDate=4&Eksport=0&itemsPerPage=10&industryName=&jobCategory=&positionTitle=&countryName=&locationName=&CandidateSupplier=&PositionNumberPL=&jobContractType_PL=&workShiftScheduleTypePL_HoursPL=&minBasePay=&travel=-1&submited=1&advanced=&page=1

    Skończyła Pani wyższą szkołę i domniemam, że na etykiecie przed imieniem i nazwiskiem widnieje mgr. Mam nadzieję, że pacjenci a szczególnie LEKARZE zwracają się do Pani z szacunkiem.
    U nas pielęgniarki zwracają się z ukrywanym lękiem do lekarzy: „Panie doktorze”
    natomiast lekarze mówią do nas po imieniu lub per Pani, a pacjenci wołają siostro. Chyba coś tu jest nie tak jak powinno być.

    • Tak, na etykiecie widnieje mgr i przyznam, że część mojego środowiska pielęgniarskiego początkowo naśmiewała się z tego, że z chwilą ukończenia studiów postanowiłam zmienić plakietkę. Teraz sami mają takie plakietki. Lekarze zwracają się do mnie różnie. Do tych, którzy mówią mi per Pani, również zwracam się per Pan/Pani. Do tych, którzy mówią mi bezpośrednio po imieniu, ja również zwracam się bezpośrednio po imieniu. Czasem zdarza mi się tytułować lekarzy z uwagi na bardzo wysoki tytuł, np. profesor, i dużą różnicę wieku. Ale w takim przypadku bardzo dobrze czuję się w tej relacji. Żaden lekarz nie tytułuje mnie „Pani mgr”. Muszę przyznać, że osobiście wolę relację Pan/Pani (jest mniej sztuczna) lub Ty/Ty (ułatwia bezpośredniość, rozluźnia atmosferę) niż mgr/dr. Co do pacjentów – w poprzedniej pracy było kilku, którzy mówili do mnie Pani mgr. Byli to przeważnie pacjenci, z którymi przeprowadzałam ankiety do pracy mgr. Mówili tak, bo cieszyli się, że pielęgniarki podnoszą swoją rangę i w ten sposób okazywali swoje uznanie i gratulacje z uwagi na to, że zdałam egzamin. To było bardzo miłe. Miłe nie dlatego, ze poczułam się wywyższona, ale dlatego, że pamiętają o mnie, że pamiętali moją prace mgr, moje ankiety i że się po prostu z tego cieszą. Absolutnie jestem daleko od sztywności kontaktów. Tytułowanie personelu przez pacjentów wydłuża dystans. A chodzi o to, by zachować bliskie relacje (to sprzyja zaufaniu i otwartości), jednocześnie darząc personel szacunkiem i będąc świadomym ich tytułu (plakietka z tytułem).Nie mam też osobiście nic przeciwko temu, gdy pacjenci mówią do mnie „siostro.” Wynika to z historii naszego zawodu i starsi ludzie mówią tak z przyzwyczajenia. Jest to również dla mnie bardzo miły zwrot, gdyż oznacza osobę im bliską, najbliższą wśród personelu. Część pacjentów mówi do mnie również „Pani” lub „Pani Moniko.” Osobiście wolę zwrot „Pani Moniko”, ponieważ stwarza to bliższe relacje z pacjentem. Ja również częściej mówię pacjentowi „Panie Janie” niż „Panie Kwiatkowski.” Natomiast nie znoszę sytuacji, gdy lekarz zwraca się do mnie „siostro.”

    • Pni EWO to może ja coś dla Pani zacytuję, zmieniając trochę temat:)
      „Zrób coś wspaniałego. Może ludzie pójdą w twoje ślady”
      a cytat pochodzi od Alberta Schweitzera.

  6. Pani Moniko! Cieszę się, że pisze Pani swój blog. Jest to nowe wydarzenie w pielęgniarstwie. Nowość zawsze budzi wśród innych negatywne emocje. Może wynika to z zazdrości, że nie wymyśliłam tego ja tylko inna osoba. Niezwykle cieszą mnie Pani wpisy i Pani poglądy na to jak powinien wyglądać „świat pielęgniarki”, jej relacje ze współpracownikami, z pacjentami oraz pomysły jak budować mocny status pielęgniarki w zespole. Tym bardziej mnie to cieszy, bo Pani jest młodą osobą, więc nowe pomysły są bardzo cenne w rozwoju naszego zawodu i naszego prestiżu. Ja jestem pielęgniarką z ponad 20 letnim stażem i też zdarzają mi się chwile zwątpienia, zniechęcenia oraz wypalenia, bo całe moje życie zawodowe jest ciągłą wojną z decydentami, dyrekcją itd.Myślę, że jest to wpisane w nasze życie zawodowe. Natomiast walka o podwyżki i np normy zatrudnienia to jedno a praca z pacjentem i współpraca z zespołem terapeutycznym to drugie. W tym drugim temacie pracujemy z innymi pracownikami medycznymi na rzecz pacjenta i tu na tym polu mamy wiele do zrobienia, jeżeli chodzi o nasz prestiż.My musimy też wymagać i stawiać warunki, stosować swoją wiedzę, mieć szacunek dla pacjenta i innych. Mimo długoletniego doświadczenia, podzielam Pani spojrzenie na nasz zawód i jego problemy. Takich osób jak Pani jest nam potrzeba – asertywnych, nietuzinkowych, odważnych, z nowymi pomysłami. Gratuluję! A do wszystkich malkontentów – nie tylko od decydentów, dyrektorów i ministrów zależy prestiż naszego zawodu i szacunek do nas jako pielęgniarek.Prestiż zawodu zależy przede wszystkim od nas samych, naszych postaw, naszej asertywności, wiedzy, naszych poglądów, także od naszego wyglądu.Także zmieniając postrzeganie naszego zawodu, zacznijmy od nas samych, nikt za nas tego nie zrobi, od naszych postaw bardzo wiele zależy. Ja stosuję się do tych zasad w moim miejscu pracy i małymi kroczkami idę do przodu i mi się to udaje. Blog Pani Moniki jest mi pomocny, utwierdza mnie w moich przekonaniach, cieszę się, że są tacy ludzie w pielęgniarstwie, którzy myślą tak jak ja. Jeżeli strona się komuś nie podoba to po prostu niech tego nie czyta. A może ma jakiś inny oryginalny sposób na podniesienie prestiżu pielęgniarstwa!?

    • Pani Iwonko nie ma Pani racji mówiąc, że życie zawodowe jest ciągłą wojną z decydentami, dyrekcją itd.!!!
      Myślę, tak samo jak Pani Monika, że Dyrekcje nie powinniśmy traktować jako wroga:) Mam nadzieje, że Pani Iwonka nie stosuje tak prymitywnej taktyki i co najmniej kilka razy w roku otwarcie rozmawia z dyrekcją na temat problemów jakie nosi ze sobą pielęgniarstwo. Mam również nadzieję, że przekłada się to na niestresującą prace oraz podwyżki wynagrodzeń.
      A to, że Pani Monika jest ładna dziewczyna to już wszyscy zdążyliśmy zauważyć.
      Życzę Pani Iwonko nietuzinkowości pomimo 20 letniej pracy w postawie godnej do naśladowania jak również w wyglądzie zewnętrznym;)

    • Cieszę się bardzo, że blog jest przydatny. Dziękuję za Wasze pozytywne opinie, sprawiają mi one ogromną radość i utwierdzają w tym, co robię, a także inspirują do pisania na tematy, które Was nurtują. A propos walki z dyrekcją – może zatem napiszę coś wkrótce w temacie sztuki negocjacji? ;) Jak widać swoje artykuły muszę adresować zarówno do nas, jak i do dyrekcji, bo aby negocjacje były skuteczne musimy być świadomi wzajemnie własnych potrzeb i otwarci na nie. Niekiedy to my po prostu nawet nie próbujemy rozmawiać z dyrekcją, a niejednokrotnie to dyrekcja jest głucha na nasze prośby i potrzeby. Szkoła negocjacji przyda się zatem obydwu stronom. Pomyślę o tym ;) Nie chodzi przecież o to, by zwyciężyć kosztem drugiego, ale by doprowadzić do tego, by obie strony były zadowolone.

  7. Mówiąc o wojnie z dyrekcją miałam na myśli swoje życie zawodowe, w moim szpitalu, z moją dyrekcją. Chętnie rozmawiałabym z dyrekcją stosując racjonalne argumenty, niestety stosując taktykę mojego dyrektora, musiałabym coś obiecać, jak on, potem się z tego wycofywać, i przysięgać, że nic takiego nie mówił i wiecznie płakać, że jak będą pieniądze – to będą podwyżki dla pielęgniarek, po czym po cichu daje podwyżki administracji. Oszczędzanie na płacach pielęgniarek jest to bardzo łakomy kąsek dla dyrekcji, dla niemądrej dyrekcji. Bo mądry dyrektor wie, że zmniejszanie obsady pielęgniarek grozi większą ilością zgonów pacjentów, większą ilością powikłań, gorszą jakością leczenia i pielęgnowania. Ale mądry dyrektor. Bardzo chciałabym trafić na mądrego dyrektora. Jeżeli chodzi o nietuzinkowość w mojej postawie zawodowej i moim wyglądzie zewnętrznym – to nie narzekam, Panie Damianie. Gorzej ze zdrowiem, ale nie daję się!

  8. Zwracam się teraz do Pani Ewy,ktora napisała do mnie 17 marca.
    Pani Ewo,pisze Pani tak,jakby nie miała Pani najmniejszego pojęcia,o realiach naszej pracy.Przecież to norma w wielu szpitalach i rozmowa z Naczelną czy Oddziałową,nic nie daje i niczego nie zmieni.Zapewniam Panią,że nie ja jedna pracuję w ten sposób.Jest nas bardzo,bardzo wiele.Pani raczej pojęcia o tym nie ma,przykro mi to mówic,ale taka jest prawda.Na jakim świecie Pani żyje?

  9. Każda praca może być stresująca. Jestem ratownikiem i widzę jak koledzy są zestresowani. Widzę też co czasem dzieje się z niektórymi pielęgniarkami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>